Wiadomość została wysłana.
Z prof. Wiesławem Godzicem rozmawia Krzysztof Lubczyński
Czy spór o krzyż zmieni Polskę psychologicznie, mentalnie, społecznie, jak sugeruje część komentatorów?
Coś ważnego się narodziło. Patrzę na to przez pryzmat popkultury. Obserwujemy fenomen polegający na tym, że młodzi ludzie poczuli władzę kulturową, symboliczną. Zobaczyli, jak stary i zmurszały jest świat ludowego katolicyzmu, z jego powtarzaniem tych samych formuł. Zobaczyli, że nie mają z tamtymi ludźmi wspólnego języka. Ci młodzi ludzie są o krok od zorganizowania się. Myślę, że wyrazi się to w walce popkultury z kulturą dominującą.
Istotnym elementem kultury tradycyjnej w Polsce jest katolicyzm i popkultura musi się z nim zmierzyć, musi go przedrzeźniać, musi pokazać inną skalę wartości. Ci młodzi ludzie poczuli swoją siłę, a to jest pierwszy krok do tego, by byli bardzo poważnie traktowani przez polityków.
Mamy więc z jednej strony ludzi zachowujących się w bardzo starym stylu, „oldskulowym”, jak mówi młodzież, a po drugiej tych, którzy chcą żyć w Polsce nowoczesnej. Ci ostatni po raz pierwszy tak silnie pokazali swoją moc, siłę stawiania warunków i możliwość ustanowienia porządku według ich wartości.
Zrodzi się z tego ruch społeczny, polityczny?
Nie, to nie te metody. To raczej spojrzenie dystansujące się od tradycyjnego życia politycznego, od „cyrku na Wiejskiej”. To komunikat tej treści: będziemy was kontrolować przez nasze blogi, demonstracje, facebooki, itd. Zmuszą polityków do uważnego badania tych nastrojów.
Będzie to też powstrzymywało polityków przed działaniami przesadnymi, uświadomi im, że nie ma powrotu do tradycyjnej Polski ze starym typem katolicyzmu. Będzie to adresowane także do Kościoła, który w tych minionych tygodniach zasłużył na bardzo niską notę i wyjdzie tego konfliktu mocno sponiewierany, straci trochę wiernych, będzie mocniej kontestowany.
A co z „obrońcami krzyża”? Jeśli zostanie on zabrany sprzed pałacu, to oni odbiorą to jako ciężką porażkę, wielkie upokorzenie. Jakie będą tego konsekwencje?
Procesy społeczne są nieodgadnione, ale myślę, ze spowoduje to zaistnienie nowej, skrajnie fundamentalistycznej formacji katolików.
W tej sytuacji potrzebna nam jest dyskusja nad tym, co to jest wolność religijna, co to jest obraza uczuć religijnych etc. Mamy konsekwencje braku prawdziwej dyskusji na ten temat. Krzyż ułożony z puszek po piwie to też jest asumpt do pytania o to, czym jest polski katolicyzm, o postać Chrystusa, o to, do kogo kierował on swoją naukę, że także do maluczkich, którzy na co dzień się zapijają i żyją w biedzie.
To zdarzenie zmusza nas, by o tym pomyśleć. Ono może spełnić role drożdży, ale trzeba baczyć, by nie wyrósł z tego ciasta zakalec. Myślę, że o przełomowej wadze tego zdarzenia przekonamy się lepiej za dwa-trzy lata niż teraz. Będzie ono takim punktem odniesienia, do którego zwracać się będą strony sporu. Myślę, że wtedy też lepiej zobaczymy, jak zmienił się polski katolicyzm.
„Obrońcy krzyża” zyskali niespodziewany sukurs ze strony Marii Szyszkowskiej i Kazimiery Szczuki, które choć znane z krytycyzmu wobec Kościoła i klerykalizmu, wyraziły sympatię dla tych ludzi, motywowaną względami wolnościowymi i wrażliwością na upokorzenie jakiego ci biedni na ogół ludzie doznają ze strony liberalnej opinii publicznej. Jak postrzega Pan ten aspekt zjawiska?
W tym się wyraża różnica perspektywy spojrzenia. Czym innym są kwestie polityczne, a czym innym zagadnienie kondycji ludzkiej.
Istnieje jednak pewien porządek społeczny, stworzony przez hierarchię zadań i zjawisk. Jestem za tym, żeby ludzie dyskutowali i spierali się o wszystko, ale gdy forma i miejsce ekspresji ich poglądów dezorganizują życie tysiącom ludzi, to ja mówię: nie.
Ja też w jakimś stopniu sympatyzuję z tymi ludźmi, mam dużo współczucia dla biedy, wierzę w ich szczerość, nie sądzę by byli nasłani, z satysfakcją nie dostrzegam też wśród nich chęci wykreowania się w mediach. Rozumiem też, że może przemawiać do wyobraźni obraz obrony krzyża przez grupę Reytanów przed otaczającym ich szyderczym tłumem. Nie można jednak dyskutować na torach, po których ma jechać pociąg, nie można anarchizować życia społecznego.
Skoro w tej sprawie tak naprawdę nie chodzi o sacrum, to o co chodzi?
Między innymi o ekonomiczne efekty transformacji. Przecież „obrońcami krzyża” nie są biznesmeni, ludzie którzy wygrali na transformacji, lecz ci, którzy na niej przegrali. W tym kociołku są bardzo różne zapachy. Zmieszana jest w nim cała Polska. Zobaczmy, choćby co stało się z „Solidarnością”, która przekształciła się z ruchu wolnościowego w XIX-wieczny związek roszczeniowy, zobaczmy, co stało się z Kościołem katolickim, jakie są nastroje młodego pokolenia. Zobaczmy, że nie istnieje pokolenie JP II. To zdarzenie pokazało też, jak wiele mamy spraw niezałatwionych.
Rozmawiał: Krzysztof Lubczyński