Chcę wierzyć w szczerość gestów premiera Putina i dałem temu wyraz także w moim filmie – mówi w rozmowie z Grażyną Torbicką reżyser Andrzej Wajda.
Grażyna Torbicka: Ten dzień połączył nas w smutku i żalu. Każdy z nas inaczej go będzie pamiętał, ale każdy z ofiarami wiążę wspomnienia. To były postacie powszechnie znane. Pan także miał wśród ofiar przyjaciół, bliskich znajomych.
Andrzej Wajda: Tak, to pani senator Krystyna Bochenek, żona profesora Bochenka, który przed laty operował mnie w związku z chorobą serca. Andrzej Skąpski, który był prezesem Federacji Rodzin Katyńskich i który całe życie poświecił tej sprawie. To także Andrzej Przewoźnik, któremu pamięć o polskich ofiarach została powierzona i który dla tej pamięci zrobił wszystko.
Wiele czasu pan z nim spędził przygotowując film „Katyń”.
To prawda. Bolesna dla mnie jest także śmierć wiceministra kultury Tomasz Merty, który prowadził wiele spraw muzealnych i dzięki któremu wiele problemów w tej kwestii zostało rozwiązanych. Będzie mi brakowało tych ludzi.
7 kwietnia był pan w Katyniu. To dzień, z którym wiązał pan i wyrażał wiele nadziei na pojednanie polsko - rosyjskie.
Słyszałem przemówienia obu premierów. Muszę powiedzieć, że to, co powiedział premier Putin, głęboko zapadło w mojej pamięci. Często się mówi, ze nie padło słowo „przepraszam”. Ale dlaczego dla sprawy katyńskiej nie mielibyśmy mieć innego słowa? Może te słowo jest niewystarczające? W każdym bądź razie czułem, ze to przemówienie zmierza to kontynuacji. Do tego, żebyśmy nie słyszeli, że zbrodnia katyńska jest zbrodnią pospolitą, która się przedawniła, bo to jest przecież nieprawda. Jest to bowiem nie ulegająca przedawnieniu zbrodnia wojenna i my chcemy, żeby ta tragedia została wyjaśniona do końca. Poza tym nigdy się nie spodziewałem decyzji, że mój film będzie pokazany w rosyjskiej telewizji w związku z tymi obchodami. To było dla mnie ogromne zaskoczenie. To stanowi jasny sygnał, że rozmowy w sprawie Katynia przerwane w 2004 roku, będą kontynuowane, a to jest przecież dla obu stron konieczne.
Czy sądzi Pan, że tragedia, której doświadczyliśmy w sobotę może w jakiś sposób przyczynić się do dalszego pojednania Polski z Rosją?
Jestem głęboko przekonany o tym, że tragedia katyńska znajdzie swoje wytłumaczenie i wyjaśnienie. Ale wydaje mi się, że w ostatnich dniach byliśmy także świadkami czegoś, czego nie mogliśmy przewidzieć, a co nagle poruszyło moje serce, gdy byłem w lesie katyńskim 7 kwietnia. Na wprost wejścia do tego lasu zobaczyłem olbrzymi krzyż prawosławny. Udaliśmy się wszyscy najpierw na groby polskich oficerów, ale potem premier Putin wrócił do tego krzyża i złożył przy nim kamień węgielny pod budowę prawosławnej świątyni. Może więc, my którzy walczyliśmy o to, by ta zbrodnia nie została zapomniana, wskazaliśmy naszym braciom Rosjanom, żeby oni też o swoich zmarłych nie zapominali, że to jest obowiązek, który istnieje i którego wyrzec się nie wolno.
Dzisiaj świat patrzy na tę tragedię jednak przez pryzmat tej strasznej katastrofy lotniczej, przez pryzmat śmierci polskiego prezydenta i też jest coś symbolicznego w tym fakcie, że pamięć o śmierci Lecha Kaczyńskiego będzie świadczyć w sprawie losu polskich oficerów, choć staramy się przecież nie łączyć tych dwóch tragedii.
Podobna katastrofa lotnicza mogła zdarzyć się w wielu innych okolicznościach i sytuacjach. Zbrodnia katyńska jest zbrodnią katyńską, ale ponieważ prezydent dążył do tego, aby tam być, żeby uklęknąć w tym miejscu przed tymi grobami, ponieważ czuł taką potrzebę, a z nim ci wszyscy, którzy lecieli tym samolotem, to dlatego te wszystkie dramatyczne wydarzenia są ogromnie przejmujące.
W związku z tym, co przeżywamy i że pański film pokazała właśnie teraz telewizja rosyjska, obraz ten zaczyna nabierać nowego znaczenia.
Nie miałem specjalnych nadziei, że film będzie np. kupiony i przeznaczony do kinowej dystrybucji, bo jest on fragmentem pewnej większej całości związanej z pytaniem, czy będzie wyjaśniona zbrodnia katyńska i czy będzie ona uznana zgodnie z prawdą za zbrodnię wojenną ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tymczasem mój film mógł zobaczyć każdy Rosjanin. Mam nadzieję, że za tym pójdą dalsze kroki, których oczekujemy.
Mówiąc o naszych oczekiwaniach ma pan na myśli dalsze pojednanie i zawiązane przyjacielskich stosunków polsko-rosyjskich opartych na wyjaśnieniu kwestii katyńskiej?
Dokładnie tak.
Wszyscy mamy w oczach gest premiera Putina, który uściskał polskiego premiera, gdy ten przyjechał na miejsce tragedii. Tam nie było widać żadnych dyplomatycznych zachowań. Czy możemy wierzyć w szczerość tych gestów?
Chcę w to wierzyć i dałem temu wyraz także w moim filmie, kiedy pokazuję rosyjskiego oficera, który ratuje żonę polskiego oficera. Gdy NKWD łomocze do drzwi, on jej daje szansę, żeby się ukryła i uciekła, bo przecież jednego dnia wywieziono tysiące polskich oficerów do Kazachstanu. Zdecydowałem się na ten akcent z dwóch powodów: po pierwsze, że jest to prawdziwa historia, a po drugie - w Armii Czerwonej służyli przecież także wspaniali Rosjanie i w wielu przypadkach życie wobec nich było dużo bardziej okrutne, niż wobec Polaków. Z całą premedytacją chciałem, żeby taka osoba pojawiła się w filmie i ona jest zapowiedzią tych gestów, których jesteśmy właśnie świadkami.
Rozmawiała Grażyna Torbicka