Wiadomość została wysłana.
Krzysztof Lubczyński: Zaczynał Pan jako rysownik zajmujący się obyczajami, społecznymi aberracjami, polskimi kompleksami i tylko z rzadka odnosił się Pan do polityki. Czy, jako rysownika, polityka Pana inspiruje?
Andrzej Czeczot: Oczywiście, bo polityka w Polsce jest nieustającym cyrkiem, więc to naturalne tworzywo dla rysownika z zacięciem satyrycznym, prześmiewczym. Nie ma w Polsce nic śmieszniejszego niż polityka, ale to tak naprawdę nie jest wesołe, bo oznacza, że politycy zamiast zajmować się tym, co ważne dla ludzi, zajmują się duperelami, walką ze sobą.
Jakie tematy rysunków przychodzą Panu teraz do głowy?
Aż głowa od nich puchnie! Wystarczy włączyć w telewizji pierwszy lepszy program informacyjny i inspiracja gotowa. Pełno jakichś politycznych mupetów, jakieś histeryczne, ryczące posłanki, notoryczni psuje, nadęci moraliści, ludzie o wejrzeniu szaleńców. Ja już zapomniałem, żeby oni zajmowali się czymś innym niż katastrofą smoleńską, krzyżami, historią, a nie czymś co poprawiło by poziom życia ludzi.
Janusz Palikot mówi, że katastrofie winien jest sam Lech Kaczyński i że to on „ma krew na rękach”. Jak Pan ocenia tę wypowiedź?
Demonizowanie Palikota, robienie z niego złego ducha, to głupota. Palikot zwyczajnie mówi to, co myśli, co podejrzewa i trzeba to przynajmniej brać pod uwagę, a nie unosić się z tego powodu świętym gniewem, jak PiS.
Palikot to inteligentny facet, który stawia logiczne pytania. Platforma z kolei przyjmuje wobec niego postawę obłudną, pełną hipokryzji udając, że też zatyka nos i czerwienieje ze wstydu na jego widok, choć robi on dla niej, a nawet za nią dobrą robotę. Powinni go po rękach całować, a nie udawać oburzenie. To po prostu typowa polska hipokryzja, brak odwagi w życiu publicznym. W Europie nikt z powodu tak delikatnych wypowiedzi jak Palikota, nie robiłby problemu. Bzdurą jest gadanie, że on przekracza jakiekolwiek granice.
Jakim prezydentem będzie Bronisław Komorowski?
Tego nie wiem, ale ta prezydentura może się okazać miłą niespodzianką; wbrew temu, co się mówi o nim jako o jowialnym wąsaczu z dwururką, nieszczególnie lotnym.
A nie śmieszą Pana przedstawiane przez media gafy Prezydenta Komorowskiego?
Śmieszą, ale to jest śmieszność w wersji light, taka jakaś mimo wszystko poczciwa, w odróżnieniu od śmieszności hard po drugiej stronie.
Wie pan, ja nie jestem jakimś specjalnym fanem Platformy jako partii i rządu jako takiego, wiele rzeczy które oni robią drażni mnie, ale ich charakteryzuje to, że są na ogół normalnymi ludźmi, nie żywiącymi się nienawiścią, agresją, furią. A ludzie normalni mają to do siebie, że nawet gdy błądzą, można z nimi spokojnie rozmawiać.
Próba przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego w inne miejsce nie powiodła się. Co Pan na to?
To skandal. Mała grupka fanatyków religijnych skutecznie zaszantażowała wszystkich - i państwo i kościół. Przecież teren, na którym postawiono ten krzyż, jest terenem w gestii państwowego urzędu. Władza skrewiła, stchórzyła, ugięła się i będzie żałowała tej słabości. Z takimi fanatykami nie wolno się patyczkować. Tu mamy przecież do czynienia z ludźmi, którym jak się da palec, to odgryzą całą rękę. Z niesmakiem zobaczyłem flagi „Solidarności” na tej demonstracji. „Solidarności”, która kiedyś była mi bliska, ale dziś to już nie jest moja „Solidarność”, bo opanowali ją jacyś fanatycy.
Gdyby miałby Pan narysować syntetyczną panoramę polskiej polityki, to jakiej figury by Pan użył, jak by ją Pan namalował?
Jako cyrk i paradę głupoty. Ale czemu się dziwić, skoro kilkadziesiąt procent wyborców, to pół i ćwierćinteligenci? Swoi wybierają swoich na swoim poziomie intelektualnym. Jak mówi znane powiedzenie: swój do swego po swoje.
Na razie dominują w polityce półinteligenci, ale już niedługo zaczną ich wypierać ćwierćinteligenci, a tych z kolei ósemkowi. Będą uprawiać szaleństwo, zamiast zająć się budową dróg, służbą zdrowia, szkolnictwem i tak dalej.
Z czego się to bierze?
Z coraz niższego poziomu wykształcenia i wynikającego stąd wzrostu libido do głupoty. Poziom wykształcenia jest z premedytacją stale obniżany, tak by jak najwięcej osób osiągnęło odpowiedni status i takie są tego skutki. A w ogóle nadchodzi koniec świata, na który liczę.
Bo już Pana to wszystko nuży czy dla efektownego spektaklu?
Dla jednego i drugiego. Świat zaszedł już w takie bagno, że tego się nie da rozwikłać normalnymi sposobami. Nie widzę ratunku dla świata. Człowiek sam siebie wyniszcza, coraz bardziej szaleje. Wszystko to idzie w złą stronę, Zawiodły wszelkie złudzenie, wszelkie ideologie i recepty na szczęście ludzkości. Więc choć przebieg tego końca świata i dla mnie będzie nieprzyjemny, czekam na ten finał.
Rozmawiał: Krzysztof Lubczyński
ANDRZEJ CZECZOT – ur. 27 października 1933 w Krakowie, rysownik, grafik i twórca filmów animowanych, plakatów, afiszy, okładek i ilustracji książkowych.
Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, internowany w czasie stanu wojennego. Od 1982 do 1997 mieszkał i pracował w USA, gdzie zdobył duże uznanie. Zadebiutował w tygodniku „Szpilki” w 1956 roku. Jego rysunki zamieszczały także „The New York Times” i „Wall Street Journal”.
Obecnie stale publikuje w „Polityce”, „Nie” i „Przeglądzie”. Wydał zbiory rysunków: „Gumno” (1979), „Nic się nie zdarzyło” (1980), „UFO” (1980), „New York Fables. Bajki nowojorskie” (1990), „Album przedśmiertny” (2008). W 2002 zrealizował pełnometrażowy film animowany „Eden”, za który otrzymał Nagrodę Dodatkową Jury na XXVII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Bohater filmu dokumentalnego „Z Czeczotem przez niebo i piekło” (2000, reż. Piotr Bikont).
W 2008 roku z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego odebrał Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.