RAPORT

Rosja gotowa do inwazji na Ukrainę

„Marsz Niepodległości” dobiegł końca

W czasie „Marszu Niepodległości” doszło do licznych incydentów. W czasie bójek interweniowała policja. Zatrzymano 67 osób, siedmiu policjantów zostało rannych; zniszczono m.in. kilka samochodów. Decyzją Ratusza marsz został rozwiązany, z czym nie zgodzili się jego organizatorzy.

„Marsz Niepodległości” został rozwiązany przed godziną 17. Poinformował o tym stołeczny ratusz. Rzecznik instytucji Bartosz Milczarczyk powiedział, że o rozwiązanie pochodu wnioskowała policja. Argumentowała, że marsz stracił pokojowy charakter.

Wcześniej doszło do zamieszek - m.in. przed tzw. skłotami przy ul. ks. Skorupki i ul. Wilczej, na pl. Zbawiciela oraz w okolicach ambasady Federacji Rosyjskiej. Wielu z uczestników burd miało twarze zasłonięte kominiarkami. Poszkodowanych zostało 19 osób, 14 przewieziono do szpitali.

Z decyzją ratusza nie zgodzili się organizatorzy marszu. Witold Tumanowicz powiedział, że nie zostały wypełnione wszystkie kroki formalne. Mówił, że nie poinformowano go o decyzji, co nakazuje prawo. Organizator podał, że marsz zostanie zakończony na Agrykoli, gdzie było zgłoszone drugie zgromadzenie - na 10 tysięcy osób.

– Nie wiem skąd taka decyzja. W dwóch czy trzech miejscach doszło do ataków. Marsz był atakowany przez anarchistów – powiedział Robert Winnicki, z Młodzieży Wszechpolskiej.

W czasie marszu policja zatrzymała 67 osób, które odpowiedzą m.in. za czyny chuligańskie, napaść na funkcjonariuszy oraz podpalenie samochodu. Osoby zatrzymane zostały przewiezione do policyjnych aresztów m.in. przy ulicy Wilczej. Rannych zostało siedmiu policjantów.

Policjanci wzywali uczestników marszu do zachowania zgodnego z prawem. Rzecznik KGP insp. Mariusz Sokołowski poinformował, że w stosunku do agresywnych uczestników zgromadzenia policja użyła środków przymusu bezpośredniego. – Policjanci użyli pałek służbowych, gazu pieprzowego i broni gładkolufowej z gumowymi kulami – zaznaczył Sokołowski.

Do incydentów doszło też przy ambasadzie rosyjskiej, gdzie spłonęła również budka przeznaczona dla policjantów strzegących wjazdu na teren ambasady.

„Nacjonalistyczna bandyterka naruszająca nietykalność ambasad przynosi nam wstyd przed światem" - napisał na Twitterze w reakcji na wydarzenia w Warszawie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Wyrazy ubolewania również na Twitterze przekazał rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski. „Nie ma usprawiedliwienia dla chuligaństwa. Potępiamy łamanie Konwencji Wiedeńskiej" - dodał rzecznik resortu.

Marsz zorganizowany został przez Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” we współpracy z Młodzieżą Wszechpolską i Obozem Narodowo-Radykalnym, z okazji 11 listopada. Według organizatorów, uczestniczyło w nim kilkadziesiąt tysięcy osób.

Demonstracja wyruszyła około godz. 15.30 sprzed Pałacu Kultury i Nauki. Trasa marszu wiodła ulicami: Marszałkowską, Waryńskiego, Puławską, Goworka, Spacerową, Belwederską, Al. Ujazdowskimi do pl. na Rozdrożu.

Pomimo rozwiązania zgromadzenia, marsz był kontynuowany do pl. Na Rozdrożu. Tam część uczestników zaczęła się rozchodzić do domów, większość poszła na Agrykolę, gdzie około godz. 18 rozpoczął się wiec, który został zgłoszony jako osobne zgromadzenie. Do zgromadzonych przemówili organizatorzy marszu, członkowie kierownictwa Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Wiec zakończył się po godz. 19.

Do pierwszych zajść podczas marszu doszło przed godz. 16, gdy niedługo po rozpoczęciu marszu odłączyło się od niego kilkuset uczestników. Poszli oni na ul. Skorupki, przed skłot Przychodnia. Tam doszło do przepychanek, uczestnicy marszu rzucali kamieniami, kostkami bruku i butelkami w okna. Takimi samymi przedmiotami odpowiadali im ludzie znajdujący się wewnątrz i na dachu budynku. Kilka osób zostało poturbowanych, przyjechały karetki pogotowia. Powybijano szyby w samochodach stojących w okolicy. Spłonęły dwa auta.

„Marsz Niepodległości” dobiegł końca

zobacz więcej

Spalona instalacja „Tęcza” na placu Zbawiciela w Warszawie (fot. PAP/Jacek Turczyk)

Jak poinformował w oświadczeniu Kolektyw Syrena, występujący w imieniu mieszkańców skłotów przy ul. Skorupki (Przychodnia) i Wilczej (Syrena), uczestnicy marszu napadli na budynki, wdarli się do budynków uzbrojeni w maczety, butelki, pałki, którymi zaatakowali osoby znajdujące się w środku, m.in. ośmioro dzieci w wieku od 3 do 14 lat. „Przez trzydzieści minut, w związku z wycofaniem się funkcjonariuszy policji, musieliśmy bronić się sami” - napisali.

Rzecznik KGP powiedział, że policja nie chroniła skłotów, bo trudno było przewidzieć, co zostanie zaatakowane, a zgodnie z ustaleniami z organizatorami marszu policja trzymała się w pewnej odległości od niego. Porządek w pobliżu obu skłotów przywrócono po interwencji policji. Wieczorem skłot Przychodnia był otoczony kordonem policji.

Do kolejnych starć doszło przy skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Wilczej. Tu również w stronę policjantów poleciały butelki, kamienie i petardy. Na Placu Zbawiciela podpalono instalację „Tęcza”, która została naprawiona zaledwie kilka dni wcześniej. Podczas gaszenia strażacy zostali obrzuceni kamieniami i flarami.

Kiedy „Marsz Niepodległości” przechodził ulicą Spacerową, na tyłach ambasady rosyjskiej podpalono budkę policji ochraniającej budynek. Kilku uczestników marszu próbowało wspiąć się na ogrodzenie, na teren ambasady rzucano petardy i race. Spalono też stertę śmieci na podwórku sąsiadującej z ambasadą kamienicy. Podpalone zostało kolejne auto. Gdy podpalono budkę, od strony ul. Spacerowej nie było policji. Rzecznik KGP zapewnił jednak, że funkcjonariusze byli na terenie ambasady.

Jak podała policja, wśród zatrzymanych osób jedna jest podejrzewana o podpalenie instalacji „Tęcza” i trzy - w związku z podpaleniem budki strażniczej przy ambasadzie i próbami wejścia na jej ogrodzenie.

Uczestnicy marszu nieśli biało-czerwone flagi, wielu z nich ubranych było w koszulki i szaliki w polskich barwach, były też emblematy klubów sportowych. Skandowano m.in. „Polska to my, a nie Donald i jego psy”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Norymberga dla komuny”, „Znajdzie się cela dla Jaruzela”, na transparentach były hasła: „Wolna Polska bez islamu”, „Niepodległość nie dla idiotów/ nie dla lemingów”.

W przemarszu wzięli udział - poza polskimi uczestnikami - także przedstawiciele ugrupowań narodowych m.in. z Węgier, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i osoby maszerujące pod flagami Flandrii.

W tym roku zgromadzania publiczne 11 listopada po raz pierwszy odbywały się pod rygorem znowelizowanej ustawy Prawo o zgromadzeniach, co oznacza m.in., że trasy manifestacji nie nakładają się i nie przecinają.

Rzecznik stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk zaznaczył, że Prawo o zgromadzeniach jest skonstruowane tak, by zgodnie z konstytucją, urzędnik nie mógł prewencyjnie zabronić manifestacji czy demonstracji. Podkreślił, że organizator składa wniosek, w którym informuje miejski urząd o godzinie i miejscu zgromadzenia publicznego.


Poniedziałkowe zgromadzenia publiczne w Warszawie zabezpieczało w sumie ponad 3 tys. policjantów.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej