RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Mokotowscy gangsterzy przypadkiem zrabowali pieniądze chińskiej mafii?

(fot. studioEAST/Getty Images)
(fot. studioEAST/Getty Images)

Członkowie gangu mokotowskiego, wywodzący się z tzw. grupy obcinaczy placów przypadkiem napadli w 2012 r. na mężczyznę, który prawdopodobnie legalizował pieniądze przedsiębiorców z centrum azjatyckiego w Wólce Kosowskiej – dowiedział się portal tvp.info. Bandyci udający policjantów doprowadzili do zderzania z autem „kasjera”, a następnie zrabowali mu torbę, w której było ok. 200 tys. dolarów. Napad nigdy nie został zgłoszony.

Niedługo przed świętami Bożego Narodzenia w 2012 r. do gangu rabusiów, którym miał kierować Oskar Z. zgłosiła się pracownica jednego z banków. Kobieta przekazała gangsterom informację, że jeden z klientów jej placówki regularnie wpłaca znaczne sumy na swoje konto. Mężczyzna ten zawsze przywoził gotówkę. I zawsze wpłaty przekraczały 100 tys. dolarów.

Gangsterzy podejrzewali, że może on prowadzić jakieś nielegalne interesy. Dlatego był dla nich idealnym celem. Za pośrednictwem swojej wspólniczki ustalili gdzie mieszka i jakim samochodem jeździ ich ofiara.

Policjanci atakują kuriera

Skok był przygotowany bardzo dobrze. Bandyci, wśród których mieli być „Oskar”, „Mołek” i „Michaś” – najważniejsze postaci w bandzie rabującej biznesmenów, przedsiębiorców i jubilerów w całej Polsce, mieli – według świadka koronnego – przygotować dwa samochody. Jeden z nich jechał przed autem ofiary, drugi tuż za nim. Na znak szefa grupy, pierwsze auto zajechało drogę kurierowi. Gdy ten zaczął zahamować, drugi samochód bandytów uderzył w jego pojazd spychając go do rowu.

Wtedy z aut wyskoczyło trzech napastników z pistoletami w rękach. Mieli na sobie policyjne kamizelki. – Policja! Nie ruszaj się i dawaj torbę z pieniędzmi – krzyknął jeden z rabusiów. Zaatakowany mężczyzna nie protestował. Oddał im torbę z ponad 200 tys. dolarów.

Napad, którego miało nie być

Bandyci nie wiedzieli zapewne, że ich ofiarą był mężczyzna, którego rolą było regularne wpłacanie zysków od przedsiębiorców działających w azjatyckim centrum handlowym w Wólce Kosowskiej. O tym, że nie były to pieniądze z legalnych źródeł może świadczyć fakt, że napadnięty przez ponad półtora roku milczał na temat napadu. To nasuwa podejrzenie, że gotówka pochodziła od chińskiej mafii „opiekującej” się wieloma sprzedawcami z Wólki lub współpracujących z nią osób.

Tym bardziej, że po napadzie, kurier nie przestał wpłacać znacznych sum na swoje konto. Napadnięty został przed kilkoma dniami przesłuchany przez prokuraturę. Był zaskoczony, że ktokolwiek wiedział o rabunku. Nie wiadomo, czy wskazał śledczym źródło pochodzenia pieniędzy.

Więzienie ratunkiem dla rabusiów?

Prokuratura nie chce zdradzać czy wszczęto śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy. Co ciekawe okazuje się, że pokrzywdzeni nie starali się szukać osób, które zabrały im równowartość ponad 600 tys. zł. Możliwe, że uznali to za normalny „wypadek przy pracy”.

– Gdyby to rzeczywiście były pieniądze chińskiej mafii i jej członkowie ustalili złodziei, to dla zatrzymanych przez nas bandytów lepiej będzie jak posiedzą długo w więzieniu – opowiada jeden ze śledczych.

Większość uczestników napadu usłyszało ostatnio zarzuty w tej sprawie. To nie koniec śledztwa w sprawie odłamu gangu mokotowskiego, który zajmował się przede wszystkim napadami.

CZYTAJ TAKŻE Policja dobiła gang mokotowski. Trzej przywódcy za kratkami

Jesli to rzeczywiście były pieniądze chińskiej mafii, to dla bandytów lepiej będzie jak posiedzą długo w więzieniu – opowiada jeden ze śledczych (fot. arch. policja)
Jesli to rzeczywiście były pieniądze chińskiej mafii, to dla bandytów lepiej będzie jak posiedzą długo w więzieniu – opowiada jeden ze śledczych (fot. arch. policja)

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej