Wiadomość została wysłana.
Segregacja ma miejsce już na poziomie przedszkoli. Przejawia się ona chociażby w fakcie, że bardzo mało polskich dzieci uczęszcza do placówek edukacyjno-wychowawczych.
Według danych europejskiego urzędu statystycznego istnieją olbrzymie różnice między krajami UE odnośnie odsetka dzieci posyłanych do żłobków i przedszkoli. Niestety Polska należy do grupy państw, w których najmniej dzieci ma dostęp do wychowania przedszkolnego. Jesteśmy jedynym krajem w Unii Europejskiej obok Irlandii, gdzie mniej niż połowa dzieci w wieku 4 lat jest objęta edukacją przedszkolną.
Jeszcze gorzej wyglądają statystyki dla dzieci do 3 roku życia, których w Polsce poniżej 5% uczęszcza do jednostek opiekuńczo-wychowawczych. Co gorsza, liczba przedszkoli i żłobków zmniejsza się. Według danych GUS-u, w 1990 r. było 12.308 przedszkoli, w 1995 r. 9350, w 2000/2001 r. 8501, a w 2008/2009 r. już tylko 8038. W ciągu ostatnich 10 lat szczególnie spadła liczba przedszkoli na wsi. Doszło też do radykalnego spadku liczby żłobków. W 1995 r. było ich prawie 600, w 2000 r. 428, w 2008 r. już tylko 392.
Powyższe dane są niezwykle ważne, ponieważ, dzieci, które chodziły do przedszkola (bez względu na status materialny rodziny), mają lepszy start w szkole niż te, które nie miały dostępu do edukacji przedszkolnej. Poziom umiejętności uczniów na progu szkoły jest więc znacząco powiązany z ich korzystaniem z edukacji przedszkolnej. Istotną rolę odgrywa tu zarówno uczestnictwo w zajęciach przedszkolnych, jak i długość edukacji przedszkolnej, która ma szczególne znaczenie dla dzieci o niskim statusie ekonomiczno-społecznym.
Wprowadzenie przez rząd obowiązkowej edukacji od szóstego (a wkrótce nawet od piątego) roku życia będzie więc miało ograniczone znaczenie dla wyrównywania szans edukacyjnych. Według ekspertów Instytutu Spraw Publicznych, aby przedszkole mogło spełniać swoją rolę w życiu dzieci o niskim statusie społecznym, musi być dla nich dostępne w trzecim roku życia. Ponadto krytycy planowanych zmian obawiają się, że realizacja reformy radykalnie ograniczy dostępność edukacji dla dzieci poniżej 5 lat. Samorządy wciąż są niedofinansowane, a rząd nie planuje przeznaczenia dodatkowych środków na budowę sieci żłobków i przedszkoli.
Selektywny dostęp do opieki przedszkolnej prowadzi więc często do trwałej segregacji i nierówności w dalszej drodze kształcenia. Różnice w dostępności do edukacji przedszkolnej są potem odtwarzane, a nawet umacniane w kolejnych etapach kształcenia. Zmiany w systemie edukacji nie tylko nie zmierzają do zahamowania procesów segregacji, ale wręcz je umacniają. Co gorsza, kolejne etapy kształcenia również przyczyniają się do umocnienia różnic między uczniami.
Pod tym względem bardzo negatywną rolę odegrało wprowadzenie gimnazjów. Wraz z ich powstaniem w systemie powstał kolejny próg selekcji. Systemy egzaminacyjne już po szóstej klasie to stanowczo za wcześnie, zwłaszcza, że wbrew intencjom reformatorów są one używane jako element segregacji. Głównym źródłem segregacji nie jest tu jakość pracy nauczycieli, model wychowawczy czy program autorski, lecz właśnie wstępna selekcja uczniów w procesie rekrutacji.
Innym filarem nierówności jest szybki rozwój płatnego szkolnictwa prywatnego połączony ze stopniowym odchodzeniem od rejonizacji w systemie kształcenia. Nawet, gdy uczniowie z różnych warstw i o różnych zdolnościach trafiają do jednej szkoły, to istnieje wiele wymiarów selekcji wewnętrznej, która w obrębie jednej szkoły prowadzi do surowej segregacji w podziale na klasy uczniowskie.
Dzieci biedniejszych rodziców już na początku nauki są oddzielane od zamożniejszych, a zdolniejsi uczniowie i uczennice idą do jednej klasy z równie zdolnymi. W wielu szkołach zasady podziału uczniów na oddziały klasowe wiążą się z zasobnością rodziców i ich skłonnością do płacenia za edukację dziecka. Często okazuje się, że do jednej klasy idą dzieci prawników, inżynierów i lekarzy, a do drugiej dzieci ekspedientek, robotników i bezrobotnych.
Według badań ISP w co piątej publicznej miejskiej szkole podstawowej i w co drugim gimnazjum występuje segregacja uczniów poprzez tworzenie klas z dzieci, które lepiej i gorzej napisały test kompetencyjny, oraz podziału dzieci na te, których rodziców stać na dodatkowe płatne lekcje, i te, których rodziców na to nie stać. Tworzy się też klasy dzieci miejskich i wiejskich, miejscowych i dojeżdżających, dzieci wywodzących się w wykształconych rodzin i tych, w których rodzice są bezrobotni. W konsekwencji w wielu szkołach pojawiają się tzw. klasy pakietowe. Z trzech klas jednego roku nauczania, do jednej trafiają dzieci, których rodzice płacą za dodatkowe zajęcia z angielskiego, plastyki, muzyki i informatyki, do drugiej te, których rodzice płacą tylko za informatykę, a do trzeciej przyjmuje się dzieci, których rodzice nie posyłają na żadne dodatkowe zajęcia.
Okazuje się więc, że system edukacji zamiast minimalizować różnice w dostępie do edukacji, jeszcze je pogłębia. Dzieci dziedziczą pozycje rodziców, a państwo umacnia istniejące podziały. Niestety nic nie wskazuje na to, że negatywne trendy ulegną odwróceniu. Pomysły obecnych władz zmierzają w stronę dalszej prywatyzacji i decentralizacji systemu kształcenia. Nie ma żadnych pomysłów na rozbudowę publicznej sieci żłobków czy zniesienia odpłatności za dodatkowe zajęcia. System petryfikuje się, a im dłużej będzie on trwał w obecnym kształcie, tym trudniej będzie go potem zmienić.
Piotr Szumlewicz, dziennikarz, filozof, socjolog