Dzisiaj mija druga rocznica polskiego śledztwa ws. więzień CIA. I co? I nic…
Kiedy dwa lata temu nasze władze zapowiedziały wyjaśnienie udziału Polski w sprawie tzw. nadzwyczajnych przekazań – czyli stworzenia na świecie sieci tajnych więzień CIA, wiadomo było, że łatwo i szybko nie pójdzie. Ale minęły dwa lata i gdyby nie dziennikarskie śledztwo dziennikarzy TVP i „Rzeczpospolitej”, a także ostatnie dokumenty o lotach samolotów CIA zdobyte przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, to pewnie o tej sprawie nie wiedzielibyśmy nic. Śledczy zasłaniają się nałożoną klauzulą tajności i nic nie chcą mówić. Z naszych informacji wynika, że największe problemy to brak współpracy ze strony naszego amerykańskiego sojusznika, któremu - mimo zapowiedzi, wcale nie zależy na wyjaśnieniu sprawy oraz brak chęci pomocy polskich służb. Tymczasem obok Rumunii jesteśmy jedynym cywilizowanym państwem, które nie wyjaśniło swojego udziału w stojącej ponad prawem akcji CIA.
Są sygnały, że pojawiły się nowe okoliczności w tej sprawie. Śledczy nieoficjalnie obiecują, że za rok poznamy wyniki ich pracy, bo jak mówią – jest to już nieodwracalny proces, którego nic nie może zatrzymać. Kto i czy w ogóle dostanie zarzuty – to chyba nawet nie jest takie ważne. Ważniejsze wydaje się potwierdzenie, że Polska jest państwem prawa. Jeden z naszych informatorów tak uzasadniał przekazywanie nam informacji ws. śledztwa: „Nie po to przez lata walczyliśmy o prawa człowieka żeby teraz pozwalać je łamać”. Najprościej zasłonić się walką z terroryzmem. Ale 60 lat temu również zasłaniano się walką z bandytami… Tymczasem wówczas jak i teraz najczęściej maltretowano niewinnych ludzi.
Adam Krzykowski, dziennikarz Panoramy TVP2, jako pierwszy przedstawiciel polskich mediów udowodnił, że lądowały u nas amerykańskie samoloty wykorzystywane przez CIA