Meteoryty z Czelabińska trafiły na rynek

Wojsko przeszukuje miejsce upadku meteorytu w rejonie Czelabińska i zabezpiecza fragmenty, które ewentualnie spadły (fot. PAP/EPA/CHELYABINSK REGION BRANCH OF RUSSIAN INTERIOR MINISTRY)

Analizy meteorytów, między innymi takich, jakie spadły w piątek na Czelabińsk, zwiększają wiedzę nt. historii Układu Słonecznego. Nie zawsze jednak meteoryty trafiają w ręce uczonych. Często uprzedzają ich poszukiwacze, a kosmiczne okruchy trafiają na aukcje. Już w kilka godzin po zdarzeniu na Uralu większe i mniejsze kawałki kosmicznych okruchów można było kupić w internecie.

Deszcz meteorytów spadł w piątek rano na Ural, m.in. w okolicach Czelabińska. Ze wstępnych ustaleń wynika, że nad całym rejonem doszło do destrukcji meteoroidu, który częściowo spłonął w dolnych warstwach atmosfery. Fala uderzeniowa po wybuchach spowodowała zniszczenia na Ziemi; jest tysiąc rannych.

To wydarzenie – dramatyczne dla mieszkańców Czelabińska – może być jednocześnie okazją do pozyskania cennych okruchów z kosmosu na rzecz nauki. – Zależnie od tego, z czego zbudowany jest meteoryt i skąd pochodzi, jego badania pozwalają powiększać wiedzę nt. formowania się systemów gwiezdnych i układów planetarnych, np. Układu Słonecznego i Drogi Mlecznej – mówi dr Piotr Szrek, kierownik Muzeum Geologicznego w Państwowym Instytucie Geologicznym. – Na razie nie wiemy, z czego był zbudowany meteoryt i skąd pochodził – zaznaczył naukowiec.

Ekspert nie ma też wątpliwości, że jeśli na Ziemię faktycznie spadły fragmenty meteorytu, to duża ich część trafi na rynek. O meteoryty nietrudno choćby na internetowych aukcjach, a ich małe okruchy mogą kosztować od kilkunastu złotych. Na cenę meteorytu wpływa m.in. jego wielkość, skład, pochodzenie. – Istnieje duża grupa poszukiwaczy i kolekcjonerów, którzy zdają sobie sprawę z rynkowej wartości niektórych takich obiektów – mówi dr Szrek.

Rynek meteorytów istnieje także w Polsce. Nasze prawo „reguluje kwestie związane ze skamieniałościami i minerałami w sposób niedoskonały” – mówi dr Szrek. Przepisy określają co prawda zasady podstępowania z zasobami naturalnymi i skamieniałościami, ale zawierają „bardzo poważne luki dotyczące tzw. skamieniałości śladowych, to znaczy odciśniętych w skałach tropów wymarłych zwierząt, i ani słowem nie wspominają o meteorytach. Dlatego jeśli komuś na podwórko spadnie meteoryt, staje się jego własnością”.

Handel meteorytami nie jest sprzeczny z prawem, ale może sprawić, że cenne kosmiczne okruchy na dobre ugrzęzną w prywatnych zbiorach. Instytutów naukowych z reguły nie stać bowiem na odkupywanie takich obiektów po cenach rynkowych. – Ale czasami kolekcjonerzy mają naukowe ambicje i udostępniają naukowcom swoje kolekcje. Choćby po to, żeby wiedzieć, co właściwie posiadają. W Polsce tak właśnie współpracuje Polskie Towarzystwo Meteorytowe – powiedział dr Szrek.

Jest szansa, że i w Rosji pojawią się poszukiwacze. Na razie oficjalnie miejsce upadku przeszukuje wojsko, które zabezpiecza fragmenty, które ewentualnie spadły. W najbliższych dniach na pewno pojawi się też bardzo dużo poszukiwaczy „zawodowych”, którzy z meteorytów żyją – powiedział Przemysław Żołądek, prezes Pracowni Komet i Meteorów, która zrzesza miłośników obserwacji i badań meteorów – amatorów i zawodowych astronomów.

Przemysław Żołądek podkreślił, że poszukiwacze dysponują obecnie zaawansowanym sprzętem. – Są grupy, które wyznaczają pozycję upadku meteorów, np. na podstawie obrazów z kamer, inni zajmują się tylko poszukiwaniem, często używając wykrywaczy metali. Tacy ludzie ze sobą współpracują – mówi. W opinii prezesa PKiM większość znalezionych na Ziemi meteorytów może pozostawać w rękach prywatnych, choć trudno to precyzyjnie ocenić.

źródło:

Zobacz więcej