Oszuści proponują „lecznicze” garnki „z dopłatą NFZ”. Są chętni

(fot. www.flickr.com/RobotSkirts, CC)

Firma wmawia emerytom, że dostaną za darmo „lecznicze” garnki i pościel. Zamiast tego ludzie dostają rachunki na 5 tys. zł. Sprawą zajęła się policja.

Pani Arleta z Krapkowic na Opolszczyźnie otrzymała pocztą zaproszenie na pokaz sprzętu rehabilitacyjnego od prywatnej firmy z Poznania. Na pokazie wysłuchała wraz z innymi zaproszonymi osobami prezentacji – m.in. garnków i kompletów pościeli – z której wynikało, że proponowane produkty nie mają sobie równych. I wpływają dodatnio na stan zdrowia.

– Chętnych do kupna nie było – opowiada kobieta – bo sprzęt, który zobaczyliśmy, kosztował kilka tysięcy złotych. – Ale zaraz po pokazie prezenterzy zaczęli zapraszać ludzi do stolików. Jeden z nich poprosił też mnie. Chciał zobaczyć mój dowód i legitymację rencisty – opowiada.

Na widok dokumentów przedstawiciel firmy zareagował zdziwieniem. Zapytał, dlaczego do tej pory nie skorzystała z refundacji, którą oferuje NFZ. – Pani jest po sześćdziesiątce. Taki sprzęt się pani należy! – miał powiedzieć. Sprzętem rehabilitacyjnym okazał się zestaw trzech garnków o „leczniczych” właściwościach.

– Jakieś dziesięć razy pytałam się, czy mężczyzna jest pewien, że za sprzęt zapłaci NFZ. Usłyszałam, że tak. Powiedział, że muszę tylko podpisać potwierdzenie, że chcę skorzystać z refundacji – opowiada pani Arleta.

Komplet garnków, pościel „gratis” plus kredyt na 4,1 tys. zł

Kilka dni później kurier przywiózł do jej domu komplet garnków. Firma dorzuciła „gratis” pościel.

Niedługo potem przyszedł także pocztą rachunek z banku. Okazało się, że pani Arleta wzięła nieświadomie kredyt na zakup sprzętu, na 4,1 tys. zł.

Pani Arleta opowiada, że oszuści są przygotowani na wszelkie pytania. Gdy ktoś ma wątpliwości, że NFZ zapłaci za garnki, wyciągają telefon i udają, że dzwonią do centrali funduszu, by poradzić się eksperta. Osoba po drugiej stronie słuchawki zawsze potwierdza fakt „refundacji”. Na umowach, które są podsuwane emerytom, co prawda jest podana kwota do zapłaty wraz z liczbą rat. Ale tuż obok widnieje napis „refundacja”.

„Potwierdzenie odbioru nagrody”, czyli umowy kredytowej

– Przedstawiciel firmy tłumaczył mi, że taki rachunek w umowie jest potrzebny, żeby firma mogła się rozliczyć z NFZ – dodaje pan Tadeusz, który także padł ofiarą naciągaczy. Oszuści mają też sposób na tych, którzy stanowczo odmawiają podpisania umowy na „refundację”. Przekonała się o tym pani Daniela ze Strzelec Opolskich, która też była na pokazie.

– Gdy chciałam już wychodzić z sali, ktoś wyczytał moje nazwisko, mówiąc, że wylosowałam darmowy zestaw garnków – wspomina. – Po tym ludzie zaczęli bić brawo, a prezenter stwierdził, że muszę tylko potwierdzić odbiór nagrody. Okazało się, że podpisałam umowę na kredyt w wysokości ponad 5 tysięcy złotych. Raty są tak wysokie, że pożerają połowę mojej emerytury. Nie daję rady ich spłacać, a bank straszy mnie komornikiem – żali się oszukana.

Wszyscy poszkodowani kontaktowali się z firmą telefonicznie i na piśmie. Prosili o anulowanie umowy, ale usłyszeli odmowę i uzasadnienie, że minęło więcej niż 10 dni od jej zawarcia.

Troje „klientów” zgłosiło się na policję

Po ostatnim pokazie w Krapkowicach poszkodowani zwrócili się z prośbą o pomoc do miejscowego rzecznika praw konsumentów oraz na policję. – Sprawę prowadzi wydział kryminalny komendy policji w Krapkowicach – mówi asp. Tomasz Urban, zastępca rzecznika prasowego. – Do tej pory – dodaje – przyjęliśmy zgłoszenia od trzech osób.

Beata Cyganiuk, rzecznik opolskiego oddziału NFZ w Opolu, przyznaje, że to pierwszy przypadek, by ktoś powoływał się na fundusz przy sprzedaży produktów. – NFZ nie finansuje zakupu żadnych garnków, kołder, pościeli ani innych przedmiotów, które prezentowane są na pokazach – zapewnia. – Fundusz płaci wyłącznie za usługi medyczne, które są świadczone przez szpitale, przychodnie i inne placówki, które podpisały z nami umowy – przypomina.

CZYTAJ TEŻ Zatrzymana za wyłudzanie aut na kredyt

źródło:
Zobacz więcej