Tak wyprowadzano pieniądze z tajnego funduszu

Pieniądze z funduszu operacyjnego trafiały do kieszeni policjantów (fot. policja)

Nawet 100 tys. zł mogła stracić stołeczna policja przez fikcyjne zlecenia wypłat dla tajnych współpracowników stróżów prawa – dowiedział się portal tvp.info. Przez kilka lat w ten właśnie sposób kilku funkcjonariuszy Wydziału Techniki Operacyjnej wyprowadzało pieniądze z funduszu operacyjnego.

Portal tvp.info ujawnił wczoraj, że do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi K., byłemu naczelnikowi tajnego Wydziału Techniki Operacyjnej stołecznej policji. Oficer jest podejrzany o przywłaszczenie ponad 50 tys. zł z funduszu operacyjnego. Dwóch jego podwładnych odpowie za poświadczanie nieprawdy w dokumentach, dzięki czemu oszustwo było możliwe.

Choć sprawa jest utajniona, to jednak portalowi tvp.info udało się dotrzeć do informacji o kulisach wyprowadzania pieniędzy z funduszu operacyjnego. Fundusz ten przeznaczony jest m.in. na wynagrodzenia dla tajnych informatorów oraz konsultantów. – Zasada jest prosta. W zamian za cenne dla śledztwa informacje np. o działalności jakiejś grupy przestępczej, informator otrzymuje wynagrodzenie. Jego wysokość zależy od wagi informacji - od kilkuset do kilku tysięcy zł. Podobnie jest z konsultantami, z których usług chce się skorzystać w tajemnicy np. speców od komputerów – opowiada oficer stołecznej policji.

Zgodnie z przepisami, wniosek o wynagrodzenie dla osoby współpracującej z policją wypisuje oficer z WTO i daje do akceptacji swojemu przełożonemu. Jako, że wszystko, co dotyczy „techniki operacyjnej” jest tajne, bardzo trudno jest zweryfikować czy dana osoba rzeczywiście świadczyła jakieś usługi na rzez organów ścigania. I to, zdaniem śledczych, wykorzystali nieuczciwi funkcjonariusze z WTO. Z naszych informacji wynika, że przez kilka lat w wydziale wystawiono wnioski o nagrodzenie za fikcyjne usługi. Takie „wrzutki” robiono, co kilka tygodni. Aby nie budzić podejrzeń wnioski opiewały na sumy do kilkuset zł do nawet 2-3 tys. zł. Według naszych informacji „lewe” wypłaty popularne były zwłaszcza przed okresami świątecznymi. – Taka praktyka jest bolączką wszelkich służb, które działają w tajemnicy. Poza defraudacją pieniędzy z funduszu „O”, dochodziło w policji do nielegalnego wykorzystywania lokali operacyjnych, w których np. mieszkali oficerowie. Np. urządzano tam libację – mówi jeden z oficerów Komendy Głównej Policji.

Wiadomo, że śledczy z warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej, którzy badali sprawę nieprawidłowości w WTO, dokładnie zweryfikowali wypłaty dla tajnych współpracowników. Podczas przesłuchań „nagrodzeni” byli zszokowani, gdy dowiadywali się, że na ich konto dokonano wypłat z funduszu „O”.

Wydział Techniki Operacyjnej to elitarny wydział w każdej jednostce policji. Funkcjonariusze tej formacji zajmują się m.in. podsłuchami i inwigilacją przestępców śledząc ich czy nagrywając za pomocą specjalistycznego sprzętu. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w tej tajnej jednostce, zaczęło się w 2010 r., od informacji o podejrzanych zażyłości między jednym z biznesmenów a funkcjonariuszami WTO. Po zatrzymaniu miał zeznać, że różnicą dzielił się z oficerami policji. Kontrole wysłane z Komendy Głównej Policji do komendy stołecznej, wykazały, że w Wydziale Techniki Operacyjnej rzeczywiście mogło dojść do nadużyć. Szef stołecznej policji zdymisjonował wówczas naczelnika WTO i jego zastępcę. Do sprawy zatrzymano jeszcze kilku biznesmenów oraz trzech policjantów. Były naczelnik wydziału i jego zastępca usłyszeli zarzuty popełnienia przestępstw korupcyjnych, a trzech ich podwładnych o przestępstwa przeciwko dokumentom. Sprawę nieprawidłowości w WTO ujawnił we wrześniu 2010 roku „Dziennik Gazeta Prawna”.

Zobacz więcej