Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Jakie prezenty dostają polscy politycy?

Dezodorant i meteoryt dla premiera Tuska

Autor: Wiktor Ferfecki
  • A
  • A
  • A
10:39
25.02.2010
W czasach starożytnych władcom ofiarowywano często dziewice z posagiem. Ślad tego zwyczaju można znaleźć w mitach, przykładowo w tym mówiącym o Wojnie Trojańskiej. Prezenty, które dostają politycy współcześni, nie są tak wartościowe, ale może i mniej kłopotliwe. W modzie są książki, albumy, figurki, pamiątkowe medale i okolicznościowe monety.
Podczas wizyty w Peru premier Donald Tusk otrzymał m.in. szal oraz ręcznie robioną wielobarwną czapkę (Fot. PAP/Radek Pietruszka
Podczas wizyty w Peru premier Donald Tusk otrzymał m.in. szal oraz ręcznie robioną wielobarwną czapkę (Fot. PAP/Radek Pietruszka)

Czasami zdarzają się jednak podarki bardziej oryginalne. Przykładowo Uniwersytet im. Adam Mickiewicza Poznaniu podarował premierowi Donaldowi Tuskowi kawałek meteorytu, podczas wizyty w Łodzi szef rządu otrzymał dezodorant „Firefly” produkowany przez firmę kosmetyczną Tusk, a były prezydent USA George W. Bush ofiarował mu piłkę nożną z autografem.

Informacje o prezentach, które dostają najważniejsi politycy, są jawne i można znaleźć je w Internecie. Prawo wymaga od takich osób prowadzenia tzw. rejestrów korzyści. Teoretycznie w rejestrze powinny znaleźć się tylko te prezenty, których wartość przekracza połowę najniższego wynagrodzenia. Niektórzy politycy są jednak nadgorliwi i wpisują wszystkie podarki.

Celują w tym zwłaszcza szefowie rządu. Zwyczaj chwalenia się prezentami zapoczątkował Kazimierz Marcinkiewicz, który na stronach kancelarii premiera zamieszczał nawet ich zdjęcia. Prezenty przekazywał na aukcje charytatywne. Podobnie jak jego następca Jarosław Kaczyński, który zostawiał sobie tylko co ciekawsze książki. Nie wiadomo jeszcze, co z podarkami zrobi Donald Tusk. Biorąc pod uwagę długi, jak na polskie warunki, okres sprawowania przez niego funkcji premiera, lista podarków jest imponująca.

Prezent dziennie dla premiera

Trener reprezentacji Polski w siatkówce Daniel Castelliani przekazał premierowi medal zdobyty podczas mistrzostw w Izmirze (Fot.
Trener reprezentacji Polski w siatkówce Daniel Castelliani przekazał premierowi medal zdobyty podczas mistrzostw w Izmirze (Fot. PAP/Radek Pietruszka)

Z wpisów do rejestru korzyści Donalda Tuska wynika, że w niektórych miesiącach dostaje nawet jeden prezent dziennie. Wiele upominków ma wartość co najmniej połowy najniższego wynagrodzenia. Tak kosztownymi prezentami były m.in. dywany, które dostał od prezydentów Azerbejdżanu i Egiptu, dwie kryształowe karafki od słowackich władz, złocona rzeźba od szefa MSZ Kataru, srebrne pudełko na cygara od premiera Hiszpanii i dwie miniatury statków, srebrzona i złocona, które ofiarowały mu władze Kuwejtu.

Wśród podarków o niższej wartości przeważają figurki, wazony i inne wyroby ceramiczne, które można postawić na kominku. Jest też dużo książek, m.in. „Niewygodna prawda” Ala Gora, czterotomowa historia Igrzysk Olimpijskich wydana z okazji XXIX Igrzysk w Pekinie, „Historia Lotnictwa – od maszyny latającej Leonarda da Vinci do podboju kosmosu” oraz bogato zdobiony album „Psy rasowe-portrety”.

Z prezentów bardziej oryginalnych uwagę przykuwa krótkofalówka, którą premier otrzymał od rozgłośni radiowej RMF FM oraz koszulka z numerem „1” i napisem „Tusk” ofiarowana mu przez reprezentację Polski w piłce siatkowej mężczyzn. Podczas tego samego spotkania premier dostał od trenera Daniela Castellianiego złoty medal zdobyty podczas mistrzostw Europy w Izmirze.

Inni członkowie rządu informacjami o upominkach dzielą się mniej chętnie. O prezentach nie wspomina m.in. wicepremier Waldemar Pawlak, szef resortu kultury Bogdan Zdrojewski i minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Chlubnym wyjątkiem jest przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów Michał Boni, który od Polsko-Holenderskiej Izby Handlowej dostał piłkę z autografem Leo Benhakkeera, oraz minister obrony narodowej Bogdan Klich, który chwali się pamiątkowym kielichem od prezydenta Gruzji, lornetką sprezentowaną mu przez dowódcę połączonych sił NATO w Europie, a także miniaturką pomnika papieża Jana Pawła II otrzymaną od władz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Wódka dla dyplomatów

Informacji o podarkach na próżno szukać też w rejestrze korzyści szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Nie oznacza to jednak, że nie przywiązuje on wagi do roli prezentu w dyplomacji. To on w rządzie odpowiada za to, jakie upominki nasi politycy dają przedstawicielom innych państw.

Polskie władze nigdy nie słynęły z szerokiego gestu w dziedzinie prezentów. Nasi ministrowie i dyplomaci w ostatnich latach wręczali głównie kalendarze ścienne z widoczkami Polski, ludowe figurki, wazoniki i inne mało gustowne souveniry. Radosław Sikorski uznał, że to się musi zmienić. W połowie ubiegłego roku MSZ poinformowało o rewolucji w strategii dotyczącej prezentów. – Chcemy zastąpić archaiczne podarki jakimś estetycznym zestawem, który będzie miał charakter symboliczny – wyjaśniała Alicja Rakowska z biura prasowego MSZ.

Sikorski zdecydował, że w nowych zestawach podarunkowych znajdzie się m.in. specjalne pięciopłytowe wydanie płyt z muzyką Fryderyka Chopina w wykonaniu Janusza Olejniczaka, Krystiana Zimmermana i Rafała Blechacza, anglojęzyczne publikacje poświęcone historii i kulturze polskiej, a także filmy wybitnych twórców, m.in. Andrzeja Wajdy i Krzysztofa Kieślowskiego. Polscy dyplomaci mieli też wręczać wódkę Żubrówkę.

Co do tego ostatniego punktu Sikorski szybko jednak zmienił zdanie. Kilka miesięcy później do polskich dyplomatów na całym świecie trafiła depesza, w której MSZ zaleciło, by zamiast Żubrówki wręczać mało znaną, ale za to ekskluzywną wódkę Potocki. Butelka tego trunku kosztuje około 150 złotych. – Z bogatej oferty rynkowej wybrano alkohol sprzedawany w butelkach, które odznaczają się szczególnymi walorami estetycznymi – tłumaczył rzecznik resortu Piotr Paszkowski.

Wpadki Obamy i zegarek Millera

Media negatywnie komentowały wizytę Baracka Obamy w Pałacu Buckingham, podczas której amerykański podarował królowej Elżbiecie I
Media negatywnie komentowały wizytę Baracka Obamy w Pałacu Buckingham, podczas której amerykański podarował królowej Elżbiecie II iPoda (Fot. PAP/EPA)

Sikorski przywiązuje dużą rolę do prezentów, bo wie, że źle dobrany podarek może przynieść więcej szkód niż pożytku. Ze złej ręki do prezentów słynie m.in. amerykański prezydent Barack Obama. Za dyplomatyczną wpadkę uznano jego wizytę w Pałacu Buckingham w kwietniu ubiegłego roku. Obama podarował wtedy królowej Elżbiecie II … iPoda, wypełnionego filmami i zdjęciami z jej wizyty w USA w 2007 roku.

To nie jedyna wpadka amerykańskiego prezydenta w relacjach z brytyjskimi władzami. Na początku ubiegłego roku w Białym Domu gościł brytyjski premier Gordon Brown. Podarował prezydentowi USA obsadkę pióra, wykonaną z drewna statku, który służył do walki z handlarzami niewolników. Brown w zamian otrzymał od Obamy …zestaw DVD z amerykańskimi filmami.

Wpadki z prezentami zdarzały się także polskim politykom. W maju 2002 roku działacze żużlowego klubu Polonia Bydgoszcz wręczyli premierowi Leszkowi Millerowi wart kilka tysięcy złotych zegarek marki Baume & Mercie. Problem w tym, że klub miał poważne problemy finansowe, a zegarek – jak doniosły media – kupiono za pieniądze z miejskich dotacji na wodę, prąd i centralne ogrzewanie. Premier zdecydował się zwrócić zegarek, a likwidator klubu zapowiedział, że wystawi go na licytację, by zyskać jak najwięcej pieniędzy na zaległe pensje pracowników.

Jeszcze większy problem z darowanym zegarkiem miał były prezydent Aleksander Kwaśniewski. W 2004 roku fotoreporter zrobił mu zdjęcie, na którym widać, że prezydent nosi wart ponad 60 tysięcy złotych egzemplarz firmy Franck Muller na pasku z krokodylej skóry. Problem w tym, że podobny złoty zegarek kupił w Szwajcarii lobbysta Marek Dochnal. Z prokuratorskiego śledztwa wynika, że zegarek miał trafić do polityków SLD w formie łapówki.

Czy Kwaśniewski nosił na nadgarstku zegarek od Dochnala? Były prezydent tłumaczył, że czasomierz dostał w ramach prezentu i nie zdawał sobie sprawy z jego wartości. „Zegarków miał od cholery złotych i nosił je, ch… wie po co” – powiedział Józef Oleksy o Kwaśniewskim w szczerej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym. Niestety, prezydenci w odróżnieniu od premiera i ministrów nie mają obowiązku prowadzenia rejestru korzyści. Gdyby prowadzili, ta lektura byłaby zapewne jeszcze bardziej pasjonująca niż czytanie o dezodorancie dla Tuska i futbolówce dla Boniego.

Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: