Strona główna » Opinie » Wywiady
Grażyna Gęsicka

Nie czuję się paprotką!

Autor: rozm. Marcin Dzierżanowski
  • A
  • A
  • A
07:46
09.02.2010
W Sejmie powinno powstać przedszkole dla dzieci parlamentarzystów. Byłoby to rozwiązanie bardziej skuteczne niż parytety - mówi w rozmowie z portalem tvp.info Grażyna Gęsicka, przewodnicząca klubu parlamentarnego PiS.
Z Grażyną Gęsicką, przewodniczącą klubu parlamentarnego PiS, rozmawia Marcin Dzierżanowski

Rozmawia pani z Przemysławem Gosiewskim?

Oczywiście. Dlaczego mam nie rozmawiać?

Pani nominacja na szefową klubu chyba nie była dla niego zbyt miłą nowiną. Gdy Jarosław Kaczyński ją ogłaszał, Gosiewski miał łzy w oczach.

To zrozumiałe, że Przemkowi było przykro, tym bardziej, że był świetnym szefem klubu. Nie odczułam jednak, żeby miał do mnie żal. Dostał inne zadania. Zresztą decyzję prezesa, że to ja obejmę kierownictwo klubu, poprzedziły wspólne z nim uzgodnienia i długie rozmowy.

To dlaczego musiał odejść? Niektórzy twierdzą, że przez aferę hazardową.

Nieprawda. Po prostu dostał inne zadania - stoi na czele zespołu pracy państwowej, co na pewno nie jest degradacją ani usunięciem się w cień. Przemek przekazał mi wszystkie sprawy klubu, wprowadził w obowiązki. Szukanie między nami konfliktu nie ma sensu.

Pani nominację część komentatorów oceniła jako wizerunkową. Jest pani pierwszą kobieta na czele klubu parlamentarnego w historii Sejmu.

Z tym wizerunkiem to jakaś dziennikarska obsesja. W polityce naprawdę liczą się jeszcze inne rzeczy, niż wizerunek. Nie czuję się paprotką, bo nie wzięłam się znikąd. Zarządzałam dużym ministerstwem, kierowałam znacznie większą liczbą osób, niż obecnie.

Ale dotąd nie była pani klasyczną działaczką partyjną.

Mimo to widocznie uznano, że mam predyspozycje.

I weszła pani na dobre do polityki, choć dotąd miała wizerunek bardziej eksperta niż działacza. Połknęła pani politycznego bakcyla?

Na pewno polityka mnie wciągnęła.

Ma pani strategię na zbliżające się trzy kampanie wyborcze: samorządową, prezydencką i parlamentarną?

Klub nie realizuje własnej strategii, choć, oczywiście, w jakiś sposób wspiera partię w prowadzeniu kampanii. Jeśli chodzi o wybory samorządowe, to postawa klubu będzie jasna: chcemy namawiać posłów, by startowali w wyborach samorządowych. Wyniesione z Sejmu doświadczenie dużej, krajowej polityki może się okazać w samorządzie niezwykle cenne.

Nie boicie się odpływu znanych nazwisk z Sejmu?

Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że w miejsce posła, który traci mandat, automatycznie wchodzi osoba z tej samej listy. Ci nowi posłowie będą mieli jeszcze dwa lata na zdobycie parlamentarnych szlifów. To dla nas duża szansa na podniesienie jakości partyjnych kadr przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, które zamierzamy wygrać.

Na razie sondaże pokazują, że bardziej prawdopodobne są kolejne cztery lata w ławach opozycyjnych...

Sondaże powoli ewoluują. Większość w korzystnym dla nas kierunku.

Bardzo wolno. Momentem zwrotnym miała być hazardowa komisja śledcza. Już widać, że nie będzie.
Opinia publiczna reaguje na pewne wydarzenia z opóźnieniem. Nie znamy jeszcze wszystkich efektów afery hazardowej, zresztą śledztwa parlamentarne i prokuratorskie trwają... A dowodem na to, że poważnie myślimy o przejęciu władzy, jest zespół pracy państwowej, którego prace organizuje Przemysław Gosiewski.

W sejmowych kuluarach słychać plotki, że Jarosław Kaczyński ogłosi pani kandydaturę na premiera. Co pani na to?

Nie będę komentowała kwestii Inflant ani gruszek na wierzbie. Rozmawiałam z prezesem i powiedział mi, że po wygranych przez PiS wyborach to on chce objąć tekę premiera, więc wszelkie spekulacje na ten temat wydają się bez sensu.

A spekulacje na temat koalicji PiS-SLD? Wielu mówi, że coraz lepiej wam się współpracuje...

Nasze partie są bardzo odległe, więc mówienie o naszej koalicji to także gruszki na wierzbie.

Jednak w kilku sprawach ze sobą współpracujecie: media publiczne, komisja śledcza...

Platforma Obywatelska przyjęła założenie, że opozycja nie może nic. Choćbyśmy złożyli najmądrzejszy projekt ustawy czy zaproponowali najrozsądniejszy pomysł, PO i tak wytrzebi go do gruntu. W tej sytuacji partie opozycyjne, choćby miały różny program, muszą w pewnych sprawach ze sobą współpracować. W komisji śledczej SLD i PiS mają wspólny cel - nie pozwolić Platformie zamieść sprawy pod dywan. Także w sprawie mediów publicznych cel jest oczywisty - nie pozwolić partii rządzącej ich zniszczyć.

Będzie jakaś wspólna inicjatywa?

Grzegorz Napieralski złożył przed kilkoma dniami propozycję likwidacji abonamentu i finansowania mediów publicznych z odpisów od podatków CIT i PIT. To krok w dobrym kierunku. Niedługo ruszą rozmowy ekspertów SLD i PiS na temat tej inicjatywy. Niewykluczone, że po wyeliminowaniu wątpliwości dotyczących konstytucyjności niektórych przepisów, moglibyśmy nawet złożyć wspólny projekt w tej sprawie.

Który koalicja rządowa zapewne odrzuci...

Wszystko zależy od postawy PSL. Jesteśmy już po pierwszych rozmowach z tą partią. Wygląda na to, że ludowcy są otwarci na rozmowy w tej sprawie. W tej dziedzinie zachowują się o wiele bardziej odpowiedzialnie, niż Platforma.

A co pani, jako kobieta, myśli o wprowadzeniu ustawy parytetowej?

Początkowo byłam sceptyczna. Jestem zwolenniczką udziału kobiet w polityce, ale parytet wydaje mi się narzędziem prymitywnym i sztucznym. Spowoduje, że do polityki wejdą kobiety w specyficznej sytuacji życiowej - bezdzietne, często bez rodziny lub mające bogatych mężów. W tej sytuacji znaczna część kobiecego potencjału intelektualnego i tak pozostanie poza polityką. Uważam, że kwestii zbyt małej reprezentacji kobiet w polityce nie można sprowadzić wyłącznie do walki płci. Innymi słowy, nie jest tak, że nie idziemy do Sejmu, bo nas faceci blokują.
A dlaczego?

Kariera polityczna dla kobiety, która ma dzieci i rodzinę, jest bardzo trudnym wyborem. Posłanka przyjeżdżająca na tydzień do Sejmu jest skazana na to, że nie będzie się przez ten czas widziała z dzieckiem. Jeśli nie jest bardzo bogata albo nie ma wielkiej rodziny, która jest skłonna jej pomóc, na luksus bycia posłanką praktycznie nie może sobie pozwolić.

Jest jakiś sposób?

Czasem mogłyby pomóc proste rozwiązania. Uważam, że w Sejmie powinno powstać przedszkole dla dzieci parlamentarzystów. Być może byłoby to rozwiązanie w wielu przypadkach bardziej skuteczne niż parytety.

Czyli PiS będzie przeciw parytetom?

Sprawę omówimy na wtorkowym posiedzeniu klubu. Już teraz jednak widać, że w sprawie parytetów PiS jest mocno podzielony. Mamy sporo przeciwników, ale jest też grono zwolenników. Należą do nich tacy posłowie jak Joanna Kluzik-Rostkowska, Beata Kempa, Marek Kuchciński, Mariusz Kamiński czy Adam Hofman.

Pani konsekwentnie jest przeciw?

Jestem otwarta na dyskusję. Podtrzymując wszystkie wcześniejsze zastrzeżenia wobec parytetów, coraz bardziej jestem skłonna je poprzeć. Być może taki ułomny, prymitywny mechanizm pomagający kobietom jest lepszy, niż żaden.

Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: