Byli pewni, że rażą prądem. Zrobili to!

Uczestnicy reality show byli gotowi zadać cierpienie przeciwnikom, a nawet ich zabić. Rywali razili śmiertelną dawką prądu. Tylko jedna piąta uczestników odmówiła grania roli kata. Program pt. „Śmiertelna gra” nadał w środę wieczorem francuski kanał telewizji publicznej France 2.

Autorzy programu postanowili przeprowadzić eksperyment. Uczestnikom wmówili, że to rodzaj teleturnieju. Przeciwników w rozgrywce zagrali aktorzy, ale prawdziwi uczestnicy o tym nie wiedzieli. Udzielenie złej odpowiedzi, albo nieudzielanie odpowiedzi miał być karane elektrowstrząsem.

W eksperymencie wzięło udział 80 ochotników, którzy zgłosili się do udziału w pilotażowym odcinku teleturnieju pt. „Zone Xtreme”. Uczestnicy nie dostali wynagrodzenia, nagrodą dla nich miał być tylko występ w telewizji. W rzeczywistości – o czym nie wiedziały rekrutowane osoby – sam program był całkowicie fikcyjny.

Zadaniem każdego z graczy było zadawanie pytań jednemu z uczestników, którym był Jean-Paul – wybrany wcześniej i wtajemniczony w eksperyment aktor. Gdy odpowiedział źle na pytanie, dany gracz karał go, aplikując mu coraz silniejsze elektrowstrząsy – od 20 aż do 460 V. W rzeczywistości - czego nie ujawniono uczestnikom eksperymentu – szok elektryczny był fikcyjny, a zamknięty w zasłoniętej kabinie aktor - nic nie czuł, a tylko symulował krzyki z bólu.

Twórcy eksperymentu zrobili wszystko, by przekonać graczy, iż biorą udział w prawdziwym programie telewizyjnym. Prowadziła go popularna, atrakcyjna francuska prezenterka Tania Young, a graczy dopingowała w studiu liczna publiczność.

Oczywiście, Jean-Paul wiele razy udzielał błędnych odpowiedzi, za co uczestnicy karali go coraz silniejszymi elektrowstrząsami. Mimo dochodzących z kabiny krzyków: „Aaa, to boli!”, „Chcę stąd wyjść! Wypuście mnie”, aż 81 proc, graczy kontynuowała „tortury” aż do potencjalnie śmiertelnego porażenia prądem.

Wielu z nich, słysząc prośbę o pomoc, chciało przerwać grę. Jednak ostatecznie ulegali reprymendzie prowadzącej program, która z niewzruszoną twarzą mówiła im: „Nie przejmujcie się!”, „Grajcie dalej!”, „Nasza stacja bierze na siebie wszelkie konsekwencje!”. Tylko 16 uczestników „zbuntowało się” i opuściło teleturniej przed jego zakończeniem.

Okrutni jak my wszyscy

Według twórców eksperymentu, dowodzi on, że większość ludzi ulega niewolniczo wpływowi telewizji. Ich zdaniem uczestnicy programu nie różnili się niczym od nas wszystkich, a ich zachowanie nie wynikało ze skłonności sadystycznych czy tchórzostwa.

Jak tłumaczy Beauvois, uczestnicy mieli całkowite zaufanie do telewizji (uosabianej w studiu przez znaną prezenterkę) i byli przekonani, że muszą do końca wypełnić rolę „dobrego gracza”.

– Gdy bierzesz udział w telewizyjnej grze, jesteś gotów na wszytko. Nikną wszelkie granice między rzeczywistością a fikcją. Nawet jeśli przeciwnik błaga cię o litość, tobą rządzi chęć pognębienia go – mówi Christophe Nick, współautor programu.

Eksperyment dowiódł, że gorączka rywalizacji sprawia, iż ludzie zachowują się zupełnie inaczej, niż w życiu codziennym. Dlatego w telewizyjnych reality show tak łatwo można ludźmi manipulować...

Francuski eksperyment jest wzorowany na słynnym eksperymencie amerykańskiego psychologa Stanleya Milgrama z 1963 roku. Postanowił on zbadać skłonność ludzi do ulegania autorytetom. Wyniki badania były przerażające - pod wpływem nakłaniania przez „naukowca” - ponad 60 proc. uczestników aplikowało innej osobie maksymalny elektrowstrząs, nie zważając na jej pełne bólu krzyki czy prośby o pomoc.

Prekursorem badań zachowań ludzkich w takich warunkach jest profesor Zimbardo. Jego słynny stanfordzki eksperyment więzienny (Stanford Prison Experiment-SPE) badał psychologiczne efekty symulacji życia więziennego. Przeprowadziła go grupa psychologów uniwersytetu Stanford pod przewodnictwem Philipa Zimbardo w 1971 roku. Podczas selekcji kandydatów kierowano się ich dobrą kondycją psycho-fizyczną oraz brakiem kryminalnej przeszłości.

24 wybranych studentów losowo podzielono na więźniów i strażników. Eksperymentalne więzienie skonstruowano w piwnicy wydziału psychologii w Stanford.

Strażnicy traktowali więźniów bardzo surowo. Możliwość wyjścia do toalety zależała od ich humoru. Z czasem więźniowie zaczęli korzystać z wiader pozostawionych w celach, których czasem nie pozwalano im opróżniać. Strażnicy wykazywali się szczególną bezwzględnością po zmroku, myśląc, że nie są obserwowani przez badaczy.

Amerykański psycholog tym samym udowodnił, że ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach wcielają się w role oprawców i ofiar. Powodów takich zachowań upatruje on nie w zaburzeniach ludzkiej psychiki lecz we wpływie otoczenia na jednostkę.

Po wydarzeniach znęcania się nad więźniami podczas drugiej wojny w Iraku Zimbardo przypomniał o wyniku swojego eksperymentu, wskazując na warunki więzienne jako szczególnie sprzyjające przemocy.

Podkreślał, że incydentom takim jak wydarzenia w więzieniu Abu Ghraib nie są winni żołnierze, lecz system.

źródło:
Zobacz więcej