Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Kampania wyborcza w internecie

Kto będzie polskim Barackiem Obamą?

Autor: Bartosz Pawłowski
  • A
  • A
  • A
14:24
20.03.2010
Komorowski udziela się na Facebooku, Sikorski pisze na Twitterze, Szmajdziński ratuje świat jako SuperSzmaja, Olechowski pojawia się na czatach, a Nałęcz bloguje. Polscy politycy, wzorem swoich amerykańskich kolegów walczą o wyborców w wirtualnym świecie. Na razie jednak są zachowawczy, żaden z nich nie wychodzi poza utarte ścieżki i nie wymyśla nic oryginalnego.
Dziesiątki stron WWW, tysiące filmów wrzucanych na YouTube, miliony wysłanych maili i miliardy dolarów dotacji – tak wyglądała ostatnia kampania wyborcza w USA, która rozegrała się głównie w internecie. Mistrzem tej nowej „sztuki walki” jest Barack Obama. To on zgromadził wokół siebie grupę ponad 700 tys. wolontariuszy, którzy niestrudzenie dzień w dzień wypełniali strony internetowe, pisali blogi i tworzyli filmy.

Czasem ich działalność niosła za sobą większe zyski niż praca oficjalnego sztabu wyborczego. Stworzone przez internetowych fanów słynne już filmy „Yes We Can”, czy Obama Girl i jej przebój „I Got a Crush… on Obama”, za które sztab Obamy nie zapłacił ani centa, doczekały się emisji w najlepszym czasie antenowym kilku stacji telewizyjnych. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie internet, Ameryka nie miałaby teraz czarnoskórego prezydenta.

Co ciekawe, początki internetowej kampanii wyborczej sięgają roku 2000. Już wtedy John McCain zapowiedział, że niedługo kampania będzie prowadzona głównie w internecie. W swoim stwierdzeniu miał sporo racji, jednak ostatecznie musiał uznać wyższość konkurenta.
radeksikorski.pl
radeksikorski.pl
Wszyscy wzorują się na Obamie

Poseł Michał Szczerba, zwolennik kandydatury Bronisława Komorowskiego na prezydenta, nie ukrywa, że w znacznej części swoich działań na rzecz tego kandydata wzoruje się właśnie na działaniach Obamy, gdzie podczas kampanii prezydenckiej wykorzystane były wszelkie możliwe narzędzia internetowe.

Zaczęło się od stworzenia oficjalnej strony internetowej. Strona jest nowoczesna, dobrze zaprojektowana, prosta, przy tym atrakcyjna graficznie. Mimo wszystko nie ma na niej wielu rzeczy, które powodują, że chciałoby się tam dłużej zostać. Jest co prawda pole do kontaktu z marszałkiem, jednak brakuje interaktywności.

Pewnie dlatego poseł Michał Szczerba, chcąc zebrać razem zwolenników kandydatury Komorowskiego, założył grupę na Facebooku. - Grupa ta, w której na chwilę obecną działa 718 osób, to obywatelska inicjatywa popierana przez zwolenników kandydatury Bronisława Komorowskiego, w tym wielu posłów i senatorów PO. Ma pokazać, że są ludzie, którzy widzą Komorowskiego na stanowisku kandydata. Ma wreszcie pokazać Komorowskiemu, że jest dla kogo startować - mówi poseł Szczerba.

- Wszyscy w domu marszałka używają internetu. Jest on znakomicie świadomy tego narzędzia w kampanii wyborczej, a także po prostu w komunikacji – mówi Michał Szczerba.

- W internecie funkcjonuję głównie w mailach moich bliskich, które wykorzystuję jako filtr przed zalewem korespondencji – opowiada Bronisław Komorowski. - Nie prowadzę za to bloga. Uważam, że pisanie publicystyki pod nazwiskiem osoby publicznej, jaką jest marszałek Sejmu, jest nie fair – dodaje marszałek.

- W przeciwieństwie do Lecha Kaczyńskiego, uważam że Bronisław Komorowski ma szansę pozyskać masowy elektorat młodych osób właśnie poprzez aktywność w internecie – mówi poseł Szczerba. Dowodem na to, że marszałek może liczyć na młodych wyborców jest poparcie blisko 30 młodych posłów PO, grupy 20- i 30-latków, którzy w prawyborach zadeklarowali poparcie dla Bronisława Komorowskiego - dodaje.
bronislawkomorowski.pl
bronislawkomorowski.pl
Z marszałkiem Komorowskim rozmawialiśmy w chwilę po jego pierwszym oficjalnym wideoczacie. Wyświetlany był jednocześnie na stronach Sejmu, Senatu i kilku organizacji pozarządowych. Co ciekawe, rozmowa była tłumaczona równolegle na język migowy. – Mam nadzieję, że to stanie się pewnym pomysłem na polemikę polityczną. Prowadzona w ten sposób może pomóc w unikaniu podszeptów złych emocji – komentuje.

Zwolennikiem wideoczatów jest też Andrzej Olechowski. – Muszę przyznać, że takie godzinne seanse są dla polityka dość wyczerpujące. Jak się idzie na godzinny wywiad do telewizji, to przynajmniej przez pół godziny mówi dziennikarz, a pół godziny gość. Tu muszę mówić cały czas, a pytania padają w tempie karabinu maszynowego – żartuje kandydat.

Konkurent Komorowskiego w partyjnych prawyborach, Radosław Sikorski, również aktywnie korzysta z dobrodziejstw sieci. Ma rewelacyjnie przygotowaną stronę. Widać na niej dziennikarskie zacięcie kandydata. Strona wygląda trochę jak „jedynka” szanującego się amerykańskiego dziennika. Jest też blog na Twitterze i konto na Facebooku (na razie 1204 fanów).

Bije trochę po oczach powtarzanie tych samych tekstów, wpisów na różnych portalach, jednak jest to pewnie działanie nieuniknione. Mimo że Sikorski chwali się, że portali używa, w ogóle nie są wykorzystane możliwości albumu ze zdjęciami flickr.com, a także stworzonego kanału na YouTubie, gdzie jak na razie nie ma wgranego żadnego filmu.

Co ciekawe, PO przygotowała też wspólną stronę dwóch swoich kandydatów – prawybory.platforma.org. Oprócz oczywistej reklamy każdego z nich z myślą o przyszłości, ciekawa wydaje się możliwość zagłosowania na swojego preferowanego kandydata. Od razu widzimy więc, który z kandydatów posiada większe poparcie w gronie internautów.
Trzeciej odsłony na razie nie zdradzę, ale będzie... wszędobylska
Lewica też nie śpi

Obserwowałam to, co działo się w internecie podczas kampanii w USA. Rozmiar tamtych działań mnie zainspirował – mówi Jolanta Szymanek-Deresz, szefowa kampanii wyborczej Jerzego Szmajdzińskiego. – Nie wyobrażam sobie pominięcia takiego narzędzia, jakim jest internet, to olbrzymi nośnik i trzeba go wykorzystać maksymalnie – dodaje.

W planach są trzy odsłony kampanii Jerzego Szmajdzińskiego w sieci. Pierwszą jest oficjalna strona kandydata. Wyglądem jak na razie nie powala. Czarno-szare zestawienie kolorów nie jest dobrym połączeniem. Drugą odsłoną ma być strona przygotowana z myślą o młodych ludziach – będzie luźniejsza, pokaże Jerzego Szmajdzińskiego od innej strony. – Pomysł na taką stronę wystrzelił w sposób niekontrolowany, a nas zaskoczyło ogromne zainteresowanie nim mediów, a także młodzieży – mówi Jolanta Szymanek-Deresz. Portal szmajaok.pl ruszył 8 marca.

Chcemy zaskoczyć wyborców czymś zupełnie nowym. Amerykański internet widział już wiele – nawet papieża przebranego w strój Batmana. Nie boimy się więc pokazać Jerzego Szmajdzińskiego w stroju Supermana – dodaje. Tego typu rzeczy są, jej zdaniem, normalnym elementem kampanii wyborczej.

Trzeciej odsłony na razie nie zdradzę, ale będzie... wszędobylska – dodaje Jolanta Szymanek-Deresz.

W kampanii sieciowej SLD stawia na przyciąganie internautów, na zachęcanie ich do aktywnego udziału w życiu stron, które Sojusz stworzył. – Chcemy ich zaangażować, poprosić o ocenę tego, co robimy, zachęcić ich do zadawania pytań, poprosimy ich też o odpowiedzi. Planujemy takie akcje, dzięki którym sami będą śledzić to, co się dzieje na stronie – mówi szefowa kampanii Jerzego Szmajdzińskiego.

Stawiamy na kontakt nawet z najmniejszym gronem odbiorców. Nasz kandydat będzie to robił zarówno w formie oficjalnej, jak i lżejszej, bardziej humorystycznej, ale zawsze intensywnie – dodaje.

Świetnie idzie działalność na Facebooku – tam Szmajdziński ma ponad 1000 znajomych. Od pewnego czasu jest też aktywnym blogerem. W swoim pierwszym poście z 25 lutego napisał: „Wiem, wiem – pomyślicie: rozpoczyna się kampania wyborcza i dlatego facet się obudził. Pewno macie trochę racji… Ale co jest istotą kampanii wyborczej? Wzajemne poznawanie siebie, swoich poglądów i oczekiwań. Internet to dobre miejsce ku temu. O jedno tylko apeluję: zadbajmy wspólnie o kulturę słowa. Nasz piękny język jest już wystarczająco poraniony, więc chociaż my nie przysparzajmy mu cierpień”.
Polityczna gruba skóra

W internetowej kampanii wyborczej w USA nie obyło się bez tzw. czarnego PR. Jak będzie w Polsce, tego jeszcze nie wie nikt. Znając jednak skłonności naszych partii do wzajemnego obrzucania się błotem – obraźliwych treści w internecie pewnie nie zabraknie.

Unikamy kampanii negatywnej, to druga zasada, która przyświeca naszym działaniom. W przypadku prowokacji, nie będziemy podejmować tematu – mówi Jolanta Szymanek-Deresz, która uważnie przyglądała się kampanii wyborczej w USA.

Kto chce funkcjonować w świecie polityki, musi nastawić się, że trzeba tam mieć naprawdę grubą skórę – dodaje Bronisław Komorowski. – Wierzę jednak w zdrowy rozsądek internautów, wierzę, że każdą zagrywkę poniżej pasa potraktują z należytą ostrożnością – dodaje.

Działania niezależne

Internet będzie dla mnie istotnym medium komunikowania się z wyborcami. Będzie kanałem bardzo wdzięcznym, bo niezależnym, ale też interaktywnym. Tu rzeczywiście człowiek nie tylko wyraża swoje opinie, ale ciągle pozostaje w dialogu – mówi Andrzej Olechowski. – Będziemy więc przede wszystkim szukać komunikacji z ludźmi. Na razie to jest dość tradycyjny dialog, będziemy zmierzać do czegoś dużo bardziej bliskiego, otwartego, na tyle, na ile w kampanię będą się angażować młodzi ludzie – podsumowuje.

Właśnie na profesjonalne, ładne i nowoczesne zaproszenie do pomocy wolontariuszy postawił na swojej stronie Andrzej Olechowski. Są efekty – na Facebooku wspiera go już ponad 3035 osób.

Kandydat idealnie wykorzystuje też Flickra – niemal z każdego jego spotkania są tam publikowane profesjonalne zdjęcia. Co ciekawe, nieźle wykorzystany jest portal głównie dla muzyków – Myspace.

Andrzej Olechowski obcuje z internetem na co dzień. Jest dla niego głównie źródłem informacji. – Poniekąd celowo nie dałem się do tej pory wciągnąć w te bardziej interaktywne formy, bo zabierają one bardzo dużo czasu. Zamierzam jednak tak sobie ułożyć dzień, żebym mógł to robić w sposób bardziej systematyczny – mówi. – Dziś moja kampania internetowa się rozpędza, od kwietnia-maja będziemy w pełnym swingu. W całym tym internetowym zamieszaniu zobaczymy jeszcze jedno – dziadostwo naszych łączy i całej tej infrastruktury internetowej – komentuje Andrzej Olechowski.
Polski Obama jeszcze śpi

Tomasz Nałęcz, mimo że na plakatach występował w towarzystwie Obamy, o internecie trochę zapomniał. Poza blogiem informacje o Nałęczu można znaleźć tylko w Wikipedii. Jego oficjalna strona nalecz.org od kilku tygodni ciągle jest w przebudowie. Teraz są na niej drobiazgi, które mogą zatrzymać internautę przez jakieś 20 sekund. Na Facebooku powstała już grupa, którą popiera lekko ponad 100 osób. Pełną parą kampania ma ruszyć w kwietniu.

Internet lubi naturalność, dlatego też ważnym elementem będzie osobiste zaangażowanie prof. Tomasza Nałęcza w prowadzenie profili na portalach społecznościowych – mówi Adam Piechowicz, jego asystent. – Planujemy szereg wydarzeń, które w chwili obecnej są opracowywane, a które nie były dotychczas wykorzystywane w kampaniach wyborczych w polskim internecie. Ze względu na aktywność konkurencji dziś o nich nie możemy mówić – dodaje.

Nowy front już niedługo

Wykorzystanie internetu do wyborczej walki w Polsce sprowadza się na razie do kilku powtarzanych przez wszystkich kandydatów zachowań. Musi być własna strona, profil na Facebooku, kilkunastu innych portalach społecznościowych, no i najlepiej regularnie i osobiście prowadzony blog. Poza portalem szmajaok.pl nie ma na razie w internecie tego pozytywnego szału, który znamy z USA. Aby to zmienić, część kandydatów zabrała się już pełną parą do zbierania wolontariuszy, inni ciągle czekają. Nowy front politycznej walki niewątpliwie się jednak kształtuje, wygra ten, który zajmie na nim najlepsze, strategiczne pozycje.

Czy doczekamy się podobnego fenomenu, jaki w sieci widziała Ameryka – tego dowiemy się już niedługo. Znając jednak kreatywność polskich internautów, możemy być o to chyba spokojni.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: