Bywałem i na salonie Kwaśniewskiego, i na salonie Michnika, ale nigdy tak naprawdę nie stałem się jego częścią - mówi, odpowiadając na pytania internautów, były premier Józef Oleksy.
1. Czy planuje pan powrót do polityki? (Katarzyna)
O stanowiska nie zabiegam i nie będę zabiegać. Byłem już premierem wicepremierem, dwukrotnie marszałkiem Sejmu, dwukrotnie ministrem, szefowałem też najważniejszym komisjom parlamentarnym, dwukrotnie byłem szefem partii socjaldemokratycznej. Nie uważam się jednak za polityka zużytego. Chciałbym nadal w jakiejś formie uczestniczyć w życiu publicznym. Byłem gotów kandydować do europarlamentu w ostatnich wyborach, ale nie pojawiła się poważna propozycja. W Polsce nie istnieją dobre obyczaje w stosunku do osób, które odchodzą ze służby publicznej. Ludzie liczą się, dopóki pełnią jakieś funkcje czy stanowiska. Na lewicy szczególnie mocno działają wzajemne rozliczenia czy urazy. Młodzi liderzy nie mają pomysłum, jak współpracować w ciągłości pokoleniowej.
2. Co pana bardziej dotknęło: sprawa Olina czy taśmy Gudzowatego? (Wojtek)
Mam już dość odpowiadania na pytania dotyczące tych dwóch spraw. Mój polityczny życiorys nie może być sprowadzany do podłych prowokacji. Sprawcy prowokacji pt. „Olin” do dziś nie zostali ukarani ani nawet napiętnowani. To jest kapitulacja państwa prawa. Gudzowaty zaś sam wystawił sobie świadectwo człowieka nikczemnego.
3. Co pan teraz robi? (Anna)
Jestem profesorem i dziekanem na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Akademii Finansów w Warszawie. Nigdy nie zerwałem ze światem akademickim, dlatego – po odejściu z polityki – miałem dokąd wracać. Mam też urlop jako wykładowca w Szkole Głównej Handlowej. Lubię wykłady i prace ze studentami. Jestem człowiekiem wolnym. Dużo pisze i mam czas na czytanie tego, co chcę.
4. Co pan myśli o fenomenie Włodzimierza Cimoszewicza? Czy widzi pan w nim nadzieje dla polskiej lewicy? (Grzesiek)
Był taki oficer, który umierając pod Tobrukiem, powiedział: „ A przez całe życie mówiono mi, że tak się dobrze zapowiadam!” Trochę tak jest z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Polityk w jego wieku nie może się wyłącznie „dobrze zapowiadać” i wiecznie „być nadzieją na przyszłość”.
Fenomen jego kariery politycznej polega na tym, że krytykował on własną partię, ale przyjmował z jej rąk liczne stanowiska. Razi poza kreowania się na ideał, który wyrósł ponad otoczenie i widzi jego brzydotę. Nie zmienia to faktu, że za wiele cech go cenię. Zawsze imponował mi niezbędną w polityce bezwzględnością i uporem, których mnie nieraz brakowało. W sprawie prowokacji Milczanowskiego i Wałęsy przeciwko mnie był jedynym politykiem, który miał odwagę publicznie oświadczyć, jakie robiono draństwa.
5. Kiedy dawny beton partyjny (Miller, Oleksy, Kwaśniewski) wreszcie zrozumie, że ich czas się skończył? (Rafał)
Jedno zastrzeżenie: nie lubię słowa „salon”, bo nagminnie używa go prawica na usprawiedliwienie swoich porażek. Jednak „salon” niewątpliwie istnieje. I etykieta „beton” to, niewątpliwie, prymitywny wytwór salonu. Osobiście bywałem i na salonie Kwaśniewskiego, i na salonie Michnika, ale nigdy tak naprawdę nie stałem się jego częścią. Pewnie dlatego do dziś przykleja mi się różne etykiety, podczas gdy inni uchodzą za świetnych reformatorów. Nie muszę dodawać, że te etykiety nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są zwykłym jątrzeniem na lewicy.
6. Twierdzi Pan, że sprawa Olina była wymierzoną w pana prowokacją. Jeśli tak, to kto za nią stał? (Anita)
To, że sprawa Olina jest prowokacją, stwierdziła prokuratura. Szkoda, że organy ścigania nie zadały sobie trudu zbadania, kto za nią stał. Ja mam tylko pewne poszlaki. W 1995 roku Polska zabiegała o wejście do NATO. Wiadomo, że przeciwko temu była Rosja oraz część administracji amerykańskiej. Nigdy nie zajęto się wyjaśnieniem roli obcych wywiadów. Polskie służby zostały do tego wykorzystane i uszło to im płazem. Niech więc nikt dziś nie biadoli nad mieszaniem się służb specjalnych w życie publiczne. Inna sprawa, że zamieszanie wokół mnie było na rękę także niektórym na lewicy. Do dziś czuję niesmak, kiedy np. czytam o bliskich powiązaniach sprawców afery Olina z ludźmi z mojego dawnego środowiska koleżeńskiego np. M. Zacharskiego – głównego „montera” prowokacji czy gen. Libery, Jasika, Fąfary – znanych przedstawicieli komunistycznych służb w przeszłości.
7. Kto jest lepszym przywódcą lewicy: Wojciech Olejniczak czy Grzegorz Napieralski? (Kasia)
To źle postawione pytanie. Obaj są przedstawicielami tego samego pokolenia. Ich problemem jest to, że wyrośli na liderów nie w wyniku twardej rywalizacji, lecz w efekcie swoistych „nominacji gabinetowych”. Z tego powodu, jak też z przyczyn charakterologicznych, nigdy nie skoczyli na głęboką wodę i nie zawalczyli z „rekinami”. Na szeroko rozumianym horyzoncie lewicy widzę dwie osoby, z którymi na przyszłość wiążę nadzieję: szefa Krytyki Politycznej Sławomira Sierakowskiego i posła Bartosza Arłukowicza. Ten ostatni niewątpliwie ma duży talent polityczny, tylko czasem zbyt szybko mówi.
8. Może nadzieja na powrót lewicy do władzy leży poza SLD? (Rosati, Borowski, Nałęcz)? (Wiktor)
Nie chcę tego komentować. Wyszli z tej samej bazy, ale niewiele umieli sami stworzyć. Nie sztuka nieustannie nawoływać SLD do pozbycia się z lewicy „betonu”. Trzeba pokazać, że się umie stworzyć nowy byt polityczny i działać skutecznie. Odrodzenie lewicy polskiej musi wynikać z jej otwarcia, a nie ustawicznych, wzajemnych rozliczeń.
9. Kto z SLD wystartuje na prezydenta? (Karolina)
Widzę dwie realne opcje. Przy czym żadna z nich nie jest opcją na zwycięstwo. Nie wierzę, by kandydat lewicy mógł się liczyć w tych wyborach. Pierwsza ewentualność to kandydatura ściśle partyjna. Tu pewniakiem wydaje się Jerzy Szmajdziński. Zapewne nie osiągnie wysokiego rezultatu, ale przyzwoity wynik jest w zasięgu. Scementuje SLD i ograniczy zgubne wpływy zewnętrznych „doradców” Sojuszu. Druga - to kandydat ponadpartyjny, który mógłby zdobyć jakieś 30 proc. głosów i poszerzyć potencjalny elektorat SLD. W tym kontekście dobry wydaje się prof. Jacek Majchrowski, obecny prezydent Krakowa.
10. Czy Cimoszewicz wystartuje na prezydenta? (Staszek)
To wciąż realne. Zależy to od działań grupy zgromadzonej wokół Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie moja rola kreślić scenariusze. W polityce dopóki drzwi nie zostaną zamknięte – wszystko jest możliwe.
11. Czy to prawda, że Lech Wałęsa chciał, by Mieczysław Wachowski wszedł do Pana rządu? (Krycha)
Tak, to prawda. Falandyzując prawo, Wałęsa chciał obsadzać swoimi ludźmi trzy najważniejsze resorty w moim rządzie: MSZ, MON i MSWiA. Jako premier, przekonywałem go, że tak być nie może. „Nie zgodzę się, by w moim gabinecie były dwa rodzaje Rady Ministrów: mój i pana.” Zaproponowałem kompromis: on proponuje po trzech kandydatów do tych resortów, a ostatecznego wyboru dokonuje ja. Wałęsa zgłosił więc Wachowskiego jako jednego z potencjalnych ministrów obrony. Był przekonany, że go wybiorę. Ja jednak wybrałem mało znanego Wojciecha Okońskiego. I dobrze zrobiłem, bo okazał się lojalnym urzędnikiem.
12. Co Pan myśli o kandydaturze Andrzeja Olechowskiego na prezydenta? (Wanda)
Byłby dobrą głową państwa. Polacy oczekują od prezydenta, by był osobą koncyliacyjną, niezacietrzewioną, najlepiej o dobrej aparycji. Olechowski wszystkie te cechy posiada. W dodatku nie dążyłby do poszerzania swoich prerogatyw. Choć mam poglądy lewicowe, jestem rozczarowany dzisiejszą lewicą. Dlatego myślę, że taki Olechowski zdecyduje się na start, to lewica będzie miała utrudnioną grę. Olechowski mógłby zabiegać o poparcie całe otwartej lewicy i centrolewicy.
13. Czy to prawda, że jest Pan zwolennikiem współpracy PiS i SLD? (Jadwiga)
SLD jest samodzielną partią i ma prawo sama określać z kim, kiedy i w czym współpracuje. Sprzeciwiam się stygmatyzowaniu i izolowaniu jakiejkolwiek partii. Kiedyś doświadczyło tego SLD i nie chcę, żeby dziś doświadczał tego ktoś inny. Dlatego lewica nie musi z góry i doktrynalnie odrzucać możliwości współpracy z PiS, nawet być może kiedyś w postaci koalicji rządowej. W Polsce ukształtowała się ideologia „antypisizmu”. To kolejny wytwór „salonu”. Do dobrego tonu ma należeć potępianie PiS-u z zasady. By być poprawnym intelektualistą i obrońca praw człowieka wystarczy brzydzić się PiS-em albo wykpić Kaczyńskich. W tej ideologii mieści się też całkowity zakaz dostrzegania jakichkolwiek pozytywnych efektów działania po stronie Kaczyńskich. A już najgłupszym przejawem „antypisizmu” jest odmowa przyjmowania medali z rąk prezydenta Kaczyńskiego. Na straszeniu PiS-em (nieraz przecież w pełni uprawnionym) karierę do dziś robi PO. Ale myślę, że to już się kończy.
14. Jakim premierem jest Donald Tusk? (Teresa)
Lubię osobiście Tuska i uważam, że jest to postać pozytywna na naszej scenie politycznej. Jego zasługą jest stworzenie realnej alternatywy wobec PiS. Ale jako premier nie dokonał żadnego postępu w zakresie usprawniania państwa. Państwo jest nadal biurokratyczne, inercyjne i źle obsługuje obywateli.
15. Jak się panu współpracowało z Grzegorzem Kołodką? (Alina)
Byłem dość twardym premierem, potrafiłem na Radzie Ministrów odebrać ministrom półroczną pensję nagrodę za opieszałość. Jedyny minister, z którym miałem problemy, to Kołodko. Bez pozwolenia zabierał głos podczas obrad rządu, komentował wszystko, nawet to, na czym się nie znał. Burzył tok prac Rady ministrów, w efekcie trzy razy przerywałem posiedzenie, wzywając go do gabinetu na ostre rozmowy. Jednak jako minister finansów merytorycznie był dobry, więc w końcu za każdym razem dochodziło do zgody. G. Kołodko to wybitny polski ekonomista i człowiek wielu walorów.
16. Co Pan myśli o usuwaniu krzyży ze szkół? (Irena)
Podzielam argumenty tych, którzy twierdzą, że ich obecność kłóci się z ideą świeckości szkoły. Uważam jednak, że lewica nie powinna rozpętywać żadnej kampanii przeciwko krzyżom. Mnie osobiście nie przeszkadzają. Jestem pewien, że cała awantura skończy się na tym, że Joanna Senyszyn odbędzie jeszcze jedno tourne po mediach.
17. Grzegorz Napieralski przyznał ostatnio, że jest katolikiem. Pan był ministrantem, czy nadal uważa się za katolika? (Leszek)
Mój rodowód jest katolicki, ale obecnie nie jestem religijny. Mam jednak wiele wrażliwości na sprawy ludzkich oczekiwań, pragnień i nadziei, którym religia wychodzi naprzeciw. Dlatego zawsze byłem przeciwnikiem wojny z religią. Nic partii politycznej do tego, w co kto wierzy.
18. Co pan myśli o małżeństwach homoseksualnych? (Romek)
Słowo „małżeństwo” jest w polskiej tradycji przypisane związkowi mężczyzny i kobiety. Żeby więc nie budzić zbędnych emocji społecznych, osobiście uważam, że lepiej mówić o związkach partnerskich osób tej samej płci. Popieram je i jestem za ich legalizacją.
19. Czy planuje pan wydanie pamiętników lub wspomnień? (Piotr)
Pamiętników nie. Uważam, że codzienne pisanie o sobie wymaga pewnych skłonności grafomańskich. Piszę jednak wspomnienia, które mogą wywołać nerwowe reakcje niektórych polityków. A ponieważ jestem zbyt obolały po atakach na mnie, na razie ich nie wydaję. Kiedyś jednak wydam. Choć unikam rozliczeń osobistych, w książce znajdzie się obszerny alfabet personalny. Kilka osób się obrazi, ale nie będę im nic objaśniać. Staram się nie wydawać werdyktów, ale mam przecież prawo do własnych ocen.
20. Czy to prawda, że ma pan mocną głowę do wódki? Czy stosował pan w życiu jakieś diety? (Robert)
W życiu stosowałem różne diety, ale - ku rozpaczy mojej żony – bez rezultatu. Jestem smakoszem, uwielbiam kuchnię polską i francuską i nic już chyba na to nie poradzę. A z tą głową do wódki to nieprawda. Widocznie ci, którzy lansują taką tezę, są słabeuszami.
(Not. Marcin Dzierżanowski)