Zginął nurek przeszukujący „Cheonan”

Nurek z południowokoreańskiej jednostki ratowniczej zginął podczas przeszukiwania wraku okrętu wojennego „Cheonan”, który zatonął w piątek w okolicach spornej granicy morskiej na Morzu Żółtym.

Ratownik stracił przytomność podczas próby dostania się do jednej z dwóch części wraku. Bezpośrednia przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana.

Specjalistyczne jednostki wciąż starają się dostać do środka – nieznany jest bowiem los 46 ze 104 marynarzy, a istnieją szanse na to, że członkowie załogi uwięzieni w odgrodzonej śluzami części burtowej wciąż żyją. W akcji ratowniczej uczestniczy około 25 wyspecjalizowanych jednostek ratowniczych. Rzecznik marynarki wojennej powiedział, że akcja ratownicza przeprowadzana jest na „bardzo zdradliwym i niebezpiecznym akwenie z silnymi prądami morskimi i ograniczoną widocznością w wodzie”.

Naszym zadaniem jest jak najszybsze dostanie się do środka i odnalezienie reszty marynarzy, ale w tym momencie, z racji warunków jest to bardzo trudne – poinformował rzecznik.

W poniedziałek służbom ratunkowym udało się wpompować do części rufowej wraku tlen za pomocą węża. Niestety, opukujący kadłub ratownicy nie uzyskali z wewnątrz żadnej odpowiedzi.

Mina, atak czy awaria?

Przyczyna eksplozji która rozdarła jednostkę na dwie części wciąż nie jest znana, władze jednak skłaniają się ku hipotezie uderzenia w północnokoreańską minę. Nie wyklucza się też awarii urządzeń pokładowych jako przyczyny wybuchu, śledztwo jest w toku, a dopiero dokładne oględziny jednostki będą mogły rzucić trochę więcej światła na tę sprawę. – Ponieważ zatonięcie zdarzyło się na terenach granicznych, siły zbrojne powinny być przygotowane na jakikolwiek ruch Korei Północnej – dodatkowo ostrzegł prezydent Korei Południowej Lee Myung – Bak.

Phenian nie skomentował w żaden sposób wypadku na Morzu Żółtym. Korea Północna nie uznaje morskiej linii granicznej ustanowionej pod koniec wojny koreańskiej. Tereny te zawsze były miejscem starć marynarek wojennych obu krajów.

źródło:
Zobacz więcej