Jako jedyny przeżył katastrofę samolotu. „Czuję, jakbym dostał drugą szansę”

– Trudno jest nie myśleć. To byli moi przyjaciele, na pewno długo będą żyli w mojej pamięci. Może nie czuję, jakbym dostał drugie życie, ale na pewno drugą szansę – powiedział Marek Haczyk, jedyny ocalały z katastrofy w Topolowie. 40-letni instruktor przechodzi rehabilitację na oddziale tarnowskiego szpitala im. świętego Łukasza.

– Samego upadku nie pamiętam. Nie panował chaos, ludzie byli przygotowani do lądowania awaryjnego. Żadnych krzyków, żadnego hałasu nie było – powiedział instruktor o ostatnich chwilach przed tragedią i dodał, że dopiero kilka sekund przed katastrofą można było się zorientować, że lądowania awaryjnego nie będzie.

„Do drzwi doszedłem sam, potem pomogli mi ratownicy”

Mężczyzna mówi, że tuż po katastrofie stracił przytomność, jednak po chwili ją odzyskał i wydostał się z wraku o własnych siłach. – Do drzwi doszedłem sam, potem pomogli mi ratownicy, którzy wyciągnęli mnie z tego wraku, między innymi był to pan Zdzisław Głowinkowski i pan Roman Kozioł, którym chce bardzo podziękować za pomoc i uratowanie życia oraz okoliczni mieszkańcy Topolowa, których nazwisk nie znam, ale również jestem bardzo wdzięczny za udzielenie pomocy – powiedział Haczyk. Dodał, że mężczyźni uwolnili go od spadochronu, który zaczepił się we wraku. Potem instruktor trafił w bezpieczne miejsce, gdzie zajęły się nim służby medyczne.

„Nadal chcę skakać”

Pan Marek powiedział dziennikarzom, że jeśli jego stan zdrowia na to pozwoli, to nadal chce być instruktorem spadochroniarstwa. – To nie był wypadek spadochronowy, to był wypadek lotniczy, skoki tu w niczym nie zawiniły – tłumaczy i dodaje, że za pół roku będzie mógł powiedzieć coś więcej na temat swojej przyszłości. – Jeśli dalej będę mógł czynnie wykonywać to zajęcia, to będę. Jeśli nie, to trzeba będzie zweryfikować swoje życie. Nastawienie mam bojowe, a życie pokaże, jak będzie – podsumował pan Marek.

W katastrofie zginęło 11 osób

5 lipca w wypadku samolotu pod Częstochową zginęło 11 osób; jedną uratowaną, w stanie ciężkim, przewieziono do szpitala w Częstochowie. Samolot należał do prywatnej szkoły spadochronowej, wykonywał lot z lotniska w Rudnikach. Zarówno strażacy jak i eksperci podkreślają, że to najtragiczniejsza katastrofa samolotu cywilnego, do której doszło w Polsce od wielu lat.

CZYTAJ TAKŻE – Spadł samolot ze skoczkami koło Częstochowy. Tylko jedna osoba przeżyła

źródło:
Zobacz więcej