Jak można było dyskretnie wywieźć z placu budowy 24-tonowy dźwig, którego ramię ma zasięg 50 metrów? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że po emisji materiału w „Wiadomościach” rozdzwoniły się telefony. To dzięki pomocy widzów maszyna się odnalazła. I jedno jest pewne – nie ma drugiego tak szczęśliwego właściciela dźwigu jak pan Ryszard Jankowski.
W odnalezieniu maszyny pomogli widzowie „Wiadomości" i internauci Twojego Info, którzy czynnie zgłaszali swoje obserwacje na posterunki policji. O kradzieży poinformowaliśmy wczoraj. Odzew był błyskawiczny.
–
Skończyły się „Wiadomości” i zaczęły się telefony. Ludzie dzwonili z całej Polski – mówi szczęśliwy pan Ryszard.
Telefony urywały się i w naszej redakcji, i na policji. Ludzie mówili, że widzieli skradziony dźwig. Maszyna odnalazła się ok. 40 km od Warszawy, w Tarczynie. Policja „zaczaiła” się na złodziei.
–
Jeszcze wczoraj próbowaliśmy obserwować ten teren, jednak z uwagi na medialność całej sprawy, zdaliśmy sobie sprawę, że do dźwigu nikt nie podejdzie – mówi „Wiadomościom” Maciej Karczyński ze stołecznej komendy policji.
Policja zabezpieczyła dźwig i zebrała wszelkie ślady, które mają teraz pomóc w ustaleniu sprawców kradzieży. Wciąż bowiem nie wiadomo, kto ukradł maszynę z budowy.
Operator, który pracował na dźwigu również nie kryje ulgi – ma na czym pracować. Dźwig jest niemal nieuszkodzony. –
Trzeba wymienić zamki i jutro możemy ruszać do pracy – dodaje Mariusz Książek, operator dźwigu.