Sam jestem alkoholikiem, dlatego pomagam księżom

Ks. Wiesław Kondratowicz, trzeźwiejący alkoholik, założyciel i dyrektor Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Trzeźwości w Kowalewie, w którym leczyło się już 700 kapłanów z Polski i zagranicy (fot. arch.wł.)

– Kilkuset kapłanów, którzy trzeźwieli w naszym ośrodku, przygotowywaliśmy do dawania świadectwa trzeźwego życia. Cały problem znam bardzo długo, siedzę w „trzeźwości” od 33 lat, mam doświadczenie choroby alkoholowej i trzeźwego życia. Nie wypowiadam się więc jako teoretyk, ale jako osoba, która przez to przeszła. Wiem, co duchownych boli, jakie mają problemy, w jakich sytuacjach alkohol staje się dla nas „atrakcyjny” – mówi w rozmowie z portalem tvp.info ks. Wiesław Kondratowicz, trzeźwiejący alkoholik, założyciel i dyrektor Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Trzeźwości w Kowalewie.

Czy zdaniem księdza ustanowienie „sierpnia miesiącem abstynencji narodu” sprzyja walce o trzeźwość Polaków? Warto dodać, że sierpień jest miesiącem abstynencji już od 29 lat…

Słowo „abstynencja” w naszym społeczeństwie konsumpcyjnym jest sponiewierane, ale abstynencja jest możliwa do spełnienia, a sierpień, jako miesiąc abstynencji to okazja do zatrzymania się, popatrzenia na to, co jest zagrożeniem społecznym.

Problem alkoholizmu jest tylko jednym z problemów. Mamy bowiem pewną subkulturę picia. Od kilkunastu lat istnieje lobby piwne, które poprzez reklamy nakłania ludzi, szczególnie młodych, do spożywania alkoholu. Skutki tego wszystkiego są fatalne.

Tyle, że kwestia reklam alkoholu, czy jak ksiądz to określił „piwnego lobby” nawet w miesiącu trzeźwości nie zostanie rozwiązana.

Na tym polega hipokryzja tych, którzy decydują, rządzą, trochę też środków masowego przekazu, które reklamy publikują.

Tu jednak wkracza biznes, gigantyczne pieniądze.

Problem polega więc na tym, jak z tej trudnej sytuacji wyjść. Nie mamy sprzymierzeńców, ani media, ani rządzący – nie działają tak, jakby w ich interesie było ograniczenie picia. W ostatnim liście zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości było wyraźnie napisane, że w tym roku Polacy wydali 30 miliardów złotych na alkohol, a koszty związane z nadmiernym piciem wynoszą ok. 3 proc. PKB, czyli 45 miliardów.

Rozumiem, że mówi ksiądz o kosztach leczenia?

Między innymi. Te koszty liczy się na podstawie chorób wynikających z nadmiernego picia.

Ksiądz rozróżnia alkoholizm i nadmierne picie.

Alkoholizm to krótkie słowo oznaczające chorobę alkoholową. Alkoholików, którzy piją i tych, którzy są w trakcie leczenia, jest w Polsce około miliona. Często mówi się o „problemie alkoholizmu”, ale ten „problem” jest u nas dobrze uchwycony, mamy świetnie zorganizowane leczenie na światowym poziomie. Pomocy można szukać i ambulatoryjnie, i stacjonarnie.

Kłopoty pojawiają się gdzie indziej. W Polsce mamy subkulturę pijaństwa, a reklama wpędza nowe pokolenie w modę na picie. Dwadzieścia lat temu tych wszystkich koncernów alkoholowych w Polsce nie było. One nie przyszły do Polski z miłości do naszego kraju. Pojawiły się, by robić interes. Reklamują się, szantażują, że nie będą sponsorować wydarzeń sportowych, a jeśli nie dadzą pieniędzy, nasz sport przestanie istnieć. To totalna paranoja.

Czyli ksiądz jest zwolennikiem radykalnych rozwiązań, takich jak prohibicja?

Nie. Jestem zwolennikiem rozwiązań, które są pewnym procesem i za które musimy się wziąć wszyscy. I państwo, i kościół, i rodzina, i szkoła. To podstawowe filary, na których opiera się życie społeczne, gospodarcze, polityczne. To te jednostki muszą zacząć pracować ze sobą i elity muszą ciągnąć społeczeństwo. Czy ktoś kiedyś próbował zamiatać schody z dołu do góry?

Proszę zauważyć, że ktoś spowoduje wypadek po pijanemu i jeśli to jest ksiądz, czy polityk, albo lekarz – wtedy podnosi się larum. Dziennikarze drżącym głosem mówią o tysiącach pijanych kierowców, bo policja przeprowadziła jakąś akcję, a chwilę później w bloku reklamowym pojawia się reklama piwa... Na domiar złego ta reklama nie jest kierowana do 40-latków, a do nastolatków, bo to są idealni klienci. Jeśli przekonają się do jakiegoś gatunku piwa, kupują je przez kolejne lata.

Skoro walczy ksiądz z hipokryzją, rozumiem, że cieszy się ksiądz z faktu, że duchowni przyznają się do swoich problemów, także tych z alkoholem i swoim przykładem pokazują, że można podjąć leczenie.

Ja cały czas mówię, jak wspólnymi siłami się zabrać za szukanie lepszych sposobów walki z problemem alkoholu, a pani ciągle wraca do przykładów...

Ciężko do nich nie wracać, skoro w Diecezjalnym Ośrodku Duszpasterstwa Trzeźwości w Kowalewie, którego jest ksiądz założycielem i dyrektorem, prowadzona jest terapia uzależnionych od alkoholu duchownych. Z proponowanej przez księdza 6-tygodniowej terapii, jak wyczytałam na stronie internetowej, „skorzystało dotychczas ponad 700 kapłanów z kraju i zagranicy”.

Oczywiście, tylko nie powinniśmy się koncentrować na tym, co robi jeden, czy drugi ksiądz.

Nie taka była moja intencja. Przecież ksiądz to też człowiek i nic co ludzkie, nie jest mu obce...

Mam świadomość, że jeśli w naszym ośrodku trzeźwiało kilkuset kapłanów, są to ludzie, których przygotowujemy do dawania świadectwa trzeźwego życia. To jednak nie wystarczy. W każdej grupie społecznej, czy zawodowej procent ludzi, którzy mają problem z alkoholem jest taki sam. Wśród lekarzy, księży, czy polityków to 7 do 10 procent.

Niedawno słyszałem o amerykańskim arcybiskupie, który jest alkoholikiem. Chodzi na mitingi anonimowych alkoholików i nie dość, że nic nie stracił, to jeszcze zyskał, ale w kontekście problemów alkoholowych nie możemy tylko mówić o elitach.

Tyle, że w dzisiejszej rzeczywistości te elity w bardzo łatwy sposób mogą dotrzeć do świadomości społecznej.

Dlaczego w takim razie nie docierają? Dlaczego przy okazji sierpnia, miesiąca trzeźwości – tak mało rozmawiamy o problemie? Tylko kiedy się coś dzieje, kiedy jakiś ksiądz po pijanemu spowoduje wypadek, wtedy telefony się urywają, a w ciągu jednego dnia dzwoni do mnie trzydziestu dziennikarzy.

Cały problem znam od długiego czasu, siedzę w „trzeźwości” od 33 lat, sam mam doświadczenie choroby alkoholowej i trzeźwego życia, nie wypowiadam się więc jako teoretyk, ale jako osoba, która przez to przeszła. Jeśli zatem pani mnie pyta, jak z problemem alkoholizmu można walczyć, to ja odpowiadam, że wspólnie powinniśmy się za to wziąć. Wszystkie instytucje muszą wspólnie działać, zresztą nie tylko w kontekście alkoholu, ale w ogóle. Ani podziały, ani pieniądze nie mogą tu decydować.

Kiedy ksiądz przychodzi do ośrodka, nie robimy z tego tajemnicy. Konfrontacja jest jednym z elementów terapii. Poza tym nie ma lepszego, czy gorszego alkoholizmu. To ta sama choroba, te same objawy, niezależnie, czy dotyka duchownego, lekarza, nauczyciela, czy polityka. W taki sam sposób się to leczy

Co, oprócz możliwości zgłoszenia się do swojego księdza z prośbą o pomoc, może zrobić osoba, która uzmysłowiła sobie swój problem i zdecydowała się podjąć walkę z alkoholizmem?

Przede wszystkim powinna szukać miejsca leczenia. We wszystkich miastach powiatowych mamy bardzo dobre ośrodki terapii uzależnień. W wojewódzkich miastach tych poradni, nawet ambulatoryjnych jest jeszcze więcej. Wystarczy tam się zgłosić, albo zadzwonić i umówić się na spotkanie. Jednak problem nie polega na tym, gdzie alkoholik ma się zgłosić, ale na tym, że w chorobie alkoholowej występuje tzw. system iluzji i zaprzeczania. Alkoholicy nie widzą, co alkohol robi w ich życiu, zaprzeczają, wskazują innych z „problemem alkoholowym”.

W terapii często się mówi o tym, że alkoholik zaczyna reagować wtedy, kiedy sięgnie dna. To dno alkoholikowi można jednak podwyższyć, dzięki temu, że ludzie będą bardziej uświadomieni, będą wiedzieć, jak postępować z alkoholikiem, będą wyczuleni na pewne zachowania. Podniesienie poziomu tego dna może uchronić człowieka przed oczekiwaniem na naprawdę dramatyczne życiowe nauki, jak choćby wypadek spowodowany pod wpływem alkoholu...

Interwencja kryzysowa przynosi efekty?

Warunkiem właściwie przeprowadzonej interwencji jest to, by osoba z problemem alkoholowym była trzeźwa, by rozmawiały z nią osoby dla niej ważne, by scenariusz, to co bliscy mówią alkoholikowi – było przemyślane, realizowane wedle zaleceń specjalistów.

Takich sposobów mógłbym wymienić wiele. Nie zawsze jednak łatwo jest namówić rodzinę do przeprowadzenia takiej interwencji. Nie zawsze bliscy szukają pomocy. Tymczasem najlepszym przecież sposobem dotarcia np. do pijącego męża – jest żona, matka wspólnych dzieci. To kobiety pierwsze reagują, wyczuwają, że coś niedobrego się dzieje...

Czy terapia osoby świeckiej różni się czymś od leczenia duchownego?

Niczym się nie różni! Jeśli ksiądz do mnie przyjeżdża, wysyłam go na terapię ze świeckimi, ale duchowni to grupa, która ze względu na sposób życia, rozpatrywany przez pryzmat wiary, powołania – ma swoje dodatkowe zajęcia, które pomagają wychodzić z nałogu.

Czyli ksiądz na terapię przychodzi w sutannie?

Kiedy ksiądz przychodzi do ośrodka, nie robimy z tego tajemnicy. Konfrontacja jest jednym z elementów terapii. Poza tym nie ma lepszego, czy gorszego alkoholizmu. To ta sama choroba, te same objawy, niezależnie, czy dotyka duchownego, lekarza, nauczyciela, czy polityka. W taki sam sposób się to leczy.

To choroba, na którą cierpi prosty rolnik i profesor. Ci z wyższym z wykształceni mają nawet bardziej pod górkę. Są inteligentni, więcej rzeczy sobie tłumaczą, potrafią manipulować sobą, swoim nastawieniem.

Ponieważ jestem alkoholikiem, sam pomagam księżom. Wiem, co duchownych boli, jakie mają problemy, w jakich sytuacjach alkohol staje się dla nas „atrakcyjny”. Rozmawiamy, jak wrócić do normalności biorąc pod uwagę nasze życiowe środowisko.

Księdza zdaniem to dobrze, że celebryci wyznają, że borykają się z problemem alkoholowym?

Bardzo dobrze. Tylko tu wraca problem, że chwile później, czy stronę po tym, jak jakaś celebrytka dała świadectwo trzeźwego życia, opowiada o tym, jak wyszła z problemu alkoholowego, widzę reklamę piwa.

Jest jeszcze jedna kwestia, która w kontekście wakacji wydaje się bardzo ważna. Alkohol i dzieci.

Dobrze, że mówi pani o dzieciach. Powiem więcej – młode dziewczyny piją więcej od chłopców. Są spragnione miłości, akceptacji, bo nie doświadczają tego w domu – piją, bo chcą być łatwe. Na masce samochodu, w krzakach...

To kontrowersyjna diagnoza proszę księdza.

Młode dziewczyny piją więcej od chłopców. Są spragnione miłości, akceptacji, bo nie doświadczają tego w domu – piją, bo chcą być łatwe. Na masce samochodu, w krzakach…

Tylko, że to nie jest moja diagnoza, ale Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, fachowców...

Tyle, że jeśli tę diagnozę przedstawić rodzicom, u większości z nich zadziała mechanizm wyparcia, bo przecież ich dzieci „to nie dotyczy”.

Tu najbardziej widać, jaka jest robota do zrobienia. Jeśli się wszyscy za to nie weźmiemy, będzie źle. Nie chodzi jednak tylko o to, że będą nam wskaźniki rosły, ale o to, że alkohol, który jest oszustem, pod jego wpływem człowiek zmienia myślenie, świadomość, uczucia, wolę – zacznie nad nami dominować. Jeśli chcemy być narodem wolnym, chcemy porządkować nasze życie społeczne, polityczne, gospodarcze, musimy zacząć od promocji trzeźwego stylu życia. Abstynencja w sierpniu jest po to, żeby to zobaczyć i zacząć działać.

Rozmawiała Paulina Socha-Jakubowska

Zobacz więcej