RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Umierała na raka, którego nie było

Najpierw druzgocąca diagnoza – rak. Potem trzy ciężkie operacje i wreszcie brutalny wyrok: nie ma szans na wyleczenie. 69-letnia emerytka Maria Tomera-Szostak pożegnała się z bliskimi i spisała testament. Po trzech miesiącach na oddziale paliatywnym lekarze z innego szpitala stwierdzili, że raka nie ma i nigdy nie było. Za horror, który przeżyła, emerytka domaga się od krakowskiego szpitala 300 tys. zł.

Słowo nowotwór dla Marii Tomery-Szostak zabrzmiał jak wyrok śmierci. Lekarze nie pozostawiali jej żadnych złudzeń – kilka miesięcy życia.

Dwa lata temu pani Maria z bólem brzucha trafiła do szpitala wojskowego w Krakowie. Badania nic nie wykazały, ale ból nie ustępował. W czasie kolejnych badań lekarz zdiagnozował raka. Niezbędna była operacja. Później kolejne, bo w wyniku błędów wystąpiły komplikacje. Następnie kobieta trzy miesiące spędziła na oddziale paliatywnym żegnając się z życiem i

najbliższymi. W końcu pani Maria trafiła do innego szpitala. Tam wykluczono raka.

Dyrekcja szpitala w tej sprawie nie chce się wypowiadać – czeka na wyrok sądu.

Teraz przed sądem kobieta domaga się od szpitala wojskowego 300 tys. zł odszkodowania za krzywdy moralne i błędy medyczne.

Jak to możliwe, że można popełnić taki błąd?

Najczęściej ma miejsce tam, gdzie pacjenci bądź ich rodziny nie znalazły wystarczającego zainteresowania i empatii, wczuwania się w sytuację tego chorego – mówi prof. dr hab. Kazimierz Sułek, były kierownik Kliniki Hematologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego.

Tylko w zeszłym roku sądy lekarskie rozpatrywały około siedmiuset spraw, w których lekarzy oskarżono o błędy w diagnozie czy leczeniu – 60 proc. przypadków to błędy lekarskie.

Paleta kar jest dosyć wysoka począwszy od upomnienia, nagany, poprzez kary pieniężne, jest kara zakazu wykonywania funkcji kierowniczych w placówkach zdrowia, ograniczenia wykonywania pewnych czynności, jest kara zawieszenie prawa wykonywania zawodu i zakaz prawa wykonywania zawodu – mówi dr Wojciech Łącki, prezes Naczelnego Sądu Lekarskiego.

Nie wszyscy, mimo oczywistej krzywdy, chcą pozywać lekarzy – przyznaje Adam Sandauer, założyciel i honorowy prezes stowarzyszenia pacjentów „Primum non nocere”. – Pójście do sądu jest kolosalnym ryzykiem, bo człowiek idzie do sądu, szuka ratunku, pomocy, sprawiedliwości, a może wyjść na zasadzie solidarności korporacyjnej, z kolosalnymi długami bez żadnej pomocy – uważa.

I o tym też często wspominają poszkodowani pacjenci, ich rodziny, bądź adwokaci. Sądy cywilne czy sądy lekarskie orzekając w konkretnym przypadku opierają się na opiniach biegłych – również lekarzy.

To opinia biegłych determinuje postępowanie w sprawie, na nią się czeka, można się z nią nie zgodzić, można wnioskować o opinię uzupełniającą, tych samych biegłych, czy innych – podkreśla Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, prawnik.

Procesy udowadniające winę lekarzy, czy o odszkodowania trwają nawet kilka lat, bo bywa, że opinie biegłych wzajemnie się wykluczają.

Prawem sędziego jest wybór opinii i on musi podjąć taką decyzję, którą z tych opinii wybrać i to jest wielka odpowiedzialność, bo z tym się wiąże wyrok – zaznacza Halina Kowalik, autorka książki „Hipokrates przed sądem”.

I właśnie opinia biegłych będzie decydująca w sprawie Marii Tomery Szostak. Wyrok w tej sprawie prawdopodobnie w styczniu.

źródło:
Zobacz więcej