Wiadomość została wysłana.
Dziesiątki tysięcy ludzi dołączyły do ruchu Tea Party. Swoją nazwą nawiązuje on do słynnej herbatki bostońskiej czyli wydarzeń poprzedzających amerykańską wojnę o niepodległość w XVIII wieku. Był to protest przeciwko nałożeniu na kolonie podatku na sprowadzaną herbatę. Mieszkańcy kolonii byli oburzeni, że nakłada się na nich kolejny podatek, choć nawet nie mają oni swojej reprezentacji w parlamencie Królestwa Brytyjskiego. W akcie protestu mieszkańcy Bostony wyrzucili z pokładu statków herbatę, która przypłynęła do portu w kolonii.
Herbaciarze wierni konstytucjiTak jak w XVIII wieku tak dzisiejsi uczestnicy protestów twierdzą, że decyzje budżetowe są podejmowane bez poparcia wyborców. Ruch herbaciany rozpoczął się w proteście wobec programu pomocy publicznej bankom zagrożonym bankructwem w ostatnim kryzysie. Pierwsze decyzje podjął w 2008 r. jeszcze George Bush, ale program nabrał rozpędu za prezydentury Baracka Obamy. I to on jest negatywnym bohaterem dla członków Tea Party. Większość jego decyzji jest krytykowanych – udzielenie pomocy sektorowi samochodowemu, reforma opieki zdrowotnej czy zobowiązanie się do zaostrzenia walki z globalnym ociepleniem.
Ruch herbaciany nawiązuje też do innych tradycji amerykańskich z czasów wojny o niepodległości – czyli ochotniczej armii oraz ruchu patriotycznego. Ich poglądy są dość kontrowersyjne w USA, ale popularne. Są np. przeciwni imigrantom czy budżetowej rezerwie federalnej. A dwie najważniejsze książki najczęściej przez nich cytowane to Biblia i konstytucja USA.
Herbaciarce rozpoczęli działania od niewielkiej grupy, która namawiała do rozsyłania torebek herbaty do członków Kongresu. To miało symbolicznie przypominać o tym, że łamią oni zasady opisane w konstytucji USA. Idea przyciągała kolejnych konserwatywnych działaczy i zaczęto wykorzystywać media społeczne takie jak Facebook czy Twitter do zdobywania kolejnych członków. Kulminacją było wielotysięczny marsz na Waszyngton zorganizowany pod koniec ubiegłego roku. Zgromadził dużo osób, które w kryzysie finansowym straciły oszczędności życia czy domy i boją się, że plan pomocy wielkim przedsiębiorstwom będzie dla nich oznaczał kolejne podatki.
Ikonami ruchu Tea Party są republikańska kandydatka na wiceprezydenta Sarah Palin i prawicowy publicysta Glenn Beck związany z telewizją Fox. Choć politycy partii republikańskiej próbują zyskać poparcie herbaciarzy, to nie wszystkim to się udaje. Palin przemawia ich językiem, więc jest przez nich lubiana – mówi o powszechnym dostępie do broni, braku zaufania do waszyngtońskiego establishmentu (sama nie sprawuje teraz żadnego stanowiska) czy broni wartości rodzinnych.
Beck i telewizja Fox wykorzystały zaś energię działaczy Tea Party i na bieżąco relacjonują ich działania. Fox choć jest telewizją informacyjną, to nie kryje, że wspiera wartości konserwatywne i partię republikańską. Stacja spotkała się z zarzutem, że wykorzystuje herbaciarzy do podsycenia nastrojów antyprezydenckich. Media lewicowe pokazywały jak Fox manipuluje tłumami na wiecach, tak by w telewizji ludzie wyglądali na bardziej poruszonych, czy wykorzystuje jako ilustrację do wydarzeń zdjęcia z marszów, które odbyły się wcześniej i zgromadziły więcej ludzi.
W kontrze do głośnych działań Tea Party powstał ruch liberalny. I także oddolnie. Zaczęło się od wpisu na portalu społecznościowym Facebooku przez młodą dokumentalistkę Annabel Park, która pracowała kiedyś dla partii Demokratycznej jako wolontariuszka. - Załóżmy ruch kawowy, albo koktajlowy, albo red bullowy. Jakikolwiek, byle nie herbaciany. A może cappuccino party? To by ich naprawdę wkurzyło, bo brzmi tak inteligencko. Spotkajmy się i napijmy cappuccino i porozmawiajmy o polityce z pasją ale i merytorycznie – napisała do znajomych Park.
Początkowo odpowiedziało jej kilka osób, potem coraz więcej. W lutym ruch sformalizowano. Powstał specjalny profil na Facebooku namawiający do zapisania się do Coffee Party – w ciągu zaledwie pięciu dni przyłączyło się do niego prawie 100 tys. ludzi. Liczba członków rośnie dosłownie z minuty na minutę.
Kawosze chcą ucywilizowania debaty politycznej i otwarcia jej na wszystkie grupy społeczne. Chcą by rząd by postrzegany nie jako wróg, ale jako wyraziciel woli narodu. I przypominają, że w wyborach prezydenckich w 2008 r. zagłosowała prawie rekordowa liczba osób. Coffee Party organizuje lokalne oddziały, są już obecne w 30 stanach USA. Park twierdzi, że codziennie otrzymuje około 300 wniosków o utworzenie kolejnych. I że nie starcza jej czasu na odpisywanie na wszystkie prośby. 13 marca to kawosze planują protesty w całym kraju.
Kawosze walczą z argumentami przedstawianymi przez herbaciarzy. Przekonują, że postęp nie jest niczym złym, a już na pewno nie jest równoznaczny z komunizmem, a tak uważają członkowie Tea Party. Jak przekonywała w „The New York Times” Park, na ich spotkania przychodzą także członkowie Tea Party. Najczęściej by zagłuszać mówców, ale czasami zgadzając się z podnoszonymi argumentami. – Chodzi o to by przypomnieć, że rząd reprezentuje nas. Więc musimy o sobie przypomnieć, mówić mocnym głosem i zacząć zachowywać się jak szefowie – wyjaśniała dziennikarzom Park.