"Córeczko moja kochana! Dzisiaj są twoje czwarte urodzinki. Niestety nie zdążę przyjechać na Twoje święto do domku ale moje serce będzie z Twoim serduszkiem. Będziemy się Tobą cieszyć całe życie..." Ten list piosenkarka Anna Jantar wysłała do córki 3 marca z Nowego Jorku. Niecałe dwa tygodnie później wsiadła na pokład Ił-a 62 "Kopernik" lecącego do Warszawy. Samolot nie wylądował na Okęciu. 14 marca 1980 r. rozbił się bardzo blisko pasa startowego. Zginęli wszyscy pasażerowie – 77 osób i cała dziesięcioosobowa załoga. Wtedy była to największa katastrofa lotnicza w powojennej Polsce.
"14.3. Warszawa. PAP. 14 bm. w godzinach południowych samolot Polskich Linii Lotniczych "Ił-62" uległ katastrofie przy podchodzeniu do lądowania. Z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn, samolot ten spadł z wysokości 100 m i rozbił się doszczętnie. Na pokładzie znajdowało się 87 osób. Według wstępnego rozeznania żadna z tych osób nie żyje. (PAP)" - komunikat takiej treści pojawił się w Polskiej Agencji Prasowej 14 marca 1980 r. Pozostałe media o wypadku również nie informowały zbyt szeroko, mimo że była to wówczas największa katastrofa lotnicza w powojennej Polsce. Trudno się dziwić. Rozbił się przecież jeden z symboli radzieckiej techniki - Ił -62, dzięki któremu Polska weszła do klubu przewoźników atlantyckich.
"Kopernik" był pierwszym Ił-em 62 zakupionym od Rosjan. Do floty LOT trafił w 1972. Potem nazwiska wielkich Polaków nosiło też kolejnych sześć takich maszyn. Loty do USA były osiągnięciem, którym szeroko się chwalono. Odprawiani pasażerowie otrzymywali bombonierki i pamiątkowe dyplomy.
Kapitan Smolicz przekazuje stery
Lot nr 007 do Warszawy miał wyglądać jak pozostałe. "Kopernik" zgodnie z planem przyleciał do Nowego Jorku prowadzony przez kapitana Tomasza Smolicza, jak się później okazało ostatniego pilota, który szczęśliwie wylądował tą maszyną. Na miejscu czekała kolejna załoga, która miała lecieć z powrotem do Polski. Smolicz przekazał stery doświadczonemu, podobnie jak on, kapitanowi Pawłowi Lipowczanowi.
- Przylecieliśmy po południu. Spotkaliśmy się na kwaterze. My zostaliśmy. Oni pojechali na lotnisko... - wspomina Smolicz w filmie TVP "Czarny serial. Kopernik".
Z lotniska imienia Kennedy'ego samolot startuje 13 marca wieczorem. Z powodu śnieżnej zamieci ma dwie godziny opóźnienia.
Pięć stewardes obsługuje na pokładzie "Kopernika" 77 pasażerów. 91 miejsc jest pustych. Oprócz gwiazdy polskiej estrady Anny Jantar uwagę zwraca też grupa amerykańskich sportowców - amatorska reprezentacja bokserska USA. Liczy 14 pięściarzy, ośmiu trenerów, lekarzy i masażystów. "Kopernikiem" leci też do Polski jeden z dyrektorów amerykańskich linii lotniczych TWA. W sumie na pokładzie jest 52 obywateli polskich i niemal 30 amerykańskich, czwórka Rosjan i trzech Niemców.
Problem z podwoziem
14 marca przed południem "Kopernik" jest gotowy do lądowania. Bez problemu dolatuje do Okęcia i zostaje skierowany na pas. Pilot informuje jednak, że ma problem z podwoziem.
- Zgłosił awarię, która w tamtych czasach była dość częsta. W takiej sytuacji najczęściej posyłało się maszynę na tzw. drugie okrążenie żeby sprawdzić czy to rzeczywiście podwozie, czy kwestia bezpiecznika - opowiada w "Czarnym serialu" Jerzy Lisowski, w 1980 młody kontroler lotów, a później dyrektor Agencji Ruchu Lotniczego.
Samolot ponownie wzbija się w powietrze i wtedy wszystko wymyka się spod kontroli, a wydarzenia toczą się lawinowo. Po zwiększeniu mocy rozrywają się trzy silniki, uszkodzeniu ulegają stery i cały mechanizm. Po kilkunastu sekundach samolot spada ok 950 metrów od pasa startowego. Pilot sterując wyłącznie lotkami w ostatniej chwili omija gmach schroniska dla nieletnich. "Kopernik" rozbija się o zbocza fortów przy Al. Krakowskiej, dziób wbija się w oblodzoną fosę.
- Akurat z kolegą podeszliśmy do okna. Ten samolot leciał dziwnie. Nie poziomo, a z wyraźnym przechyłem na prawą stronę - wspomina Andrzej Kopczyński, świadek katastrofy.
Walczyli do końca
Na miejscu zjawiają się jednostki MO. Co ciekawe, akurat w tym samym czasie na Okęciu trwała narada w sprawie...bezpieczeństwa lotów zorganizowana przez ministerstwo komunikacji. - Narada przebiegała spokojnie. I nagle ta informacja... - mówi w "Czarnym serialu" Wiktor Mikusiński, wówczas porucznik MO, który jako jeden z pierwszych pojawił sie na miejscu.
- Wszyscy wyglądali jakby spali. Przy górce znaleźliśmy ciało pilota. Na górce leżała Anna Jantar i ci sportowcy. Na drzewach wisiały różne wstążki, sukienki...- wspomina wstrząsający widok lekarz pogotowia Julia Borkowska Gomez. - Widać było jak walczyli do końca. Ręce mieli zaciśnięte na częściach foteli- dodaje Mikusiński.
Tysiące fanów na pogrzebie
Władzom nie udało się wyciszyć sprawy katastrofy. Zapewne nie byłoby o niej tak głośno gdyby nie śmierć Anny Jantar. Piosenkarka była wówczas gwiazdą. Cała Polska śpiewała "Tyle słońca w całym mieście" i znamienne, jak się okazało, "Nic nie może przecież wiecznie trwać". Jantar wracała z tournee po USA. Osierociła 4 letnią córkę - Natalię.
Na pogrzeb piosenkarki przyszło ponad 40 tysięcy ludzi. Tłumy oblegały cały cmentarz na warszawskim Wawrzyszewie.
Śledztwo w sprawie katastrofy prowadziła warszawska Prokuratura Wojewódzka oczywiście pod nadzorem oficerów służb specjalnych. Za przyczynę katastrofy uznano "wady technologiczne i materiałowe." Wykluczono winę załogi i personelu naziemnego, a śledztwo umorzono.
Cześć specjalistów uznaje, że silnik w "Koperniku" był jak bomba zegarowa. - Gdyby udało się wtedy wylądować pewnie do awarii doszło by przy starcie, a więc jeszcze na ziemi. Straty były by dużo mniejsze - przewiduje kapitan Smolicz.
Najgorsze jest to, że z katastrofy nie wyciągnięto żadnych wniosków. Il-y 62 latały nadal we flocie LOT i pokonywały Atlantyk. I wystarczyło zaledwie 7 lat, aby katastrofa "Kopernika" okazała się tak naprawdę niewielka. 9 maja 1987 r w lesie kabackim rozbił się Ił-62 "Kościuszko" lecący do USA. Zginęło ponad 180 osób, a mówi się, że ofiar mogło być dużo więcej gdyby nie bohaterstwo pilota, który skierował samolot na las, a nie na budynki mieszkalne. Wtedy do sprawy władze podeszły dużo poważniej. Tyle, że za późno...