Po 10 latach Dziedzic ostatecznie oczyszczona

(fot. PAP/Rafał Guz)

Irena Dziedzic, znana w PRL dziennikarka, nie jest kłamcą lustracyjnym – orzekł Sąd Najwyższy. Według IPN w latach 1958-66 była ona agentką kontrwywiadu MSW jako TW „Marlena”. Sprawa 88-letniej dziennikarki ciągnęła się w sądach przez prawie 10 lat.

SN oddalił kasację Prokuratora Generalnego od prawomocnego wyroku oczyszczającego Dziedzic.
Autor kasacji nie wykazał, by w postępowaniu odwoławczym zaistniały rażące naruszenia prawa, mogące wpłynąć na treść rozstrzygnięcia – mówił w uzasadnieniu postanowienia SN sędzia Dariusz Kala.

Po wyroku 88-letnia Dziedzic zapowiedziała pozwy wobec tych, którzy „naruszali jej dobra osobiste” w tej sprawie. Nie ujawniła, kogo ma myśli. Także w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie odroczył do 8 kwietnia proces cywilny, jaki Dziedzic wytoczyła IPN w związku ze jej lustracją. IPN wnosi o oddalenie pozwu.

W 2006 r. „Newsweek”, a potem inne media podały nazwisko Dziedzic wśród dziennikarzy PRL, którzy mieli być tajnymi współpracownikami SB. Dziedzic, która zaprzeczała, by była „Marleną”, wniosła do sądu o autolustrację.

Mówiła o ”nachodzeniu” jej przez SB, która „utrudniała jej pracę zawodową” i fabrykowała akta. Uznała się za wieloletnią ofiarę tajnych służb, bo sprawa jej rzekomej współpracy miała być zemstą wysokiego oficera służb za to, że w latach 50. nie chciała z nim tańczyć.

Nie zachowała się ani teczka pracy „Marleny”, ani jej zobowiązanie do współpracy. Są zaś zapisy oficera prowadzącego Włodzimierza Lipińskiego (już nie żyje) i sześć dokumentów z lat 60., pod którymi Dziedzic miała się podpisać (w tym pokwitowania wzięcia pieniędzy). Według IPN miała też ona dostać od SB 9 tys. zł pożyczki, którą oddała dopiero po czterech latach.

Dziedzic mówiła, że „nie ma w świadomości”, by przyjmowała pożyczkę, bo „nie miała wtedy problemów finansowych”. Pokwitowania pieniędzy od SB uznała za zmanipulowane.

Według SN cała sprawa była „nietypowa”, a materiał „kruchy”, choć niektóre dokumenty wskazywały na możliwość współpracy. Sędzia Kala podkreślił zarazem, że ich całościowa ocena musiała uwzględniać zasadę, że nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść lustrowanego. Dodał, że SB pisała o Dziedzic, iż „nie realizowała naszych zadań”.

Dziedzic urodziła się w Kołomyi (dziś Ukraina). Pracę dziennikarską zaczęła w 1946 r. Od 1956 r. była w TVP. Stworzyła pierwszy talk-show „Tele-Echo”, który prowadziła 25 lat (do kwietnia 1981 r.). Od 1983 do 1991 r. prowadziła „Wywiady Ireny Dziedzic”.

źródło:

Zobacz więcej