Triumf gangstera; proces od nowa

Andrzej P. ps. Salaput wygrał batalię z prokuraturą (fot. policja)

Warszawski sąd apelacyjny uchylił wszystkie wyroki w procesie gangu markowskiego i strzelaniny w 2009 r. kiedy to zginął jeden z gangsterów – dowiedział się portal tvp.info. Przed rokiem domniemany boss bandy Andrzej P. ps. Salaput i jego prawa ręka Wojciech Sz. ps. Komandos zostali skazani na 15 lat więzienia. Dla prokuratury wyroki dla niektórych gangsterów były zbyt niskie, a dla obrony zbyt wysokie.

Nie mamy jeszcze pisemnego uzasadnienia decyzji uchylającej wyrok sądu okręgowego. Dla nas proces rozpoczyna się na nowo– powiedział prokurator stołecznej prokuratury apelacyjnej, który rozpracowywał gang markowski.

Nie wiadomo czy Andrzej P. ps. Salaput, uważany za szefa grupy markowskiej oraz jego pięciu kompanów, nie odzyskają teraz wolności. Sprawa przedłużenia aresztów rozstrzygnie się lada dzień. Pewne jest, że decyzja Sądu Apelacyjnego jest korzystna dla oskarżonych. Tym bardziej, że przez ponad półtora roku procesu zrobili bardzo wiele, aby odwlec jego zakończenie.

Przestępcy kilkakrotnie próbowali odwołać skład orzekający. Przed samymi mowami końcowymi jeden z gangsterów zasłabł, a inny domagał się wyłączenia z postępowania prokuratora przekonując, że jest stronniczy.

Niemal dokładnie przed rokiem Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Andrzeja P. ps. Salaput na 15 lat więzienia. Warszawska Prokuratura Apelacyjna oskarżyła go o kilka przestępstw. Część zarzutów dotyczyło ściągania haraczu od prostytutek pracujących na trasie z Marek do Zegrza. Kobiety musiały płacić 20 zł dziennie w sezonie jesień-zima 2008/09. Od innych „pań” bandyci ściągali 500 zł haraczu tygodniowo. Zdaniem śledczych „Salaput” miał zarobić na tym procederze nawet 170 tys. zł. Gangster odpowiadał także za kierowanie gangiem markowskim. W procederze tym, zdaniem prokuratorów, nie przeszkadzał mu nawet pobyt w więzieniu w latach 2005-2007.

Identyczny wyrok usłyszał, zastępca „Salaputa” – Wojciech Sz. ps. Komandos. Ten były żołnierz był już skazany za usiłowanie zabójstwa dwóch policjantów. Odpowiadał za usiłowanie zabójstwa w czasie strzelaniny w Markach. Sąd uznał, że zdarzenie to należy zakwalifikować jako udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia, jakim była broń palna. Wszystko dlatego, że główny świadek oskarżenia, który ochoczo zeznawał w czasie śledztwa, przed sądem odwołał swojej słowa, twierdząc, że został pobity przez przesłuchujących go policjantów i dlatego obciążył kompanów. Sąd jednak uznał, że ma wątpliwości, co do zamiaru zabójstwa, ale za wiarygodny uznał udział „Komandosa” w ataku na konkurentów. Jak się dowiedział portal tvp.info w pisemnym uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że nie można uznać, iż „Komandos” chciał kogoś zabić, ponieważ przeszedł szkolenie wojskowe i dobrze strzelał, więc gdyby chciał kogoś zabić, to nie miałby z tym problemu.

Strzelanina przed cmentarzem w Markach, o udział, w której odpowiadało większość oskarżonych doprowadziła do upadku gangu markowskiego. Poszło o kontrolę nad tirówkami stojącymi w okolicach stolicy. „Opiekę” nad prostytutkami sprawowali najpierw gangsterzy z Mokotowa, a później z grupy „Szkatuły”. Bandyci z obu grup umówili się na spotkanie 18 marca w okolicach cmentarza w Markach. Kilka godzin przed spotkaniem, czterech markowskich gangsterów wzięło broń z meliny i postanowiło urządzić zasadzkę na konkurentów. Założyli kominiarki i schowali się w krzakach przed cmentarzem. Jak zeznawał jeden ze świadków, mieli zaatakować, gdy w pobliże auta ich kompanów podjadą samochody z konkurentami. Najpierw przyjechało audi z czterema członkami gangu markowskiego.

Bitwa pod cmentarzem rozegrała się w dwóch aktach. W pierwszym bandyci z Marek ostrzelali konkurentów. Cudem żaden z ośmiu „gości” nie został ranny. „Warszawiacy” uciekli. „Markowscy” siedzieli na terenie cmentarza i sprawdzali broń, przed drugą turą walki i nagle doszło do tragedii. Jeden z gangsterów postrzelił kompana w plecy. W tym momencie pod cmentarz podjechało ok. 15 samochodów z uzbrojonymi „szkatułowcami”. Padły kolejne strzały, ale gang markowski zajęty był ewakuacją rannego kompana, którego podrzucono potem do szpitala przy ul. Szaserów. Na ratunek było już jednak za późno.

Zobacz więcej