Strona główna » Opinie » Wywiady
Ryszard Krauze

Pogłoski o mojej śmierci dalece przesadzone

Autor: MAD
  • A
  • A
  • A
20:20
24.07.2009
Jesteśmy blisko dna kryzysu - mówi w rozmowie z TVP Info Ryszard Krauze
fot
Ryszard Krauze (Fot. PAP/Radek Pietruszka)

Z Ryszardem Krauzem, biznesmenem, rozmawia Maria Stepan

Co pan robił, jak pana nie było przez ostatnie dwa lata?

Ciężko pracowałem.

Nie lubi pan mediów, nie udziela wywiadów. Teraz zgodził się pan porozmawiać pod warunkiem, że będziemy rozmawiać tylko o gospodarce. To rozmawiajmy: ile pan stracił na kryzysie?

Nie liczyłem, bo to nieistotne.

Renomowany magazyn „Forbes” szacuje, że pana majątek stopniał w ciągu roku z 1 mld 300 mln dolarów do 200 mln dolarów. Jak się czuje człowiek, który stracił tyle pieniędzy?

Jak długo mogę pracować i oglądać rozwój swoich spółek, wszystko jest w porządku.

To nie pierwsze wahnięcie w pańskiej działalności gospodarczej…

Każda działalność gospodarcza charakteryzuje się fluktuacjami. Są czasy lepsze i gorsze. Teraz nałożyło się ryzyko ogólne z kryzysem gospodarczym. Ale myślę, że wszystko się powoli stabilizuje.

Czy potwierdza Pan szacunki „Forbesa” co do swojego majątku?

Nie jestem w stanie tego oszacować.

Rok temu mówiło się, że pan zbankrutował. Dowodem miała być wyprzedaż kolekcji pańskich obrazów - sprzedał pan 40 płócien ze swojej kolekcji. To prawda?

Powiem krótko: pogłoski o mojej śmierci są zdecydowanie zbyt wczesne i głęboko przesadzone.

Podpisał Pan umowę z jedną z najwieszych firm farmaceutycznych na świecie – na sprzedaż pańskiego produktu na rynku chińskim. Jak pan przekonał „Bayer” do takiej transakcji?

To nie było aż tak trudne. Insulina Biotonu jest na najwyższym światowym poziomie, a Bayerowi do wypełnienia oferty brakowało jedynie insuliny klasycznej. Oceniono jakość produktu, do tego doszedł fakt, że mamy rejestrację na rynku chińskim, co jest długotrwałym procesem – to wszystko sprawiło, że staliśmy się dla „Bayera” atrakcyjnym partnerem.

Jak się panu udało dostać na chiński rynek? To chyba trudne?

Bardzo trudne. Decyzję podjęliśmy pięć lat temu, pozyskaliśmy partnera.

Czemu innym się nie udaje?

Nie wiem. Może dlatego, że trzeba w to włożyć bardzo dużo pracy, serca, no i mieć dobry produkt.

Rynek w Polsce już panu nie wystarcza?

Żeby firma się rozwijała, musi szukać dużych, potencjalnie rosnących rynków zbytu. Dlatego, obok Chin, koncentrujemy się na Rosji i państwach Wspólnoty Państw Niepodległych.

W Rosji ma pan już fabrykę.



Tak, ale ze względu na trudna sytuację na rynku inwestycyjnym, zdecydowaliśmy sprzedać tę fabrykę. Nie jest ona niezbędna do tego, żeby mieć silną pozycję na rynku.

Czyli będzie pan produkował insulinę w Polsce, a sprzedawał za granicą?

Dokładnie tak.

A fabryki za granicą pan sprzeda?

Wszystkich decyzji jeszcze nie ma. W Rosji sprzedamy. A w Chinach? Tamtejsza fabryka jest istotnym elementem stabilizującą naszą pozycję, ale co do finalnej decyzji poczekajmy dwa, trzy miesiące.

Czy insulina w Chinach będzie się ukazywała pod marką „Biotonu” czy „Bayera”?

To będzie wspólny brand.

Jak by pan przekonał polskich przedsiębiorców, że rynek chiński jest wart zabiegów?

To, że tam weszliśmy, jest najlepszą zachętą. I świetną promocją Polski. Jeśli się ma dobry produkt, trzeba próbować. Nie jest to aż tak trudne, jak się innym wydaje.

To dlaczego jednym się udaje, innym nie?

Tak już w życiu jest…

Rynek chiński to podobno czterdzieści milionów pacjentów potrzebujących codziennej insuliny. To więcej, niż mieszkańców Polski. Potwierdza pan tę liczbę?

Tak, to prawda.

Nowymi akcjonariuszami pańskiej spółki są panowie Zygmunt Solorz i Jerzy Starak. W jednym z wywiadów powiedział pan o Solorzu: „Wejście prezesa Solorza miało zarówno dla mnie, jak i dla Biotonu ogromne znaczenie. W bardzo trudnym momencie zachował się, jak najbardziej sprawdzony partner i przyjaciel”. Co to za „trudny moment”?

Był to trudny moment i dla mnie, i dla spółki. Nie chcę tego rozwijać, mogę tylko potwierdzić, że pan prezes wniósł niezwykle ważne doświadczenie.

Wczoraj Warszawski Indeks Giełdowy pobił rekordy wzrostu. Czy to koniec kryzysu?

Trudno powiedzieć. Ale myślę, że jesteśmy blisko dna. Rynek kapitałowy wyprzedza o jakieś 6-12 miesięcy realną gospodarkę. Skłonny jestem sądzić zatem, że jest to oznaka wychodzenia z kryzysu.

Nasz rząd radzi sobie z kryzysem?

Myślę, że radzi sobie bardzo dobrze.

Na forum

Jaki jest sens robienia tych manifestów i strajków pod krzyżem??...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: