Strona główna » Opinie » Wywiady
Bartosz Arłukowicz

Fascynuje mnie duża polityka

Autor: Marcin Dzierżanowski
  • A
  • A
  • A
14:52
29.01.2010
Nie wykluczam, że w przyszłości wstąpię do SLD. Nie chciałbym zostać zaszufladkowany jako ekspert od hazardu. Fascynuje mnie duża polityka - mówi w rozmowie z tvp.info poseł Bartosz Arłukowicz (Lewica).
ddd
Fot. PAP/Bartosz Arłukowicz
Z Bartoszem Arłukowiczem , posłem Leiwcy, członkiem hazardowej komisji śledczej, rozmawia Marcin Dzierżanowski

Leszek Miller powiedział o Panu w Radiu Zet: „Jest w niebezpieczeństwie przekroczenia cienkiej linii, poza którą zaczyna się gwiazdorstwo polityczne”. Zgadza się Pan?

Problem w tym, że to dziennikarze nazwali mnie gwiazdą. Ja tego określenia nie lubię. W ogóle uważam, że w Polsce za szybko można zostać okrzykniętym gwiazdą. Ja po prostu staram się rzetelnie pracować w komisji śledczej. Niczego nadzwyczajnego nie robię.

Ale czasem pan gwiazdorzy.

Kiedy na przykład?

Zadając pytanie do ministra Derdziuka o znajomość z Kazikiem Staszewskim. Wiedział Pan, że wszyscy dziennikarze to podchwycą.

Nawet o tym nie pomyślałem. Po prostu strasznie mnie ta sprawa interesowała. W pewnym momencie zauważyłem, że przewodniczący komisji chwilowo się zdekoncentrował i może nie uchyli mi tego pytania. Udało się wstrzelić w odpowiedni moment i minister Derdziuk odpowiedział. A więc podwójny sukces: zaspokoiłem swoją ciekawość i przechytrzyłem Mirosława Sekułę (śmiech).

Łatwo go przechytrzyć?

Trudno, bo jest niezwykle czujny. Cały czas go kątem oka obserwuję, starając się wyczuwać jego emocje, nastroje. Kiedy się na chwilę lekko wyłącza, przechodzę do działania.

A tak poważnie: pan też ma dość Sekuły?

Staram się nie oceniać innych członków komisji. Ale organizacja naszej pracy jest fatalna. Kilkunastogodzinne przesłuchania uniemożliwiają nawet zapoznanie się z dokumentami, które przychodzą do komisji. Muszę pracować po nocach, rzadko się kładę przed trzecią. To nie są komfortowe warunki prowadzenia śledztwa.

To nieudolność czy celowe działanie utrudniające wam pracę?

Oczywiście, że celowe działanie. Przewodniczący Sekuła kilka razy powiedział wprost, że jego celem jest jak najszybciej przez to wszystko przejść.

Dziwi mu się Pan? Media i opozycja jeżdżą po nim jak po łysej kobyle.

Ale przecież nie bez powodu! To nie dziennikarze ani politycy opozycji każą mu się tak zachowywać.

Czy w tej sytuacji jest szansa na wyjaśnienie afery?

Wierzę, że tak. Kolejne zeznania dorzucają kolejne elementy do puzzli, które sobie w głowie układam.

Co jest dla Pana ważniejsze: wyjaśnić sprawy związane z ustawą hazardową czy kwestię domniemanego przecieku?

Ta afera od początku miała dwa tory. Dla mnie ważniejszy jest jednak wątek przecieku. To, że czołowi politycy PO mieli dziwne kontakty z biznesmenami i próbowali wpływać na proces legislacyjny, to kwestia słabości ludzkich charakterów. Ale wyciek informacji z ważnego śledztwa to kwestia słabości nie tylko ludzi, ale i państwa.
Zgadza się Pan z teorią Mariusza Kamińskiego, że przecieku dokonał Donald Tusk?

Mam zasadę, że nie formułuję hipotez w trakcie śledztwa, a już na pewno nie rzucam oskarżeń. Najpierw musimy się przekonać, czy rzeczywiście był przeciek. Później dopiero badać, skąd.

To chyba oczywiste, że był.

Jest faktem, że pewnego dnia bohaterowie afery przestają ze sobą rozmawiać. Nagle tłumaczą, że muszą uważać, bo interesuje się nimi „KGB, CBA”.

Od początku bada Pan też dziwne ruchy związane z ustawą, które miały miejsce na przełomie lipca i sierpnia, a więc dwa tygodnie przed rozmową Tuska z Kamińskim.

Bo jest dziwne, że ustawa nagle ląduje w koszu. Niespodziewanie minister Boni dzwoni do będącego na urlopie ministra Kapicy i nakazuje mu podjęcie pilnych prac nad ustawą. A przecież oficjalnie nikt, poza Tuskiem, Cichockim i Kamińskim, nie wie o śledztwie CBA.

Padają sugestie, że działania „pisowskiego” CBA mogły być obserwowane przez „platformerskie” ABW.

Faktem jest, że ABW interesowała się branżą hazardową. Gdyby się okazało, że ABW ostrzegła polityków przed śledztwem CBA, byłby to oczywisty skandal. Mam nadzieję, że tak nie było. Służby powinny walczyć z przestępcami, a nie ze sobą nawzajem. Na razie nie można tego rozstrzygnąć, ale na pewno trzeba to rzetelnie zbadać.

Praca w komisji śledczej wypromowała Pana medialnie. Jak Pan zamierza odciąć od tego kupony?

W ogóle o tym nie myślę. Skupiam się na pracy w komisji.

Proszę nie żartować. Nie ma polityków bez ambicji.

Ale ja nie twierdzę, że nie mam ambicji! Twierdzę, że nie mam czasu. Tempo prac komisji sprawia, że nie mam kiedy myśleć o swojej karierze.

Pojawiły się plotki, że Grzegorz Napieralski wystawi Pana w wyborach na prezydenta Szczecina. I tym samym pozbędzie z Warszawy.

Z Grzegorzem Napieralskim współpracuje mi się świetnie, otrzymuję silne wsparcie od kolegów z SLD. Nie rozumiem, dlaczego stawia Pan tezę, że szef Sojuszu miałby się mnie pozbywać.

Choćby po to, żeby się pozbyć konkurenta do przywództwa w SLD.

To jakiś absurd - przecież ja nawet nie jestem w SLD!

A chce Pan być?

Bardzo wielu polityków z Sojuszu mnie do tego namawia.

Skutecznie?

Nie wykluczam, że w przyszłości wstąpię do SLD. Na razie jednak nie mam ani siły, ani czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Zajmuje mnie komisja śledcza.

Nie wierzę, że chce Pan zakończyć karierę na komisji śledczej!

Tak nie powiedziałem. Nie chciałbym zostać zaszufladkowany jako ekspert od hazardu, nie ukrywam, że fascynuje mnie duża polityka. Stwierdzam jedynie fakt, że w tej chwili kompletnie nie mam na to czasu.
Skoro tak, to przepytajmy Pana z najtrudniejszych tematów. Aborcja?

Nie może być traktowana jako metoda antykoncepcyjna, ale kobieta powinna mieć prawo wyboru.

In vitro?

Obecnie w tej dziedzinie panuje wolna amerykanka, dlatego potrzebna jest pragmatyczna ustawa.

Jarosław Gowin twierdzi, że jego projekt jest pragmatyczny.

Jest katastrofalny. De facto uniemożliwi dostęp do in vitro, stworzy szarą strefę i spowoduje wyjazdy za granicę w celu dokonania zabiegu.

Małżeństwa homoseksualne?

Jestem za związkami partnerskimi. Jako lekarz wielokrotnie spotykałem gejów, którzy nie mogli się dowiedzieć o stan zdrowia najbliższej osoby. Te sprawy należy uregulować. Ludzie mają prawo kochać, jak chcą, spać, z kim chcą i żyć jak chcą.

To ostatnie pytanie: jaki ma Pan pomysł na siebie po skończeniu komisji śledczej?

Mirosław Sekuła uchyliłby to pytanie mówiąc, że świadek już na nie wielokrotnie odpowiadał. Ale ja odpowiem, bo mam już jeden plan. Na pewno wyłączę telefon komórkowy i się porządnie wyśpię.

Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: