Kolejne medale kwestią czasu. Zrobię wszystko, by Polka zdobyła złoto olimpijskie w Los Angeles – zapewnia Tomasz Dylak, który został trenerem roku. Szlaki w 2024 roku przetarła Julia Szeremeta. Zdobyła srebro w Paryżu. Jest na dobrej drodze, by co najmniej powtórzyć ten sukces w USA. Na horyzoncie pojawia się jednak coraz więcej Biało-Czerwonych, które straszą rywalki z innych krajów. – Musimy uważać na to, żeby opinia publiczna nie pomyślała, że jesteśmy nie wiadomo jak mocnym zespołem. Nie chcę, by presja otoczenia była zbyt duża – dodał trener w rozmowie z TVP.Info. 10 sierpnia 2024 roku zmienił życie Tomasza Dylaka. Trener poprowadził wówczas do olimpijskiego srebra Julię Szeremetę. Był to początek wielkich sukcesów, które nadal trwają i niewiele wskazuje na to, że sytuacja ulegnie zmianie. W 2025 roku dorzucił do kolekcji złoto mistrzostw świata Agaty Kaczmarskiej oraz dwa drugie miejsca: Szeremety i Anety Rygielskiej. Na początku 2026 roku cieszył się natomiast ze zgarnięcia statuetki dla „Trenera Roku”.Paryż zmienił jego życie– Zdobycie tak cennego wyróżnienia nie zmieni diametralnie mojego życia. To jednak chwila refleksji nad tym, jak wyglądała długa, wyboista i kręta droga, by znaleźć się w tym miejscu. Czułem, że większość szkoleniowców jedzie do góry windą, gdy ja wchodziłem schodami. Nie było łatwo. Teraz już się nie zatrzymam. Byłem zwykłym chłopakiem z ulicy. Miałem dużo złości do otaczającego świata. Postanowiłem zostać trenerem boksu, nigdy wcześniej nie będąc pięściarzem. Udało się. Nie ma czasu do stracenia. Wyznaczam sobie kolejne sportowe cele. Liczą się osiągnięcia prowadzonych przeze mnie zawodniczek – oznajmił w rozmowie z TVP.Info.Dylak podkreśla, że kluczowe są dla niego występy zawodniczek. Nie jego indywidualne osiągnięcia. – Nie przeżywam mocno własnych sukcesów. Wygrałem, stało się, ale zaczynam następny etap ciężkiej pracy. Tak już mam. Gdy wracaliśmy samolotem z mistrzostw świata z medalami na szyi, już tworzyłem plan przygotowań do kolejnych imprez. Jestem trochę pracoholikiem. Tego nie zmienię. Nie zatrzymuję się na długo. Nie muszę też przesadnie cieszyć się danym sukcesem. Potrzebuję więcej i więcej – dodał. Polskie pięściarstwo złapało oddech po rywalizacji w Paryżu. Przede wszystkim ta olimpijska odmiana. 50-latek już teraz zapowiada, że zrobi wszystko, by Biało-Czerwoni mogli usłyszeć polski hymn w trakcie zmagań w Los Angeles w 2028 roku.– Wicemistrzostwo olimpijskie Julii z Paryża na zawsze pozostanie w mojej głowie wielką historią. To była najpiękniejsza chwila, którą pamiętam. Otworzyła nam bramy do wielkiego boksu. Nawet gdy dostanę to pytanie na łożu śmierci, odpowiem tak samo. Prawdopodobnie większych emocji w życiu już nie doświadczę. Wiedziałem, że to będzie historia, która wszystko zmieni. Od tego momentu zależał polski boks. Nasz wybitny komentator Janusz Pindera chciałby skomentować złoto olimpijskie w boksie dla Biało-Czerwonych. Zrobię wszystko, by jego marzenie spełniło się w USA – zapowiedział.Dylak jest przekonany, że zdobywanie kolejnych krążków może być już teraz tylko łatwiejsze. – Złoty medal olimpijski może być łatwiejszy do zdobycia niż wywalczenie srebra we Francji. W Paryżu czekaliśmy na medal 32 lata. Jeszcze dłużej na drugie miejsce, bo aż 44 lata. Musimy uważać na to, żeby opinia publiczna nie pomyślała, że jesteśmy nie wiadomo jak mocnym zespołem. Nie chcę, by presja otoczenia była zbyt duża. Dopiero wchodzimy do światowej czołówki. Kolejne dziewczyny są blisko olimpijskich medali. Musimy zrobić kolejny krok w tym kierunku – przekonywał.Czytaj też: Zapewniła Polsce wygraną i puchar. Teraz nie zagra w kluczowym turniejuNajlepszy szkoleniowiec 2025 roku opowiedział również o tym, czego kibice na co dzień nie widzą.– Praca z kobietami nie jest łatwa. Bywają wymagające momenty. Dziewczyny harują na salach, bo wiedzą, że bez tego nie będzie efektów. Są też zdecydowanie gorsze dni. To normalne. Kluczowe jest, by radzić sobie w chwilach, gdy nic nie idzie po naszej myśli. Gdy nie ma formy, wkradają się: stres, gorsza forma, słabsze wyniki i kontuzje. Wtedy zastanawiam się, czy idę odpowiednią drogą. Analizuję, gdzie popełniam błędy. Jestem osobą, która wyprzedza przyszłość. Staram się myśleć nad tym, co może się wydarzyć. Unikam błędów – mówił.„Koniec z mężczyznami w kobiecym boksie”Polscy kibice nadal mają w pamięci kontrowersyjną decyzję o dopuszczeniu do olimpijskich startów reprezentantki Tajwanu – Lin Yu-Ting. To właśnie ona pozbawiła złota Szeremety. W mediach rozpisywano się na temat jej „męskości”. W tej kwestii nadal pozostaje wiele pytań i niedomówień. Na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że wprowadzony zostanie całkowity zakaz startów w zawodach kobiet osób, które urodziły się biologicznymi mężczyznami, a następnie skorygowały swoją płeć. Pozostaje czekać na oficjalną decyzję komitetu olimpijskiego.– Tak drastyczna sytuacja zdarzyła się właśnie w finale igrzysk olimpijskich. Mocno tego doświadczyliśmy. Wcześniej jedynie po wyglądzie mogliśmy podejrzewać, że coś jest nie tak, jak powinno. Przed walką nie mamy jednoznacznych dowodów na to, że dana „kobieta” jest... mężczyzną. Jako trenerzy jesteśmy przygotowani na to, iż w boksie olimpijskim zdarzają się kobiety wyglądają dość męsko. Rywalka Julki w półfinale w Paryżu też była porównywana do mężczyzn. Wtedy Szeremeta wygrała. W finale już się nie udało. Nie będziemy jednak tolerować sytuacji, w których na sto procent wiemy, że ktoś z faworytów do medali zmienił płeć. Wtedy nie pozwoliłbym zawodniczce wyjść do ringu – podsumował Dylak.– Nie uważam, że ten trend nie będzie rosnący. Lekarze powinni określić czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną. Nie wymagajmy postawienia dobrej diagnozy od trenerów – zakończył.Czytaj też: Kajakarka-żołnierz z góralskim charakterem. Pokonała Świątek i Kubicę