Tajemnice „Kartofla”

„Kartofel" miał swoje stałe miejsce w kartotekach policyjnych (fot. arch.)

Kazimierz Hedberg ps. Kartofel vel Czapeczka, uważany za jednego ze spiskowców na życie gen. Marka Papały, pozostawił śledczym kilka nierozwiązanych zagadek. Przede wszystkim, co zawierały trzy sejfy w jego mieszkaniach, które po jego śmierci znaleziono całkowicie wyczyszczone? I kto z SB kierował wysyłaniem amfetaminy do krajów kapitalistycznych w latach 80.?

„Wykształcenie zawodowe, mechanik-ślusarz, znawca antyków, rozwiedziony, nie pracuje – utrzymuje się z oszczędności. W miejscu zamieszkania opinia bardzo dobra, nie stwierdzono powiązań z elementem przestępczo-chuligańskim oraz z elementem pijackim” - taką opinię środowiskową wystawił Kazimierzowi Hedbergowi policjant z Mokotowa, gdy ten w 1997 r. ubiegał się o przedłużenie przerwy w odbywaniu kary,

W rzeczywistości Hedberg ps. Kartofel vel Czapeczka był, zdaniem prokuratury, jednym z najważniejszych graczy na świecie polskich przemytników amfetaminy. Jednak zanim zdołano go rozpracować, zmarł na raka.

Człowiek z cienia

Nazwisko Hedberga pojawiło się w 1999 r. w śledztwie dotyczącym zabójstwa gen. Marka Papały. Według zeznań Artura Zirajewskiego ps. Iwan, „Kartofel” miał uczestniczyć w marcu lub kwietniu 1998 r. w spotkaniu kilku polskich gangsterów z Nikodemem Skotarczakiem ps. Nikoś. W czasie rozmów w hotelu Marina, bandyci omawiali zabójstwo wysokiego rangą oficera polskiej policji. Niedługo potem doszło do kolejnego szczytu, na którym pojawili się m.in. Edward Mazur, „Nikoś” oraz Andrzej Z. ps. Słowik. To tam, zdaniem Zirajewskiego, miał zapaść ostateczny wyrok śmierci na Papałę. O nieznanym dotąd szerzej gangsterze mówiono, że „jest bardzo wysoko postawiony, ma powiązania z międzynarodowym handlem narkotykami”. A motywem zawiązania spisku, było uciszenie niewygodnego generała. Jednym ze zleceniodawców miał być „wysoki urzędnik państwowy zajmujący się handlem narkotykami”.

Dlaczego „Kartofel” wziął udział w spisku? Czy była to jego suwerenna decyzja, czy też może jego wspólników, których korzenie sięgają mrocznych lat PRL i supertajnych operacji esbecji. Aż do połowy lat 90. nikt nie wiedział, jak ważną rolę odgrywał on w półświatku. O tym śledczy przekonali się dopiero w kilka miesięcy po jego śmierci. Jednak po „Kartoflu” pozostały tylko trzy puste sejfy i pełno tajemnic.

Zagadka pierwsza: kieszonkowiec agentem

- Ten człowiek był dowodem na to, że peerelowskie specsłużby stworzyły de facto podwaliny pod polską mafię w latach 90. Zaczynał jako kieszonkowiec w Radomiu, skąd szybko przeniósł się do Warszawy, gdzie rozwijał się w przestępczym rzemiośle - tak śledczy oceniają Kazimierza Hedberga.

Zdaniem ówczesnej milicji Hedberg, wówczas znany jeszcze jako Wasiak vel Czapeczka vel Człapak był jednym z z lepszych stołecznych kieszonkowców. Szybko wkręcił się w środowisko stołecznych przestępców i niewykluczone, że właśnie wtedy poznał Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing, Leszka Danielaka ps. Malizna, późniejszych bossów gangu pruszkowskiego oraz braci Niewiadomskich, bossów gangu prasko-ząbkowskiego.

W czasie jednej z robót, Hedbergowi powinęła się noga. Trafił na komisariat, skąd szybko wydostał go jeden z braci D., (rodziny wysoko usytuowanej zarówno w czasach PRL jak i nowej rzeczywistości po roku 1990). Niedługo potem człowiek z bogatą kartoteką na milicji, rozpracowywany przez dwie jednostki w kraju wyjechał nagle na Zachód. Dopiero po latach okazało się, że podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Został zwerbowany przez wywiad i… wysłany do rozpracowywania opozycji w Szwecji i Francji. Z tego pierwszego kraju został bardzo szybko wydalony, choć wcześniej zdążył wziąć ślub (prawdopodobnie fikcyjny) z mieszkanką Skandynawii. Wyrzucono go za kradzieże i zakazano wjazdu do Szwecji. „Kartofel” pojechał więc rozpracowywać opozycję we Francji. Zamieszkał w okolicach Nicei. – Ta cała praca dla SB to była jedna wielka lipa. Wiele wskazuje na to, że Kazio łapał wtedy kontakty z półświatkiem i dzielił się esbekami kasą z kradzieży. Znany był z chodzenia w długim płaszczu z równie długimi kieszeniami - opowiada jedna z osób zajmujących się wątkiem Hedberga.

Prawdopodobnie już wtedy „Kartofel” przerzucał dla SB amfetaminę do krajów kapitalistycznych. SB w ten sposób mogła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: stworzyć zagrożenie dla obywateli zgniłego kapitalizmu oraz podreperować budżet, jeśli nie operacyjny, to przynajmniej funkcjonariuszy.

To właśnie w drugiej połowie lat 80. polska amfetamina zaczęła zalewać Europę. Kto kierował tym procederem – tego dzisiaj nie wiadomo. Większość dokumentów dotyczących tajnych operacji z lat 80. zniknęła z akt bezpieki.

Gdy upadł w Polsce komunizm, źródło to nie wyschło, ale do esbeckiego biznesu dołączyli najsprytniejsi gangsterzy – z rodzącego się „Pruszkowa”, „Wołomina” czy Pomorza. Hedberg, choć znał tych ludzi, trzymał się na uboczu.

Hedberg przerzucał dla SB amfetaminę do krajów kapitalistycznych
Zdaniem prokuratury, Hedberg był jednym z najważniejszych graczy w świecie polskich przemytników amfetaminy (fot. arch.)

Zagadka druga: zmniejszony wyrok

W lata 90. „Kartofel” wszedł jako król życia. Można go było spotkać w warszawskiej Harendzie, gdzie sprzedawał przestępcom amfetaminę. Sam zaczął brać narkotyki, choć wolał bardziej ekskluzywną kokainę.

W tym czasie werbował także chętnych do przerzucania amfetaminy do Skandynawii. Jerzy L. poznał Hedberga w 1984 r. w Paryżu. Osiem lat później obaj spotkali się w Warszawie. L. zaczął kupować od „Kartofla” narkotyki. Szybko zadłużył się u niego, a że popadł w konflikt z innym baronem narkotykowym Wojciechem Papiną, zdecydował się na pracę dla Hedberga. Jerzy L. miał nadzorować przerzuty narkotyków do Szwecji. Tylko w lipcu 1993 r. grupa „Kartofla” przerzuciła za morze blisko 50 kg białego proszku. Narkotyk odebrał sam Hedberg, choć miał zakaz wjazdu na teren Szwecji. W sierpniu tego samego roku kurierzy i L. wpadli gdy próbowali wwieźć kolejną partię, tym razem 15 kilogramów.

Nikt nie sypnął „Kartofla”. On zaś cały czas szukał nowych wytwórni. Korzystał z Józefa B. (obecnie świadka koronnego), który twierdzi, że wyprodukował od 500 do 1000 kg czystej amfetaminy. Chemik działał zarówno dla „Pruszkowa” jak i braci Niewiadomskich.

W czerwcu 1995 r. Hedbergowi po raz kolejny powinęła się noga w Szwecji. Według aktu oskarżenia „posiadał co najmniej 20 kg amfetaminy, fałszywy paszport także pistolet szwedzkiej policji, malutki pistolet browning (można go ukryć w rękawie) oraz specjalne strzelające pióro. Kilka miesięcy później zapadł wyrok – 12 lat więzienia. Siedząc w Kulm, „Kartofel” już w lutym 1996 r. zaczął zabiegać o przeniesienie do Polski. W październiku tego roku wyrażono na to zgodę i gangster trafił do ojczyzny.

Jednak po krótkim czasie okazało się, że cierpi na chorobę kręgosłupa. Opuścił więzienie na kilka miesięcy. I już nie wrócił za kraty. W 1997 r. załatwił sobie pojedynczą salę w szpitalu MSWiA przy ul. Wołoskiej. Leczył się tam obłożony ośmioma telefonami komórkowi. Znajomym chwalił się, że wyszedł na wolność dzięki łapówce. Komu ją dał i ile? Tego do dzisiaj nie ustalono. – Kazio powiedział, że dał wysoko postawionej osobie 50 tys. zł, aby wyjść – zeznał znajomy Hadberga Edward W.

Co zastanawiające, „Kartoflowi” udało się także zmniejszyć wyrok z 12 do 4 lat więzienia. Jak? To kolejna zagadka.

„Kartoflowi” udało się zmniejszyć wyrok z 12 do 4 lat więzienia
„Kartoflowi” w niewyjaśniony sposób udało się zmniejszyć wyrok z 12 do 4 lat więzienia (fot. arch.)

Zagadka trzecia: znikające dokumenty

Po zatrzymaniu Hedberga w Szwecji, gangsterem nagle zainteresował się UOP. Tym bardziej, że rozpracowaniem „Kartofla” w Skandynawii zajmowały się miejscowe służby specjalne. Agenci UOP dziwnym trafem aż do śmierci gangstera nie znaleźli przeciw niemu niczego obciążającego. – Szwedzi uważali Kazia za ważną postać w handlu narkotykami. W Polsce Kazio czuł się bezpiecznie. Kiedyś powiedział, że ma kogoś wysoko postawionego w policji lub UOP i może mieć informacje o działaniach przeciw niemu, Miał dobre układy i mógł spokojnie prowadzić działalność przestępczą – zeznawał Jerzy L.

Policja i UOP nie wiedziały nawet, że „Kartofel” był jednym z prekursorów przeniesienia upraw konopi indyjskich do Polski, zamiast przemycać marihuanę z Holandii. W 1994 r. uruchomił nawet eksperymentalne plantacje w rejonach Radomia i Kielc. Jedna z nich miała działać – o ironio – blisko budowanego nowoczesnego więzienia. Plany te przerwało zatrzymanie w Szwecji.

Na prośbę UOP agenci szwedzkich specsłużb przesłali do Polski teczkę z informacjami operacyjnymi na temat Hedberga. Było w niej wiele oryginałów. Kiedy do dokumentów chcieli dotrzeć polscy prokuratorzy badający sprawę zabójstwa gen. Papały, okazało się, że z obszernego dossier pozostały tylko okładki i kilka kartek. Pracownicy UOP bezczelnie odpowiadali, że reszta gdzieś zaginęła – możliwe, ze w czasie tłumaczeń. Komu zależało na zatuszowaniu informacji o łączniku mafii z SB?

„Kartofel” zabrał ze sobą do grobu te wszystkie tajemnice. Zmarł w 1999 r., zanim został przesłuchany w sprawie Papały. Chorował na raka i ostatnie tygodnie potwornie się męczył. Po jego śmierci śledczy przeszukali willę w Konstancinie i mieszkanie na warszawskiej Sadybie. W willi natrafili na dwa sejfy. Jeden ukryty był w piwnicy za stojakami na wino. Skrytki były puste. Równie pusty był sejf w mieszkaniu. Co w nich było i kto miał dostęp do nich poza Hedbergiem?

Prokuratorzy natrafili także na kolejną, do dziś nie rozwiązaną zagadkę. W notatnikach znaleziono numery do różnych osób wraz z przypisanymi im imionami. Jednak okazało się, że część numerów nie funkcjonuje lub należy do innych osób. „Kartofel” zaszyfrował prawdopodobnie najważniejsze kontakty. I znów nie wiadomo, kogo kryją szyfry gangstera.

Jedna z plantacji konopi indyjskich „Kartofla" miała znajdować się nieopodal... więzienia
Jedna z plantacji konopi indyjskich „Kartofla" miała znajdować się nieopodal... więzienia (fot. arch.)

Zobacz więcej