Wiadomość została wysłana.
Okolice Pałacu Prezydenckiego zaczęły zapełniać się już wczesnym popołudniem. Wśród zwolenników pozostawienia krzyża przed siedzibą głowy państwa, co i rusz pojawiały się kolejne plotki o tym, że zapowiedziana na wieczór demonstracja przeciwników doprowadzi do usunięcia krzyża. – Nie dajcie się sprowokować. Nie będzie żadnych przenosin krzyża – uspokajała zebranych wokół krzyża starsza kobieta.
Na nic zdały się także dramatyczne apele słane w eter przez Radio Maryja, które wzywało „głównie mężczyzn”, aby przybyli na Krakowskie Przedmieście i dali odpór demonstrantom. Po godz. 20. na miejscu dominowali przede wszystkim przeciwnicy krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Większość stanowiła młodzież licealna i studenci. Widać było, że dla nich zaplanowana na godz. 23. demonstracja jest okazją do dobrej zabawy. Niektórzy młodzi ludzie przychodzili z rodzinami. Zamieszanie przyciągało też turystów, dla których sytuacja po siedzibą głowy państwa wydawała się, co najmniej niezrozumiała.
Tym bardziej, że zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy krzyża szybko się wymieszali. Tylko jedna z grup w pobliżu sektora dziennikarskiego wytrwale śpiewała pieśni religijne. – Jestem zaskoczony, ponieważ tu wszyscy stoją razem. To bardzo dziwne – zastanawiał się turysta z Kanady, który przyjechał do Warszawy na sympozjum naukowe.
Sam krzyż został oddzielony od tłumu metalowymi barierkami, przy których stali policjanci. Dla pewności przed samym krzyżem stał dodatkowy szpaler funkcjonariuszy, a dostępu do nich broniła kolejna linia barierek. Widać było zdenerwowanie młodych ludzi w mundurach. Ostatnim bastionem byli najwytrwalsi obrońcy z biało-czerwonymi opaskami na rękach z napisem „Gwardia Narodowa”. Wśród nich brylował Leszek Bubel, kontrowersyjny lider Polskiej Partii Narodowej, które sam siebie określa jako „naczelnym antysemitą RP”.
„Gwardziści” zapowiadali, że nie pozwolą na siłowe zabranie krzyża, choć deklarowali, że w przypadku „napaści” będą stawiali raczej bierny opór.
Atmosfera przed Pałacem Prezydenckim w niczym nie przypominała demonstracji znanych nam z ulic polskich miast. Nie było palenia opon, wybuchu petard. Zamiast kamieni w stronę obrońców krzyża leciały bańki mydlane. Ci odpowiadali modlitwą i kolejnymi pieśniami religijnymi. Słychać było „Barkę” oraz „Czarną Madonnę”.
Przed godz. 22 manifestanci urządzili minifestiwal przebojów Maryli Rodowicz. Tylko nieliczni obrzucali się wyzwiskami, ale do rękoczynów nie doszło. Zresztą obrońcy krzyża, którzy byli w zdecydowanej mniejszości zachowywali się o niebo lepiej niż ich adwersarze.
Oczywiście nie brakowało i niesmacznych zgrzytów. Przebrany za papieża mężczyzna pozdrawiał z okien zebranych. Zebrał gromkie brawa. Starsza pani stojąca w pobliżu popularnych „Zakąsek, Przekąsek” patrzyła na to ze łzami w oczach.
Kpin pod adresem obrońców nie brakowało. Modlących się wyzywano od moherów, Talibów czy wariatów. Niektórzy obrońcy nie byli dłużni odpowiadając stekiem wyzwisk.
Co i rusz skandowano nowe hasła. Największą furorę robiło powiedzonko „Jest krzyż, jest impreza”. - Od kilku dni przychodzimy kumplami melanżować pod Pałacem. To moje najlepsze wakacje – cieszył się zmęczony alkoholem nastolatek.
Choć pijanych nie brakowało, to jednak byli w mniejszości. Wiele osób popijało wino, które można było kupić przy stole wystawionym przez jedną z knajpek. Bodajże po raz pierwszy od lat policja i straż miejska nie reagowały na widok ludzi raczących się winem z butelek na Krakowskim Przedmieściu.
Zresztą przez cały czas mundurowych widać było głównie w tzw. strefie zero, czyli tej najbliżej krzyża. Porządku w tłumie strzegło dyskretnie co najmniej kilkudziesięciu tajniaków. Wypatrywali nie tylko agresywnych osobników, ale i kieszonkowców, dla których demonstracja była okazją do ukradzenia kilku portfeli.
- Jest spokojnie. Bez poważniejszych incydentów. Demonstranci już wcześniej wycofali się z pomysłu przeniesienia krzyża – mówił Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji.
Policjanci zabezpieczyli się bardzo starannie obawiając zamieszek. Na latarniach zawieszono kilka kamer specjalnego monitoringu. Obraz z kamer trafił do specjalnego wozu policji, w którym policjanci dokładanie śledzili poczynania tłumu.
Tłum się bawił. – To drugi sylwester – mówi Darek. Tuż za nim grupka młodzieży świętowała urodziny młodej damy. Nie kryli, że specjalnie przyszli przed Pałac Prezydencki, aby uczcić ten dzień.
Na tłumem falowały ręcznie wymalowane transparenty: „Tu jest Polska”, „Żydokomuna pozdrawia”, „Krzyż do kościoła, Polska to kraj świecki, szanujmy konstytucję”. Jednak większość potraktowała demonstrację mniej poważnie. W tłumie można było spotkać osobnika przebranego za wojownika Nina. Inny z protestujących męczył się w masce Lorda Vadera.
Salwy śmiechu wywoływał transparent z napisem „Chcemy koło zamiast krzyża”. Pojawili się także młodzieńcy w prześcieradłach z wymalowanymi krzyżackimi krzyżami.
Zabawa trwała w najlepsze. Młodzi ludzie zaczęli wspinać się na latarnie. Zawieszali flagi, robili zdjęcia. Policjanci jednak nie interweniowali, co można uznać za poważny błąd, ponieważ wystarczała chwila nieuwagi i mogło dojść do tragedii.
Co jakiś czas przez tłum przechodziła meksykańska fala. Kilka osób, niczym na koncercie rokowym, popłynęło na rękach zebranych. Sporo zamieszania narobiła grupka niosąca makietę łańcucha DNA. Gromkiem głosem demonstranci ci krzyczeli DNA, DNA.
Na koniec zawiesili swój totem na latarni zapowiadając, że nie pozwolą go usunąć.
Przed godziną 23 na miejscu było już kilka tysięcy osób. Grupa młodych ludzi grała piłką plażową, która co jakiś czas wypadała za policyjne barierki. – Oddaj piłkę, oddaj piłkę – skandowali wówczas młodzi ludzie, których wysiłki zostały nagrodzone kilkanaście minut później.
W tym czasie przed ministerstwem kultury zabawa rozkręcała się na całego. Kilkudziesięciu demonstrantów skakało wykrzykując: „kto nie skacze, broni krzyża”. – Nie naśmiewajcie się z nas – prosiła starsza pani z różańcem w ręku – Będę się za was modlić – mówiła młodym ludziom. Trochę zamieszania wywołało pojawienie się Wojciecha Cejrowskiego w eleganckiej koszulce z Matką Boską. Cejrowski nie krył poparcia dla obrońców krzyża.
Pojawił się także Jan Pospieszalski z kamerą. Szybko stał się obiektem niewybrednych drwin i wyzwisk. Tak naprawdę nie sposób było zauważyć oficjalnego początku manifestacji, ponieważ, happening trwał już od dobrych kilkudziesięciu minut. Słychać było kolejne hasła domagające się przeniesienia krzyża do kościoła. Wzywano Jarosława Kaczyńskiego do zaprzestania gier politycznych krzyżem.
Po godzinie zabawa z wolna zaczęła zamierać. Gapie rozchodzili się do domów. Część z nich umawiała się na kolejny wieczór przed Pałacem. Poza jednym poważniejszym incydentem, czyli kuriozalnej bójce zwolennika i przeciwnika krzyża wiszących na latarni, obyło się bez większych zadym.
Niestety wiele znaków zapowiada, że okres względnego spokoju w okolicach krzyża może się niedługo skończyć. W tłumie widać było dresiarzy, którzy wyraźnie szukali pretekstu do bójki. Niczym dzikie zwierzęta szukali tylko kogoś, kto zareaguje na prowokujące spojrzenie czy rzuconą półgębkiem obelgę. Widać było, że nie ma dal nich znaczenia czy ofiarą będzie zwolennik czy przeciwnik krzyża. – Jak nie dziś, to jutro – rzucił na odchodne jeden z takich „myśliwych”, wyraźnie niezadowolony ze straconego wieczoru.