Prezenterka Serwisu informacyjnego TVP Info i prowadząca program Minęła dwudziesta
Na konkurs do telewizji zgłosiła się w tajemnicy przed mężem. Dziś jest twarzą TVP Info i ma stronę w Internecie założoną przez fanów. Ale za największy sukces życia uważa dzieci. Wyznaje zasadę: „Co masz zrobić jutro, zrób dziś”.
Ogłoszenie o konkursie na reporterów TVP zobaczyła razem z kilkoma milionami widzów „Wiadomości”. Był rok 1993. Właśnie obroniła się na SGH, wróciła z saksów w Norwegii, miała za sobą ciężki rok pracy w kasynie. Mężowi powiedziała, że idzie do dentysty. Kiedy dotarła na Woronicza, tylko utwierdziła się w przekonaniu, że postąpiła słusznie. Konkurs przyciągnął tysiące chętnych. – Wśród nich były znane nazwiska, m.in. Filip Łobodziński. Właściwie pogodziłam się z faktem, że nie przejdę eliminacji i nie mam czego szukać w tym zawodzie – wspomina. Tydzień później mąż pomachał jej przed oczami kopertą: – Dlaczego telewizja do ciebie pisze? – zapytał.
Drugi etap okazał się psychologicznie łatwiejszy. Bo choć konkurencja wciąż liczyła jakieś trzy tysiące osób, Danuta Holecka czuła się już zdecydowanie pewniej. Wciąż jednak była przekonana, że była to jedynie przygoda i nie dostanie tej pracy. Po kolejnym etapie konkursu to jej mąż pojechał sprawdzić wyniki. Wracał do domu biegiem: – Jesteś na tej liście! – krzyczał od progu.
Początki były trudne. – Wprawdzie znalazłam się w prestiżowej osiemnastce, bo tyle osób zaklasyfikowano na staż, ale nie miałam żadnych znajomości i praktycznie nic nie wiedziałam o dziennikarstwie. Tematy z rozdzielnika dostawali doświadczeni dziennikarze, stażyści musieli udowodnić, że są naprawdę dobrzy. Nic dziwnego, że ze szczęśliwej „osiemnastki” ludzie szybko się wykruszali. Ja ostro wzięłam się do roboty – mówi.
W telewizji przeszła wszystkie szczeble kariery. Zaczynała jako szeregowa reporterka, potem była prezenterką, wreszcie prowadziła główne wydanie „Wiadomości”.
– W dzisiejszych mediach elektronicznych robi się młodym ludziom wielką krzywdę, od razu sadzając ich w studiu i nazywając gwiazdą. Według mnie, prezenter programu informacyjnego powinien być najpierw dziennikarzem, uczyć się wszystkiego od podstaw. Nie powinien być jedynie „odczytywaczem”. Jak można rozmawiać z gościem o poważnych rzeczach, skoro nie ma się o nich pojęcia? – podkreśla.
Od początku wiedziała, że w telewizji interesuje ją jedynie informacja i polityka. – Byłam tym przesiąknięta ze względu na uczelnię, na której studiowałam. Już wtedy nosiłam w klapie znaczek „Wolę Lecha”. To właśnie z mojej uczelni pochodziło wielu najważniejszych wówczas polityków: Balcerowicz, Rosati, Kołodko, Glapiński i inni.
Pierwsze materiały reporterskie zrobiła jednak nie o polityce, lecz o ekonomii, wykorzystując swoje wykształcenie na SGH. – Zaczynałam od materiałów o podatkach, bo wtedy prawie nikt tego nie rozumiał. A dla mnie to było proste! – wspomina.
W swoim pierwszym materiale pokazała chaos, jaki panował w samych urzędach skarbowych przed pierwszym rozliczeniem podatkowym w Polsce. Chodziła z kamerą od urzędu do urzędu i pytała pracowników, na jakich drukach ma się rozliczyć. Okazało się, że wielu urzędników skarbowych nie ma o tym pojęcia. Jej materiał został wyemitowany w głównym wydaniu „Wiadomości”, następnego dnia dostała za niego nagrodę. – To była symboliczna kwota, ale dla mnie była przełomem. Sprawiła, że koledzy mnie dostrzegli, a szefowie zaczęli zlecać inne materiały – wspomina.
Dziś jest twarzą kanału informacyjnego TVP Info. To ona przeprowadza najważniejsze rozmowy z politykami w stacji: prezydentem, premierem, najważniejszymi postaciami z areny polskiej polityki. Słynie z perfekcjonizmu. Do każdego wywiadu gruntownie się przygotowuje, by nic jej nie mogło zaskoczyć. – Wywiady z politykami są zawsze trudne, bo trzeba wyważyć racje wielu stron, żeby nie było zarzutu, że jestem stronnicza. Poza tym czasami politycy nie chcą mówić zbyt wiele na temat, który akurat jest niewygodny. Sztuką jest jednak ich do tego namówić.
Mimo kariery zawodowej, za swoje największe osiągnięcie życiowe uważa dzieci. Jest mamą piętnastoletnich bliźniaków Stefana i Juliana. – Nie będę oszukiwać, że dziennikarstwo i macierzyństwo łatwo pogodzić. Nie da się być
perfecto w każdej dziedzinie – mówi. Bardzo często zdarzają się jej wyrzuty sumienia z powodu zbyt długiej nieobecności w domu. – Kiedy w końcu się w nim pojawiam po dyżurze, chcę nadrobić całodzienną nieobecność. Przepytuję synów na każdą okoliczność. Pytam o wszystko, co się wydarzyło, czasem pocieszam.
Choć pochodzi z Mazur, wyjątkową miłością darzy góry, zwłaszcza Tatry. Odpoczywa zwykle w Kościelisku, wtedy chodzi po 20-30 kilometrów dziennie. – Budzą mój respekt. Wtedy czuję w stu procentach, że tam na górze Ktoś naprawdę jest. Ktoś precyzyjnie wymyślił to wszystko i tak jest dobrze – mówi.
Czasem się zastanawia, czy mogłaby żyć bez telewizji. – Jeden z moich rozmówców, bardzo ważny polityk, powiedział, że polityka jest jak narkotyk. Wiem, o czym mówił, bo z pracą w telewizji jest podobnie – mówi Holecka. – Nawet po ciężkim tygodniu, kiedy mam wolny dzień, nie mogę się powstrzymać, by nie włączyć telewizora i oczywiście programu informacyjnego – dodaje.
Nie przewraca oczamiDanuta Holecka ma w Internecie swoich fanów, którzy zarejestrowali jej nieoficjalną stronę internetową. Na forum wielu portali pojawiają się na jej temat komentarze. Jeden z nich brzmi: „Niech prezenterki komercyjnych stacji biorą przykład z Danuty Holeckiej, bo to profesjonalistka i nie przewraca oczami”.
– To miłe, choć nie pracuję wyłącznie po to, by słuchać komplementów – kwituje. I dodaje, że w życiu i pracy stosuje zasadę: „Co masz zrobić jutro, zrób dziś”. To powiedzenie jej dziadka, który zresztą sponsorował jej prywatną elitarną szkołę u sióstr nazaretanek. To on zaszczepił jej ambicję, postawił sobie za punkt honoru, że wnuczkę wykształci. – Zawsze mi mówił: „odpoczniesz jutro”. Do dziś nie znoszę odkładania spraw na potem, staram się nie mieć długów i zaległych spraw. Dlatego zawsze mam czyste konto – dodaje.