pilne

MSZ: Polak wśród poszkodowanych w zamachu w Strasburgu

„Wańka” odzyskał wolność

Leszek D., ps."Wańka", na ławie oskarżonych na procesie w sprawie przemytu narkotyków do Polski (fot. PAP-Tomasz Gzell)

Po blisko 13 latach więzienia na wolność wyszedł Leszek D. ps. Wańka, uważany za jednego z członków zarządu mafii pruszkowskiej – dowiedział się portal tvp.info. Policjanci z CBŚ nie wierzą, że gangster zdecyduje się na przestępczą emeryturę. Tym bardziej, że w sierpniu wolność odzyska kolejny pruszkowski boss – Andrzej Z. ps. Słowik.

Leszek D. opuścił mokotowskie więzienie przed tygodniem. Czekało na niego kilku mężczyzn w średnim wieku. Nieoficjalnie wiadomo, że koledzy gangstera, przygotowali dla niego imprezę powitalną. Nie wiadomo, czym „Wańka” będzie się teraz zajmował. Oficjalnie nie ma żadnego majątku. Nieruchomości i samochody miał zapisane na członków rodziny. – Trudno uwierzyć w to, że człowiek, który był na szczycie gangsterskiej hierarchii, nagle zaprzestał życia poza prawem. Widać to po jego kolegach z zarządu „Pruszkowa”. Zygmunt R. ps. Bolo i Ryszard Sz., po wyjściu na wolność wrócili do biznesu i jakiś czas temu zostali oskarżeni o handel narkotykami. Różne plotki krążą o Januszu P. ps. Parasol, ale na razie nikt go na niczym nie złapał, a on sam ma knajpę w Pruszkowie – mówi oficer Centralnego Biura Śledczego.

Policjanci najbardziej obawiają się połączenia sił Leszka D. z Andrzejem Z. ps. Słowik, który już na początku sierpnia powinien opuścić więzienie. „Słowik” czeka na zakończenie procesu, w którym odpowiada za podżeganie do zabójstwa gen. Marka Papały. Jest w dobrej sytuacji, ponieważ łódzcy śledczy o zbrodnie tą podejrzewają Igora Ł. Ps. Patyk i jego kompanów. To bezprecedensowa sprawa w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdy dwie prokuratury prezentują odmienne stanowisko w sprawie jednego wydarzenia. Pomysłowość „Wańki” w połączeniu z determinacją i bezwzględnością „Słowika” mogą być atrakcyjne dla stołecznego półświatka, w którym panuje bezkrólewie, po tym jak w ostatnich latach rozbito doszczętnie gangi „Szkatuły”, „mokotowski” i „ożarowski”.

Menadżer z cienia

Osoby, które rozpracowywały Leszka D., twierdzą, że jest on bardzo inteligentnym przestępcą i zawsze miał głowę do interesów. – Trzeba mu oddać, że to był zawsze facet z klasą. Bardzo dobry menadżer, z pomysłami i takim rozsądnym cwaniactwem. A przede wszystkim inteligentny. Można o nim powiedzieć, że był „mózgiem” naszej grupy, choć trzymał się w cieniu. Wolał zarabiać pieniądze niż wdawać się w wojny. Jednocześnie był bardzo rodzinny – tak „Wańkę” charakteryzuje Jarosław S. ps. Masa, były „kapitan” w mafii pruszkowskiej, który obecnie jest świadkiem koronnym.

Zdaniem „Masy”, Leszek D. trzymał się z grupą pruszkowską raczej z obawy przed resztą zarządu, bo „miał możliwości, aby samodzielnie rozwinąć działalność”. Jarosław S. wskazuje, że to D. wpadł na pomysł otwarcia w latach 90 hurtowni cytrusów. Miał też, według słów skruszonego, razem ze szczecińskim gangsterem Markiem Cz. ps.„Oczko” inwestować w wódkę „Kremlowską”. – „Wańka” pierwszy się zorientował, że zyski z działalności grupy trzeba inwestować w legalne przedsięwzięcia. Ale nie rezygnował z tak dochodowych biznesów jak narkotyki – dodaje świadek koronny.

O biznesowym zmyśle D. może świadczyć fakt, że lokale należące do jego rodziny zostały, tuż po uderzeniu w „Pruszków” w 2000 r., wynajęte, aby można było opłacać z nich adwokatów i paczki. Co ciekawe, w jednym z lokali swoją siedzibę urządziła pewna wspólnota religijna. Głównym celem stowarzyszenia było m.in. „wspomaganie członków w ich życiu duchowym opartym na Piśmie Świętym; okazywanie pomocy osobom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej; przeciwstawienie się wszelkim patologiom”.

Wpadki, które pogrążyły bossa

Leszek D. i jego brat Mirosław ps. Malizna już w latach 80. tworzyli podwaliny pod polską mafię. Przez wiele lat unikali kontaktu z wymiarem sprawiedliwości. Dopiero w 1996 r. gangsterom powinęła się noga. „Wańka” i „Słowik” przejęli wówczas siłą popularny klub Dekadent. Dwa lata później obaj bossowie usłyszeli zarzuty w tej sprawie. Jednak obu udało się przez wiele miesięcy torpedować proces. Wyrok - po 6 lat więzienia - zapadł dopiero w 2004 r. Cztery lata po tym jak policja uderzyła w gang pruszkowski.

Po uderzeniu w „Pruszków” możliwe stało się także oskarżenie „Wańki” o kierowanie próbą przemytu do Polski 1190 kg kokainy z Wenezueli. Do przestępstwa doszło w listopadzie 1993 r. Statek „Jurata, płynący z Wenezueli do Gdyni oficjalnie przewoził dachówki bitumiczne i lepik. Gdy jednostka zawinęła do portu Birkenhead pod Liverpoolem, ładunkiem zainteresowały się brytyjskie służby. W beczkach z lepikiem znaleziono ukryte narkotyki. Brytyjscy policjanci zabrali kokainę i poinformowali o przemycie polskich kolegów. Ci zaś przygotowali pułapkę na organizatorów przemytu. W Polsce po beczki zgłosił się Krzysztof O., pełnomocnik jednej z firm budowlanych. Wtedy okazało się, że narkotyk zniknął. Przez lata policja mogła tylko podejrzewać, kto zorganizował całą operację. Dzięki zeznaniom świadków koronnych ustalono, że mózgiem akcji był Leszek D. „Wańka” został skazany na 11 lat więzienia.

Boss usłyszał także wyrok sześciu lat więzienia za kierowanie „Pruszkowem”. W ubiegłym roku do jego bogatej kartoteki doszedł wpis: wyrok 2,5 roku więzienia m.in. za udział w rozbojach. Gangstera skazano za udział w wymuszeniu długu od jednego z przedsiębiorców oraz najazd latem 2000 r. na jedną z podwarszawskich firm i zmuszenie jej szefa do przekazania gangowi 200 tys. zł.

Zgodnie z polskim prawem, wszystkie wyroki połączono w jedną karę łączną i dlatego Leszek D. może się już cieszyć wolnością.

Zobacz więcej