Wiadomość została wysłana.
Od kilku lat Białoruś krok po kroku przechodzi do tzw. cen europejskich. Jeszcze w 2006 roku płaciła 50 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Obecnie płaci 185 dolarów, dwukrotnie mniej niż my. To jest szok cenowy. Białorusi bardzo źle przychodzi przystosowanie się do nowych cen gazu, który ostatnio jest dosyć drogi.
Dlatego rokrocznie powtarza się ta sama gra. Białoruś przyznaje sobie ubiegłoroczną cenę. Zwykle na wiosnę, koło lata wybucha kryzys zadłużeniowy. Rosjanie trochę straszą, Białorusini negocjują. Zawsze przy tym ugrywają coś z innych branż. Ta technika negocjacyjna Łukaszenki jest skuteczna. Rosjanie boją się o swoją reputację w Europie, Łukaszenka świetnie na tym gra.
W tym konflikcie nie chodzi jednak tylko o pieniądze za gaz. Gigantyczny spór toczy się o wspólną przestrzeń celną z Rosją i Kazachstanem. Białoruś ma tam swoje miejsce, ale walczy o silną pozycję wejściową. Spór dotyczy nie tyle gazu, co ropy naftowej. W podziale łupów przy negocjacjach Rosja nie chce oddać swoich ceł eksportowych. Do tej pory białoruskie rafinerie dostawały ropę bez ceł, przerabiały ją i sprzedawały po cenach europejskich. To się niedawno skończyło. Białorusini chcą po części przynajmniej wywalczyć powrót do dawnych zasad.
W tym konflikcie zagrożenie dla Polski jest niewielkie. Jest lato i konsumpcję mamy na poziomie jednej trzeciej tego, co w zimie. Poza tym jedna trzecia zapotrzebowania jest pokrywana wydobyciem krajowym. Możemy więc spać spokojnie.
Andrzej Szczęśniak – ekspert rynku paliw