"Słowik" - od złodziejaszka do bossa

Andrzej Z. ps. Słowik (fot. PAP/R. Pietrasik)

Fryzjer z zawodu, gangster z powołania i literat z przymusu. Tak przedstawiają się dwie dekady gangsterskiego życia Andrzeja Z. ps. Słowik. To jeden z oskarżonych w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały. W środę rozpoczął się proces w tej jednej z głośniejszych i tajemniczych spraw ostatnich lat.

„Słowik” jest prawdopodobnie najbardziej znanym polskim gangsterem. Przez lata uchodził nietykalnego. Mimo wielokrotnych zatrzymań w miarę szybko udawało mu się bowiem odzyskać wolność.

Jak na gangstera starał się być niebywale pobożny. Wziął nawet ślub kościelny. Jednocześnie miał jednak opinię gotowego na wszystko gangstera. Jako jedyny z podejrzanych w sprawie zabójstwie generała Papały, przyznał się, że Edward Mazur proponował mu zlecenie na byłego szefa policji.

Ambitny złodziejaszek

Andrzej Z. twierdzi, że nie chciał zostać przestępcą, ale zmusiły go do tego okoliczności. Zaczynał podobnie jak Ryszard Bogucki (drugi oskarżony ws. Papały) – mając 18 lat. Jednak zamiast zająć się biznesem, „Słowik” znalazł prostszą drogę życia. Dorabiał jako włamywacz. W 1979 r. został skazany za włamanie do mieszkania. Niedługo potem doszedł mu wyrok za kradzież samochodu. Zdaniem policjantów Z. (wówczas nazywał się Banasiak) był drobnym, ale za to bardzo ambitnym złodziejaszkiem. W 1983 r. usłyszał już wyrok w warunkach recydywy. Szacunek w półświatku zaskarbiła mu ucieczka z osławionego ciężkiego więzienia w Czarnem.

W latach 80. Pojawiał się w stolicy gdzie poznał Zygmunta Raźniaka ps. Bolo (późniejszego członka zarządu mafii pruszkowskiej). „Bolo” będzie później mentorem i przyjacielem „Słowika”. To on namówi go do opowiedzenia prawdy o kulisach spotkania Z. z Edwardem Mazurem.



Postrach przemytników

Na początku lat 90. „Słowik” opracowuje banalnie prosty patent na zarabianie dużych pieniędzy. Wtedy jeszcze gangsterzy z raczkujących mafii z Pruszkowa i Wołomina współpracują ze sobą. Z. decyduje się rabować tiry z przemycanym przez granice towarem, głównie spirytusem. Opłaca celników - tych samych, którzy za łapówki wpuszczają kontrabandę do Polski. Potem uzbrojeni bandyci zabierają towar i odsprzedają zaufanym pośrednikom.

W 1992 r. w czasie jednego z takich skoków policja zatrzymuje „Słowika”, „Dziada” (szefa grupy ząbkowsko-praskiej) oraz „Oczkę” (bossa ze Szczecina). Choć akt oskarżenia trafia do sądu, to dopiero po 10 latach sprawa pojawia się na wokandzie. Większość zarzutów się przedawnia. „Słowik” często się chwalił się, że kosztowało go to 300 mln starych złotych. Rabowanie przemytników przynosi ambitnemu gangsterowi fortunę. Zyskuje miejsce w zarządzie „Pruszkowa”.

Whiskey i prezydencka łaska

„Słowik” uwielbia luksusowe towary. Kupuje tylko markowe okulary, marynarki, czy spodnie. Pije najbardziej gustowne trunki. Za sprawą księdza Kazimierza Orzechowskiego poznaje środowisko aktorów. Jego znajomi opowiadają, że tak bardzo pożądał pławić się w ich sławie, że nie opuszczał wernisaży, czy premier. Jednak, co ciekawe, wielu twórców poczytało sobie znajomość ze „Słowikiem” za coś ekstrawaganckiego i będącego w dobrym tonie.

Pozycja „Słowika” rośnie gdy w 1993 r. prezydent Lech Wałęsa podpisuje wobec niego akt łaski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Z. został wcześniej skazany na sześć lat więzienia za włamania i kradzieże. Był wówczas spokojnym więźniem, więc szybko dostał przepustkę. Jak można się było spodziewać za kraty już nie wrócił dobrowolnie. Ukrywając się napisał prośbę o ułaskawienie.

Kiedy otrzymał akt łaski urządził wielką popijawę w wynajętej restauracji w Pruszkowie. Pijani gangsterzy pili za zdrowie urzędników kancelarii Wałęsy, którzy rzekomo mieli załatwić ułaskawienie za 150 tys. dolarów. Prezydent powiedział później, że nie wiedział kim jest „Słowik” i dla niego to „był raczej początkujący przestępca”.



Szturmowiec „Pruszkowa”

W połowie lat 90. Z. jest już gangsterem pełną gębą. Kiedy „Pruszków” załatwia transporty kokainy to właśnie „Słowik” zostaje zakładnikiem karteli. Dzięki temu zyskuje kontakty w Kolumbii. Jednocześnie w wojnie o prym w stołecznym półświatku aż rwie się do konfrontacji. W 1994 r. zostaje zatrzymany pod domem „Wariata”, bossa konkurencyjnej bandy. Wraz z bossem wpada kilka znaczących postaci „Pruszkowa”. W krzakach policja znajduje broń i granaty. Nie udaje się jednak postawić zarzutów ambitnemu watażce.

W drugiej połowie lat 90. Andrzej Z. już jest na tyle znany w półświatku, że zaczyna regularnie trafiać za kraty. Zakłada firmę odzyskującą długi i już w sierpniu 1997 r. zostaje zatrzymany pod zarzutem wymuszenia haraczu od jednego z żoliborskich restauratorów. W dzień po zatrzymaniu boss odzyskuje wolność. Sąd uznał bowiem, że biznesmen płacił „Słowikowi” dobrowolnie.

Niespełna rok później pojawiają się kolejne zarzuty - wymuszenie rozbójnicze, w tym siłowe przejęcie klubu Dekadent. To właśnie podczas zastraszania właścicieli tego lokalu został przedstawiony jako minister obrony „Pruszkowa”. Zieliński trafia do aresztu i choć udaje się zacząć proces w tej sprawie, boss szybko odzyskuje wolność. Kupuje sobie zaświadczenie o ciężkiej dyskopatii.

Choroba podobno nie pozwala mu uczestniczyć w rozprawach. Jednak policjanci zatrzymują gangstera gdy pijany jechał z równie nietrzeźwym kierowcą. Według zaleceń lekarza „Słowik” nie mógł poruszać się samodzielnie bez kul lub wózka. Tymczasem w samochodzie nie znaleziono żadnego z takich sprzętów. Później funkcjonariusze CBŚ uwiecznili bossa jak dźwigał skrzynki z wódką na komunię swojej córki. Tej samej, na którą nie chciał płacić 300 zł alimentów, w czasie gdy potrafił wydać nawet 100 razy tyle podczas zabaw w najlepszych restauracjach.

Uciekinier

Szczęście dopisuje „Słowikowi” w 2000 r. kiedy to policja i prokuratura uderzają w gang pruszkowski. On sam ucieka. Ukrywa się w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. W sierpniu 2001 r. ukazuje się książka sygnowana Andrzej „Słowik” – której pomysł przypisuje się Zielińskiemu, a autorstwo dwóm adwokatom. Boss literat zostaje jednak zatrzymany w 2001 r. w Hiszpanii. Po długiej batalii trafia do Polski, gdzie szybko słyszy wyrok sześciu lat więzienia za wymuszenia z połowy lat 90. Podobny wyrok przyjmuje za kierowanie gangiem. Twierdzi, że padł ofiarą spisku świadków koronnych, zwłaszcza najbardziej znienawidzonego, Jarosława S. ps. Masa.

Od stycznia br. jest jednym z najlepiej strzeżonych i monitorowanych polskich więźniów. Tylko on bowiem obciążył w śledztwie Edwarda Mazura.

Zobacz więcej