RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Ośrodek eutanazji: lista polskich ofiar?

Zamek Hartheim zwany również „zamkiem śmierci”; w 1939 r. zamek został przejęty przez nazistów i zamieniony w miejsce przeprowad
Zamek Hartheim zwany również „zamkiem śmierci”; w 1939 r. zamek został przejęty przez nazistów i zamieniony w miejsce przeprowad

Umorzone śledztwo ws. zbrodni funkcjonariuszy III Rzeszy w ośrodku eutanazji w austriackim Alkoven podjął na nowo szczeciński IPN. Odnaleziono listę 458 osób o polsko brzmiących nazwiskach, które mogły tam zginąć – poinformował IPN.

W grudniu 2009 r. IPN umorzył śledztwo w sprawie zamordowania w latach 1940-1944 w zamku Hartheim w Alkoven pod Linzem ponad tysiąca Polaków. Ustalono wtedy dane 1143 obywateli polskich, którzy stracili życie w komorze gazowej. Odnaleziona niedawno lista może pomóc w ustaleniu kolejnych pokrzywdzonych.

Prokurator Marek Rabiega z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Szczecinie prowadzący śledztwo powiedział, że w archiwum szczecińskiego IPN odnalazł „bardzo cenną” i nieznaną wcześniej listę osób zamordowanych w Hartheim; nie tylko obywateli polskich, ale także innych narodowości. – Na liście jest 458 polsko brzmiących nazwisk i ponad tysiąc innych – dodał.

Jak mówił Rabiega, lista pokazuje również, że w Hartheim mordowano do ostatniej chwili przed zajęciem zamku przez Amerykanów. – Wcześniej znane dokumenty świadczyły, że zabijano tam do początku grudnia 1944 r. Wtedy na rozkaz z Berlina rozpoczęto zacieranie śladów zbrodni. Tymczasem okazuje się, że zbrodnicze działania trwały nadal, mimo formalnego ich zakończenia – powiedział Rabiega.

Wiemy, że ostatni komendant w Hartheim Rudolf Lonauer zniszczył całą dokumentację ośrodka przed zajęciem tego terenu przez armię amerykańską. Wobec braku dokumentacji to była przez długi czas efemeryda, o której było wiadomo wyłącznie na podstawie przekazów ustnych. Wciąż stopniowo pojawiają się nowe informacje rzucające światło na skalę zbrodni tam popełnionych. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że w naszych archiwach taka lista jest – powiedział Rabiega.

Nie wiadomo, kto sporządził listę. Rabiega uważa, że prawdopodobnie zrobiła ją administracja obozowa w Mauthausen-Gusen, skąd trafiali do Hartheim więźniowie. Są na niej nazwiska i daty, które mogą oznaczać, kiedy poszczególne osoby wyjechały z obozu. Początkowe wpisy były dokonywane na maszynie do pisania i zawierają datę urodzenia, później pojawia się pismo odręczne – te wpisy zawierają imię i nazwisko, czasem narodowość i w zdecydowanej większości numer obozowy.

Prokurator przypuszcza, że lista mogła trafić w drugiej połowie lat 40. do działającej wtedy Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. – Wiadomo, że armia amerykańska prowadziła śledztwo w sprawie tego ośrodka. Być może dokument został przekazany polskiej misji wojskowej ścigającej niemieckich zbrodniarzy wojennych, potem znalazł się w archiwum Komisji, a stamtąd trafił do IPN – powiedział Rabiega. – Lista zostanie sprawdzona pod względem jej autentyczności.

Co naprawdę działo się w „zamku śmierci”?

Ośrodek w Hartheim był jednym z pierwszych tego typu w III Rzeszy. – Początkowo trafiały tam osoby chore umysłowo czy z fizycznymi defektami. Wyglądało to jednak tak, że tzw. akcję eutanazyjną poszerzono o morderstwa osób niezdolnych do pracy. I to zarówno tych z obozów koncentracyjnych, jak i robotników przymusowych. Po przywiezieniu ich do ośrodka byli zagazowywani – powiedział Rabiega.

Podczas prowadzonego wcześniej śledztwa do Rabiegi zgłaszali się nawet prawnukowie ofiar. Prokurator słuchał w tej sprawie krewnych zamordowanych m.in. z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Zgłosił się także potomek ofiary ze Stanów Zjednoczonych. – Mimo że minęło tyle czasu, pamięć o przodkach zamordowanych w okresie II wojny światowej jest w nich ciągle żywa – dodał Rabiega.

W śledztwie zakończonym w 2009 r. zgromadzono materiał procesowy oraz historyczny dotyczący m.in. organizacji, realizacji i przebiegu planów mordów, w ramach których funkcjonował ośrodek w Hartheim, tj. Aktion T-4 i Aktion 14f13, Aktion H-13.

Program zabijania osób niepełnosprawnych – na początku samych Niemców – był pierwszym masowym mordem dokonanym przez III Rzeszę w sposób, jaki później wykorzystano w masowym zabijaniu Żydów. Pierwsze nazistowskie komory gazowe, gdzie używano tlenku węgla, wprowadzono do użytku właśnie w ramach programu „eutanazji”, nazywanego Akcją T4. Wtedy także narodził się pomysł maskowania komór jako łaźni i palenia zwłok.
W III Rzeszy było w sumie sześć ośrodków „eutanazji”, gdzie uśmiercono łącznie 70 tys. osób. Lekarze odpowiedzialni za tę zbrodnię skazani zostali po wojnie na śmierć. Też nie wszyscy.

W „zamku śmierci” Hartheim w czasach III Rzeszy zginęło około 30 tys. ludzi. Inspektorem ”ośrodków eutanazji” i ośrodka w Hartheim był komendant SS Wirth, który potem był komendantem niemieckich obozów zagłady w Bełżcu, Treblince i Sobiborze (w 1944 r. został zabity przez jugosłowiańskich partyzantów pod Triestem).

W Hartheim pełnił służbę także Franz Stangl, który był m.in. komendantem Sobiboru i Treblinki, po wojnie zbiegł do Ameryki Płd. Odnaleziony przez słynnego „łowcę nazistów” Szymona Wiesenthala, został aresztowany w 1967 r. w Brazylii i wydany Niemcom. Sąd w Duesseldorfie skazał go w 1970 r. na dożywocie; zmarł na zawał w 1971 r.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:

Zobacz więcej