RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Uniezależnienie Polski od rosyjskiego gazu w analizie „Po prostu”

Realne staje się to, co przez ponad ćwierć wieku wydawało się niewykonalne – uniezależnienie Polski od rosyjskiego gazu. Czy musiało trwać to tak długo? Na to pytanie spróbowali odpowiedzieć dziennikarze programu „Po prostu” Tomasza Sekielskiego.

We wrześniu 1996 roku Polska podpisała z Rosją kontrakt na sprowadzenia 250 mld m3 gazu w ciągu 25 lat. – Wedle mojej wiedzy jest to umowa skonstruowana z dbałością o polskie interesy – mówił we wrześniu 1996 roku ówczesny premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Rząd Hanny Suchockiej w 1993 roku zakładał, że zużycie gazu w 2010 roku będzie wynosiło 24 mld m3. Tymczasem w 2013 nie osiągnęło nawet 15 mld. – Trzymanie się jednego kierunku dostaw, a co gorsze jednego źródła dostaw jest niebezpieczne. Nie tworzy bezpieczeństwa energetycznego kraju – mówi Paweł Biedziak, rzecznik Najwyższej Izby Kontroli.

Kluczowa dywersyfikacja

Kwestią dywersyfikacji dostaw gazu zajął się na poważnie rząd Jerzego Buzka. W 2001 roku podpisano umowę z Danią i Norwegią. Miał zostać wybudowany gazociąg, którym norweski gaz z platform na Morzu Północnym, docierałby do Polski. Koniec budowy i pierwsze dostawy planowano na 2008 rok. Rocznie tą drogą, miało docierać do Polski 5 mld metrów sześciennych gazu.

– Zdecydowałem się pojechać do Norwegii, aby spotkać się w taki wyczerpujący sposób z ówczesnym premierem Kjellem Magne Bondevikiem. Przekonałem go, że otwarcie nowego pola eksploatacji gazu na Morzu Północnym, będzie sensowne ze względu na bezpieczeństwo całej Europy Środkowo-Wschodniej – mówi dziś Jerzy Buzek. Natomiast Bondevik tłumaczy: – Dla nas motywacją była ekonomia, a dla Polski kluczowa była dywersyfikacja.

Jednak nowy rząd Leszka Millera uznał, że ten projekt jest nieopłacalny.

teraz odtwarzane
Dlaczego rząd Buzka zajął się dywersyfikacją dostaw gazu?

Miller pokazuje komunikat

– Ten projekt był nierealny od samego początku – przekonuje Miller. – Zresztą najbardziej wątpiącymi byli sami Norwedzy. Umowa została podpisana głównie z powodów politycznych – dodaje. Buzek nie zgadza się taką opinią: – gdyby była to tylko polityczna gra, to nie podejmowalibyśmy prób dwa lata przed wyborami.

Miller pokazał dziennikarzom komunikat Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa z grudnia 2003 roku, w którym po rozmowach z norweskim Statoil napisano: „Wobec braku możliwości sprzedaży gazu na rynki skandynawskie, które miały wynosić ok. 3 mld m3 oraz braku możliwości ulokowania na rynku polskim dodatkowej ilości ok. 5 mld m3 gazu ziemnego rocznie, nie zostały spełnione podstawowe założenie ekonomiczne przedsięwzięcia. Dlatego brak jest przesłanek do realizacji umowy z 03.09.2001r.”.

Podział europejskiego rynku gazowego

– Chodziło o ilości. Polska chciała wziąć za mało gazu, dlatego próbowaliśmy sprzedać nadwyżki do Szwecji, jednak tak się nie stało – mówi prof. Dag Harald Claes, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu w Oslo. Szwecja kupiła gaz od Rosji.

– W czasie wyborów, a więc bez dostępu do poufnych ustaleń pomiędzy firmami komercyjnymi, nasi polityczni konkurenci mówili wyraźnie, że od tej umowy odstąpią – przypomina Buzek. Szczegóły biznesowe tamtego kontraktu pozostają tajemnicą.

– Kiedy Norwegowie rozpoczęli rozmowy z Polską i Czechami odnośnie eksportu gazu, Rosjanie zareagowali nerwowo, co nie jest zaskoczeniem – tłumaczy Claes. Trzeba powiedzieć, że Norwegia, Rosja i Algieria zrobiły nieformalny podział europejskiego rynku gazowego – dodał.

teraz odtwarzane
Nerwowa reakcja Rosji na rozmowy Polski z Norwegią

Gazu ani za dużo, ani za mało

W lutym 2003 roku wicepremier Marek Pol podpisał umowę z Rosją, która zmniejszała dostawy gazu do Polski. Oszczędności szacowano na 5 mld dol. – W 2001 roku stanęliśmy przed bardzo poważnym problemem. Groziło Polsce kupowanie gazu, który nam był niepotrzebny, bądź płacenie za niego, bo kontrakty gazowe zawsze są zawierane na zasadach bierz lub płać – przekonuje Pol.

Nową umowę przedstawiano jako sukces rządu Leszka Millera. – Polska nie będzie miała gazu ani za dużo, ani za mało. Będzie go otrzymywała tyle, ile potrzeba naszej gospodarce – mówił polski premier w marcu 2003 roku. Tyle tylko, że w 2006 roku, kiedy okazało się, że może zabraknąć 2,5 mld m3, znowu łatwiej negocjowało się Rosjanom.

RosUkrEnergo i Gazprom

Wojciech Jasiński był ministrem skarbu w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. PGNiG, które prowadziło negocjacje z Rosjanami, przekazało mu umowę gazową do podpisania w ostatniej chwili. – Z jednej strony za późno, ale z drugiej było wiadomo, że Rosjanie doskonale wiedzieli, że przy braku możliwości sprowadzenia gazu z innych stron musimy od nich kupić ten gaz – tłumaczy dzisiaj Jasiński.

Efekt negocjacji był taki, że zaczęliśmy płacić 10 proc. drożej za rosyjski gaz, który zaczęła dostarczać nam firma RosUkrEnergo, której udziałowcem był Gazprom. – RosUkrEnergo uzależniło przed samą zimą podpisanie kontraktu na dostawy gazu do Polski, od polskiej zgody na podwyżkę cen gazu z Rosji. Ponowiło się to w 2009 roku, kiedy w czasie wojny gazowej Rosji z Ukrainą, RosUkrEnergo przestało dostarczać gaz do Polski w ogóle. Gazprom nie poczuwał się do odpowiedzialności – przypomina Andrzej Kublik z „Gazety Wyborczej”.

teraz odtwarzane
RosUkrEnergo zamyka kurek z gazem; dwukrotnie

Bilans energetyczny Polski

We wrześniu 2009 roku Władimir Putin przyleciał do Polski i obiecał porozumienie. Miesiąc później PGiNG podpisało umowę z Gazpromem, która miała obowiązywać aż do 2037 roku. Mieliśmy dostawać 10 mld m3 gazu rocznie. Pozostałe szczegóły kontraktu do dziś są tajne.

Rosjanie chcieli gwarancji na szczeblu rządowym i do stołu negocjacyjnego musiał usiąść wicepremier Waldemar Pawlak. Nikt wtedy nie podejrzewał, że negocjacje będą trwać ponad rok. Nowa umowa wciąż nie przewidywała możliwości reeksportu nadwyżek rosyjskiego gazu. Co więcej, czyniła Gazprom jedynym operatorem gazociągu biegnącego przez Polskę.

W tzw. bilansie energetycznym Polski, gaz to tylko 13 proc. źródła produkowanej energii. Nasza energetyka oparta jest głównie na węglu i ropie. Jednak problem w tym, że największymi odbiorcami gazu są wielkie zakłady chemiczne i naftowe, które zużywają aż 11 mld m3 gazu rocznie. To one są najbardziej narażone na przerwy w dostawach.

teraz odtwarzane
Gaz to tylko 13 proc. źródła produkowanej energii w Polsce

Polska obroniona przez KE

W styczniu 2010 roku podpisano wartą 100 mld zł umowę gazową. Miała obowiązywać do 2037 roku. – Wiele osób dziwiło się, dlaczego premier Pawlak dążył do podpisania tak długiego kontraktu z Gazpromem – przypomina dr Dominik Smyrgała, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego z Collegium Civitas. – Wtedy, przed byciem uwiązanym do nierentownego kontraktu obroniła nas Komisja Europejska – dodaje.

Umowa nie weszła w życie, bo zastrzeżenia do niej zgłosiła KE. Unia domagała się m.in. skrócenia terminu obowiązywania umowy, możliwości reeksportu gazu i zrezygnowania z zapisu, który dawał Gazpromowi monopol na obsługę gazociągu biegnącego przez Polskę.

Płacimy najwięcej w UE

Ostatecznie, nową polsko-rosyjską umowę podpisano pod koniec października 2010 roku. Według niej do 2022 roku będzie do Polski płynęło ok. 10 mld m3 gazu rocznie. – Wybraliśmy wariant trochę bardziej elastyczny, a więc kontrakt trochę krótszy, z naprawdę niezłą ceną – mówił wtedy Donald Tusk. Słowa premiera mogą dziwić, bo już w roku 2011, Polska płaciła za rosyjski gaz najwięcej ze wszystkich państw UE – 420 dol. za 1000 m3. Podczas, gdy Niemcy 279 dol. Rekordowo dużo płaciliśmy w 2012 roku – 526 dol. Niemcy – 279.

Dopiero po tym, jak Rosja zagroziła Gazpromowi procesem w Sądzie Arbitrażowym w Sztokholmie, Rosjanie obniżyli cenę gazu o 15 proc. Wciąż jednak płacimy najwięcej w UE. – Problem Polski polega na tym, że nie ma możliwości kupienia dodatkowej ilości gazu z innego kierunku, a tym samym trzeba płacić i płakać – powiedział Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego.

teraz odtwarzane
Polska płaci za rosyjski gaz najwięcej ze wszystkich państw UE

Katar wchodzi do gry

W czerwcu 2009 roku minister skarbu Aleksander Grad podpisał umowę z Katarem. Kontrakt zakłada, że przez dwadzieścia lat firma Qatargas ma dostarczać 1,5 mld m3 gazu rocznie. – To jest tak naprawdę pierwsza umowa, która zdywersyfikuje kierunek dostaw gazu w Polsce. To wyrwa w całej polityce handlowej Rosji – chwali dzisiaj Grad.

Teraz najważniejsze jest dokończenie budowy gazoportu w Świnoujściu. Będzie mógł przyjąć ok. 5 mld m3 ciekłego gazu. Gazoport ma być gotowy pod koniec roku, po pół roku opóźnienia. Kiedy do Świnoujścia dotrą pierwsze dostawy nie wiadomo, ale już teraz może być ważnym argumentem, przy renegocjacji umowy gazowej z Rosją.

źródło:
Zobacz więcej