Wiadomość została wysłana.
Gra Pan w golfa?
Nigdy nie miałem kija w ręku. Uprawiam jednak amatorsko wiele sportów. Biegam, skaczę, gram w piłkę nożna a nawet pomimo mego swego wzrostu, w kosza. Robię to, bo uważam, że policjant powinien być sprawny
Pytam o golfa, bo na Dolnym Śląsku skąd Pan się wywodzi, machanie kijem golfowym jest popularnym sportem dla dżentelmenów? Myślę jednak, że golf nie jest popularnym sportem w Polsce. Myślę jednak, że dżentelmena nie poznaje się tylko po golfie.
Jest Pan człowiekiem Schetyny czy Rapackiego?
Nie jestem człowiekiem ani pana marszałka Schetyny ani pana ministra Rapackiego. Mój wybór na Komendanta Głównego Policji został poprzedzony oceną mojej pracy w tym rozwiązań organizacyjnych, z czasów, kiedy byłem komendantem wojewódzkim. Wówczas to m.in. wprowadziłem postępowanie konkursowe na wszystkie stanowiska, zorganizowałem studia podyplomowe z zakresie zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym. Wynegocjowałem z rektorem niższe płatności na nauk. Skorzystało z tego wiele osób, podniósł się poziom kadry. Dziś rozwiązania te stosuję jako Komendant Główny. Dążę do tego, aby osoba wydająca publiczne pieniądze miała pojęcie jak zarządzać jednostką. Te nowości stały się wzorem dla wielu moich kolegów.
Ale zna Pan osobiście Schetynę?
Oczywiście, że tak – przecież jeszcze niedawno był on ministrem odpowiedzialnym za policję.
Poznałem go, kiedy byłem komendantem wojewódzkim. Wtedy to kilka razy był u mnie gabinecie, kiedy organizowałem spotkania ze wszystkimi posłami od lewej do prawej strony politycznej. Dyskutowaliśmy o stanie bezpieczeństwa w regionie. Moje kontakty z panem marszałkiem Schetyną wiązały się tylko z moją pracą i lobbowaniem na rzecz bezpieczeństwa.
A znajomość z ministrem Rapackim?
Kiedy byłem komendantem miejskim we Wrocławiu pan minister Adam Rapacki przez rok był komendantem wojewódzkim. To był i nadal jest bardzo wymagający przełożony. Myślę, że dobrze oceniał moją pracę, także wtedy, gdy byłem komendantem wojewódzkim. Dlatego zaproponował mi objęcie stanowiska Komendanta Głównego Policji.
Do zarządzania policją wrócił Pan z emerytury, czyli jak mówią policjanci z rybek?
Z rybek to akurat nie właściwe oreślenie. Ani przez chwilę nie odpoczywałem po odejściu z policji. Na świecie nikogo nie dziwi, że osoby mające kwalifikacje odchodzą i wracają do tej służby. Kiedy otrzymałem propozycję powrotu na stanowisko komendanta głównego - wyraziłem zgodę. Podjąłem się tego, wiedząc, że do wykonania jest dużo w bardzo trudnym, jak się okazało, okresie. Policja to moja pasja i hobby.
Dla polityków jest Pan wygodnym komendantem. Kiedy odbieryna policji 800 milionów zł nie widziałem, aby huknął Pan pięścią w stół. To dobrze dla polityków mieć takiego szefa policji, który nie będzie ministrowi skakał do gardła?
To prowokujące pytanie. Gdybyśmy przeanalizowali moje wywiady, to zawsze powtarzałem, że policja jest niedofinansowana, że brakuje pieniędzy i nie może trwać to dłużej. Swoje wystąpienia kierowałem także do ministerstwa. Nasz budżet jest bardzo trudny, ale jestem realistą i wiem, jaka jest sytuacja w kraju. Od 10 lat jesteśmy w okresie przejściowym, czyli ciągle niedofinansowani. Musimy pamiętać, że nasi mieszkańcy są bardzo wymagający. Stan bezpieczeństwa, który jest dzisiaj nie będzie zadawalający jutro. Podjąłem się tego zdania i mam nadzieję, że efekty są widoczne dla ludzi..
Nie widzi Pan tego, że jest Pan bezradny wobec sytuacji, kiedy z jednej strony rosną potrzeby bezpieczeństwa obywateli, a pieniędzy coraz mniej?
W ubiegłym roku sytuacja była bardzo trudna, mieliśmy wielkie opóźnienia w płaceniu dodatkowych świadczeń. Pamiętajmy jednak, jaka jest sytuacja gospodarcza na świecie. Trzeba gospodarować tym, co się ma. Dzięki poczynionym staraniom dostaliśmy dodatkowe pieniądze, które pozwoliły nam wypłacić wszystkie zaległe świadczenia i wejść w rok 2010 praktycznie bez zobowiązań finansowych.
Pół roku po Pana przyjeździe do Warszawy, policja spacyfikowała 750 kibiców stołecznej Legii. Kibicie twierdzili, że byli bici, zastraszan,i a cała akcja była nieuzasadniona.
Gdybyśmy nie podjęli interwencji to powtórzyłaby się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy to chuligani roznieśli Starówkę. Po szczegółowej analizie uważamy, że akcja została przeprowadzono wzorowo. Proszę pamiętać, że wszystkie twierdzenia o rzekomym naruszaniu prawa przez funkcjonariuszy bada prokuratura. A prokuratura już dowiodła słuszności naszych działań, kierując do sądów akty oskarżenia przeciwko chuliganom. Jeżeli chcemy walczyć z bandytyzmem, będziemy bardzo stanowczy, ale zawsze działać w ramach prawa.
A propos chuliganów. Za dwa lata na Euro 2012 będzie wielka okazja, aby sprawdzić czego nauczyła się policja?
To chyba nasze największe wyzwanie, dlatego, że imprezy planowane są w całym kraju. We wszystkich polskich miastach będą parki kibica, ludzie będą chcieli się bawić i oglądać mecze.
Z prawdziwymi kibicami nigdy nie ma problemu. Chodzi nam bardziej o tych „kibiców”, których oglądanie meczów mniej interesuje?
Mamy nadzieję, że nie dojdzie do żadnych zamieszek czy bójek między kibicami różnych państw. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że takie zagrożenie jest bardzo realne. Od kilku lat zbieramy już doświadczenie na tego typu imprezach. Nasi policjanci byli na Mistrzostwach Świata w Niemczech w 2006 r. i dwa lata później na Euro w Austrii i Szwajcarii. Te kilka lat to okres wytężonej pracy i zbierania doświadczeń zarówno w polu jak i na konferencjach czy seminariach.
Pewne rozwiązania wymusza na nas UEFA. I tak policja ma zapewniać bezpieczeństwo w miejscach publicznych a nie na stadionach. Na stadionach będą stewardzi, którzy maja zadania informacyjne i zabezpieczające. Na szczęście mamy doświadczenie z dużych imprez, jak choćby papieskie pielgrzymki czy szczyty różnych organizacji. Tego zazdroszczą nam inne policje europejskie. Ponadto sami podjęliśmy zdecydowaną walkę z chuliganami.
Chodzi o wydziały antychuligańskie lub jak ich nazywają policjanci - łowcami szalikowców?
Od dwóch lat budujemy specjalne wydziały do walki z chuliganami. Mogę powiedzieć, że policjanci tych jednostek mają coraz lepsze rozpoznanie. Wydziały prowadzą skuteczną pracę operacyjną w stosunku do stadionowych bandytów. Tworzone są bazy danych najaktywniejszych chuliganów i ich powiązań. Pamiętajmy, że coraz częściej szalikowcy tworzą grupy przestępcze stricte kryminalne: handlują narkotykami, wymuszają haracze i dokonują porachunków. Na pewno wydziały będą doskonale przygotowane do Euro. Ponadto wspomogą nas policjanci z krajów, z których mogą przybyć do nas pseudokibice.
Poza specjalnymi wydziałami, istnieje jeszcze inna formacja policyjna: spottersi. To tacy ludzie, którzy chodzą na mecze i mają ułatwiać kontakt na linii policja-kibice. Ponad 60 funkcjonariuszy przeszło już takie szkolenia. Zaprosiliśmy do współpracy stowarzyszenia kibiców.
W związku z Euro 2012 zmieni się trochę nasza filozofia podejścia do kibiców. Nie trzeba reagować, gdy ktoś się bawi a nawet krzyczy. Może się bawić dopóki nie zagraża ani sobie ani innym. Jeżeli jednak ktoś przekroczy te granice, będziemy działać z całą surowością.
Po latach sądowych batalii policjanci wygrywają przed sądem procesy, w których byli oskarżeni o przestępstwa przez np. świadków koronnych. Jak Pan chce tych ludzi zagospodarować? Tak jak np. Piotra Wróbla, człowieka który zwerbował „Masę” na agenta i stracił 10 lat, aby dowieść, że nie dał się kupić gangsterom.
Jestem po rozmowie z panem Wróblem. Zaprosiłem go do siebie i ustaliliśmy m.in., że po prawomocnym wyroku, jeżeli jeszcze będzie zainteresowany, to wróci do policji. Bardzo mi zależy, aby policjanci, których skrzywdzono niesłusznym oskarżeniem, po oczyszczeniu się, mogli wrócić do naszych szeregów.
Pamięta pan przypadek komendanta Szczeklika, którego oskarżono o branie łapówek?
Oskarżenie było fałszywe i wrócił do nas. Tak będzie i z Wróblem. W 2008 r. zwróciłem się do prokuratury o objęcie nadzorem spraw, w których pod adresem policjantów były kierowane zarzuty. Zwłaszcza przez osoby będące w konflikcie z prawem. Poprosiłem o dokładną analizę takich spraw. Jednocześnie poleciłem komendantom wojewódzkim, aby w przypadku zarzutów wobec funkcjonariuszy – kiedy nie są one oczywiste - bardzo starannie analizowali materiały i dowody. Aby zastanowili się, czy można podjąć dodatkowe czynności mające na celu obronę policjanta.
Czy oskarżani policjanci będą mogli liczyć na adwokata z firmy? Niedawno po raz kolejny uniewinniono dowódców policyjnej akcji w podwarszawskiej Magdalence. Musieli sami walczyć o swój honor.
Wspomagamy ich przyznając im zapomogi. To od nich zależy czy przeznaczą ją na opłacenie obrońcy.
Chcielibyśmy taką zasadę wprowadzić do naszych przepisów. Oczywiście nie oznacza to, że będziemy chronić tych, którzy złamią prawo. Dla takich ludzi nie będzie litości ani miejsca w policji.
Mamy nadzieję, że w nowej ustawie o czynnościach operacyjnych czy ustawie o policji znajdą się takie uregulowania prawne, które nie będą pozwalały na dowolne interpretację tylko dadzą prawną ochronę funkcjonariuszowi.
Przy okazji sprawy Magdalenki rozgorzała dyskusja o braku instrukcji użycia policyjnych snajperów. Rzekomo do dzisiaj nie wiadomo jak to ma działać?
Przepisy prawa winny być przejrzyste dla policjanta i dla osób stojących po drugiej strony barykady. Każdy, kto łamie oprawo musi wiedzieć, że policjant ma prawo użyć środków równoważnych do zagrożenia. W tym także broni. Snajper jest takim samym funkcjonariuszem jak inni, tylko lepiej wyszkolonym. To jest jego osobista decyzja. Zatem on decyduje czy i kiedy nacisnąć spust.
Nie sądzi pan, że skoro zostawia się ocenę policjantowi liniowemu, to może on bać się ryzykować prokuratorskie zarzuty, skoro to na nim spocznie odpowiedzialność? Snajper nie jest jednak w takiej samej sytuacji jak policjant stojący oko w oko z przestępcą.
Snajper nie będzie dostawał żadnego polecenia. Policjant musi mieć odwagę działać. Jeżeli nie jest pewien, że robi dobrze to znaczy, że nie powinien strzelać. Z drugiej strony ważne jest także, aby dowódca był na miejscu akcji. Takie błędy popełniliśmy w Kosowie w 2008 r. Zanim podjęto decyzję o użyciu broni gładkolufowej już było za późno, aby do tej broni dojść. Dlatego musimy działać według jasnych procedur, które konkretnie wskazują na odpowiedzialność konkretnych osób za konkretne działania.
Nie widzi Pan, że policjanci często boją się pewnych działań? Czy znormalizowanie przepisów może ten strach przełamać? Czy wyeliminuje także pomyłki jak np. w Łodzi, kiedy szturmowcy pomylili mieszkanie?
Jak mówiłem policjanci muszą wiedzieć, że jeżeli działają zgodnie z przepisami, mogą liczyć na naszą ochronę. Naszym celem jest służyć społeczeństwu. Takie wydarzenia jak z Łodzi, kiedy doszło do pomyłki w działaniu AT zdarzają się i niestety będą zdarzać dalej. Dlatego też chcemy, aby wszystkie działania AT były filmowane. Nie dla pokazania, ale jako dokumentacja naszych działań. Docelowo będziemy dążyli, aby każdą czynność operacyjna też była nagrywana i w razie, czego te nagrania były do dyspozycji prokuratury czy sądu. My się tego nie boimy.
W Polsce ludzie nie boją się Policji?
Na całym świecie ludzie nie boją policji, choć tak się tłumaczą jak coś pójdzie nie tak. Ludzie muszą się jednak nauczyć, że polecenie funkcjonariusza trzeba wykonać i nie ma miejsca na dyskusję. Tego też muszą się nauczyć sami policjanci.
Co Pana najbardziej boli?
Marzę o stabilnej sytuacji finansowej takiej, która pozwoli nam planować przedsięwzięcia strategicznie na wiele lat do przodu. Tak ma być w nowej ustawie modernizacyjnej, która chociażby daje nam stały procent PKB. Do stanu ideału potrzebujemy 103 tys. policjantów a od dekady liczba funkcjonariuszy to 97-98 tys. Każdy dołek musi jednak się kiedyś skończyć.
Rozmawiali: Jerzy Jachowicz, Rafał Pasztelański
55-letni Andrzej Matejuk był komendantem wojewódzkim policji we Wrocławiu od grudnia 2000 r. do maja 2007 r. Został nim, gdy obecny wiceminister SWiA Adam Rapacki - ówczesny szef dolnośląskiej policji - został zastępcą komendanta głównego. Wcześniej kierował komendą miejską.
W maju ubiegłego roku sam złożył raport o przejście na emeryturę (szefem policji był wówczas Konrad Kornatowski); media donosiły jednak, że został do tego zmuszony. Przyczyną miały być "wpadki" jego podwładnych.
Po odejściu z policji Matejuk pracował w firmie telekomunikacyjnej, gdzie zajmował się ochroną danych. Był dotąd prezesem klubu sportowego Gwardia. O tym, że zostanie nowym szefem policji, mówiono nieoficjalnie już od momentu, gdy szefem MSWiA został Grzegorz Schetyna, a wiceszefem nadzorującym policję Rapacki.