Strona główna » Opinie » Wywiady
Jarosław Olechowski

Czułem zapach paliwa lotniczego

Autor: Anita Blinkiewicz
  • A
  • A
  • A
16:37
16.04.2010
– Mimo że stałem obok wraku i czułem zapach paliwa lotniczego, ogrom tragedii dotarł do mnie dopiero w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim – mówi w rozmowie z Anitą Blinkiewicz Jarosław Olechowski, dziennikarz TVP Info, który pojechał do Katynia, by relacjonować obchody 70. rocznicy mordu katyńskiego.
d
fot. arch. TVP

Anita Blinkiewicz: W jakim momencie dowiedziałeś się o katastrofie?

Jarosław Olechowski: 10 kwietnia od samego rana byliśmy na cmentarzu w Katyniu. Wprowadzono już rodziny katyńskie, które przyjechały pociągiem. W pewnym momencie zadzwonił do mnie kolega, który był przy wozie satelitarnym i powiedział, że spadł samolot z prezydentem. Kazał nam szybko jechać na lotnisko w Smoleńsku, zobaczyć co się stało. - To nie jest żart - zaznaczył. Było około 9. 10.

Co się działo dalej?

Adrenalina natychmiast podskoczyła. Pędem pobiegliśmy do samochodu. Jeszcze w czasie tego biegu dostałem pierwszy telefon z Warszawy, że samolot z prezydentem spadł i natychmiast trzeba robić relację na żywo z tego co wiem. Niewiele wiedziałem. Próbowałem dowiedzieć się czegoś od dziennikarzy, którzy pół godziny wcześniej przylecieli Jakiem. Oni nic nie wiedzieli.

Pierwsze szczegóły otrzymywałeś z Polski?

Od reporterów dowiedziałem się, że są dwie wersje zdarzeń. Jedna mówiła o tym, że samolot prezydencki zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało. Według drugiej maszyna przypominała kulę ognia, ale nie wiadomo było nic na temat ofiar.

Jak wyglądała droga do Smoleńska?

Jechaliśmy 160 km. na godzinę, z włączonymi długimi światłami, trąbiąc klaksonem. Skrzyżowania były już blokowane, ale dojechaliśmy pod samą bramę lotniska. Tam poinformowano nas, że samolot rozbił się 2 km. przed pasem do lądowania. Milicjant poprowadził nas w rejon katastrofy. Z samochodu kolejny raz łączyliśmy ze studiem w Warszawie i zdawałem relację na żywo.

O której godzinie dotarliście na miejsce?

Około pół godziny po katastrofie. Dziennikarze TVP byli pierwsi. W tamtej chwili najważniejsze było dostać się jak najbliżej i zobaczyć co się stało. Było już kilku milicjantów, którzy nie chcieli nas wpuścić. Zaczęliśmy się z nimi przepychać. Krzyczeliśmy, że spadł nasz prezydent i chcemy zobaczyć co się stało. Oni nie słuchali i kazali się wycofać. Ustąpiliśmy.

Co mówili świadkowie, którzy widzieli wrak?

Jeden ze strażaków mówił, że samolot jest bardzo zniszczony. Nie wzywali karetek, bo rozmiar katastrofy był tak wielki, że nie było szans, aby ktoś przeżył. To mnie bardzo uderzyło, że przez ten czas nie przejechał nawet jeden samochód na sygnale. To był znak, że albo wszystkich rannych już ewakuowano, albo nie ma rannych, bo wszyscy nie żyją.

Jak przyjmowałeś te informacje, co czułeś?

To był wielki i nagły zastrzyk adrenaliny. Wtedy nie myślałem jeszcze, że tam są ludzie, których znałem. Chodziło wówczas o to, by dowiedzieć się jak najwięcej i przekazać to widzom. Tego dnia stałem na nogach równo 20 godzin. Zrobiłem około 30 wejść na żywo i w ogóle tego nie czułem. Żadnego zmęczenia czy bólu.

Widziałeś relacje z Polski w TVP Info?

Mimo, że stałem tam na miejscu, czułem zapach paliwa lotniczego, był to dla mnie szok. Wiąż nie dowierzałem. Kiedy obserwowałem w TVP Info co dzieje się w Warszawie, miałem wrażenie, że oglądam jakiś film political fiction.

Jak blisko miejsca katastrofy udało ci się dostać?

Nie podszedłem do wraku, ale widziałem zarys ogona, fragmenty maszyny. Wciąż trudno mi było uwierzyć, że prezydent nie żyje.

Kiedy ta tragiczna informacja w pełni do ciebie dotarła?

Kiedy wracaliśmy pociągiem do Polski widziałem wszędzie polskie flagi z kirem. I chociaż stałem pod tym wrakiem, rozmiar katastrofy dotarł do mnie dopiero w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim.

Jak reagowali Rosjanie?

Ich reakcje były bardzo wzruszające. Kiedy nie mogli podejść pod bramę lotniska, przekazywali kwiaty polskim dziennikarzom. Kładli kwiaty i znicze obok samochodów z polskimi rejestracjami. Następnego dnia po katastrofie maski aut zasłane były bukietami.

Co mówili?

Że chcą złożyć hołd, że jest im bardzo przykro, że zginął polski prezydent, że to stało się na rosyjskiej ziemi, że po raz kolejny w Katyniu giną Polacy. Podchodzili i prosili, żeby przekazać Polakom, że jest im bardzo przykro. Szosa do Smoleńska cały czas zastawiona była samochodami osób, które przyjeżdżały, żeby złożyć kwiaty w okolicy miejsca katastrofy.

A jak przyjęty został film „Katyń” wyemitowany w telewizji?

Podszedł do mnie pewien starszy pan i mówił, że od urodzenia mieszka w Smoleńsku i nie wiedział co stało się w Katyniu. Wiedzieli, że NKWD mordowało ludzi, ale nie znali prawdy o tych wydarzeniach. Przyznał, że całe życie żył w zakłamaniu. - Nie wiedziałem, jak straszne rzeczy wyrządziliśmy. Bardzo was za to przepraszam - mówił.

W twoim odczuciu ta tragedia zbliżyła nasze narody?

Mam wrażenie, że nigdy w historii nie byliśmy tak blisko z Rosjanami, jak teraz. Ich reakcje były autentyczne. Przyznawali, że zachowanie Władimira Putina było bardzo szczególne. Pamiętam, że po pożegnaniu ciała Lecha Kaczyńskiego, kiedy samolot z ciałem już wystartował, Putin nawet nie drgnął. Cała rosyjska delegacja stała i czekała aż samolot zniknie na niebie, stanie się niewidocznym punktem.

Ogrom tej tragedii jest niewyobrażalny, ale w wielu komentarzach podkreśla się, że śmierć pary prezydenckiej i całej polskiej delegacji w drodze na uroczystości katyńskie urasta do rangi symbolu. Zgadzasz się z tym?

Gdyby szukać w tej katastrofie jakiegoś sensu, to może jest on taki, że dopiero teraz świat usłyszał prawdę o Katyniu, o tym co wydarzyło się tam 70 lat temu. Prezydent Kaczyński za tę prawdę zapłacił najwyższą cenę, wielu wspaniałych ludzi zginęło, ale być może to jest epitafium. Paradoksalnie poprzez tę tragedię prezydent Kaczyński zrealizował jedno ze swoich największych marzeń i celów swojej prezydentury.

Rozmawiała Anita Blinkiewicz

Na forum

Nie wiem, jak Was, ale ale mnie informacja o tym,...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: