Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Czy rybie bliższy był stół szlachecki czy peerelowski

A co na to karp?

Autor: Beata Zatońska
  • A
  • A
  • A
16:00
22.12.2009
Karp – przez jednych uwielbiany, przez innych odsądzony od kulinarnej czci i wiary. Przeciwnicy twierdzą, że jego naszpikowane podstępnymi ościami mięso śmierdzi mułem. Zwolennicy zachwycają się delikatnym smakiem. Potrawy z karpia podobno są uświęconym wielowiekową tradycją składnikiem wigilijnej wieczerzy Polaków. Czy tak rzeczywiście jest?
Powie coś, czy nie? (fot.  PAP/Mirosław Trembecki)
Powie coś, czy nie? (fot. PAP/Mirosław Trembecki)
Polska jest karpią potęgą w Unii Europejskiej – zarówno pod względem łącznej powierzchni stawów hodowlanych (ok. 70 tys. hektarów), jak i rocznej produkcji sięgającej 20 tys. ton. Myślimy, że jest rdzennie polski. Niestety… Podobno jego przodkowie pojawili się gdzieś w Azji, a hodowali je już Chińczycy w VI w. p.n.e.. Niejaki Toshuko (znany też jako Hanrei) napisał pierwszy podręcznik, jak hodować karpie.

Karpiami łowionymi w Dunaju zajadali się też starożytni Rzymianie. Potem doszli do wniosku, że smakowitą rybę warto rozpowszechnić, wprowadzili więc karpie do innych rzek i stawów na terenie swojego imperium.

Informacje o profesjonalnej hodowli karpia w Europie pochodzą z XII w. Pionierami byli Czesi, ale już na przełomie XII i XIII w. hodowle karpi pojawiły się w Polsce, w majątkach kościelnych.
Radość na wolności (fot. PAP/Darek Delmanowicz)
Radość na wolności (fot. PAP/Darek Delmanowicz)
Waleczny i płochliwy

Dziko żyjący kuzyni karpia hodowlanego są ostrożni i płochliwi. Trzeba się natrudzić, żeby zobaczyć i usłyszeć żerujące karpi (podobno mlaszczą i cmokają).

Wędkarze cenią dzikie karpie i zrzeszają się w wyspecjalizowane kluby łowców. Złowienie tej ryby wcale nie jest łatwe, bo dziki karp jest waleczny i przebiegły. Udaje się jednak czasem złowić nawet kilkunastokilogramowe okazy.

W kwietniu tego roku niemiecki wędkarz upolował dzikiego karpia giganta – ów rekordzista ważył 34,5 kilograma.

Karp magiczny i medialny

Łuski wigilijnego karpia, noszone w portfelu, mają zapewnić obfitość pieniędzy przez cały rok.

Lepiej jednak nie śnić o karpiu. Jeden z senników ostrzega, że jeśli śni nam się karp, wróży to kłopoty finansowe. W okresie przedświątecznym taki sen może okazać się błogosławieństwem, bo jest szansa, że w obawie, aby się nie ziścił, przestaniemy kupować bez opamiętania.
Czy ktoś mnie weźmie do domu? (fot. PAP/Mirosław Trembecki)
Czy ktoś mnie weźmie do domu? (fot. PAP/Mirosław Trembecki)
Nie ominęła też przedstawiciela szlachetnego rodu karpi kariera medialna. Niedawno Brytyjczycy opłakiwali śmierć rybiego celebryty, czyli gigantycznego karpia Bensona (ważył ok. 20 kg). Sławę przyniosło mu to, że w ciągu swego karpiego życia pozwolił się złowić i sfotografować przez szczęśliwych wędkarzy co najmniej 60 razy! Za każdym razem zgodnie z brytyjską tradycją wędkarską trafiał z powrotem do wody.

Tu warto wspomnieć, że polska miłość do karpi bywa przekleństwem dla naszych rodaków, mieszkających na Wyspach Brytyjskich. Tam karpie łowi się dla samej przyjemności łowienia. Polacy łowili je, by potem zjeść. I za to ścigała ich policja, o czym szeroko rozpisywała się brytyjska prasa.

Karpie, a właściwie zamieniająca się w karpie rodzina wodników, zagrały główną rolę w czeskim filmie, często powtarzanym w telewizji za czasów PRL pt. „Jak utopić doktora Mraczka”.

Karp staropolski i PRL-owski

Trwają spory, czy karp jest tradycyjnym wigilijnym daniem Polaków. Wzmianka na ten temat pojawia się m.in. w „Encyklopedii staropolskiej” Zygmunta Glogera. Trzeba jednak przyjąć, że karp mógł gościć, w towarzystwie szczupaków, sumów i sandaczy, na stołach bogatej szlachty i arystokracji. Chłopi raczej się rybami nie zajadali.
Jeszcze w całości (fot. TVP)
Jeszcze w całości (fot. TVP)
W „Opisie obyczajów za panowania Augusta III” Jędrzej Kitowicz napisał: ”Rybne obiady tymże sposobem dawali jako i mięsne: jednę połowę ryb rozmaitych gotowali w kotle na smak z przydatkiem rozmaitej zielenizny wyżej opisanej, w tym smaku dopiero gotowali ryby, które się miały prezentować na stole, przeto były arcysmaczne. Niektórzy kucharze, żeby się lepiej popisali z doskonałością swoją, gotowali ryby w sosie mięsnym, a do karpia kładli na spód słoninę, czyniąc to wtenczas, kiedy nicht nie widział, i na wydawaniu kryjąc zdradę, aby nie była postrzeżona”.

Karp pojawił się także w „Panu Tadeuszu”. Adam Mickiewicz opisał bogactwo rybnych dań na szlacheckim stole: „ Owe ryby! Łososie suche, dunajeckie wyżyny, kawijary weneckie, tureckie, szczuki główne i szczuki pogłówne, łokietne, flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne! W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona, u głowy przysmażona, we środku pieczona, a mająca potrawkę z sosem u ogona”.

PRL-owska legenda głosi, że autorem „nowej świeckiej tradycji”, zgodnie z którą karp stał się głównym bohaterem polskiej Wigilii, jest komunistyczny minister Hilary Minc. Stało się to pod koniec lat 40. ubiegłego wieku. Zaopatrzenie było kiepskie, a naród chciał jeść. Kazał więc Minc rozwinąć hodowlę karpi i wmówić narodowi, że od dawien dawna zajadała się nimi świątecznie arystokracja.

Na naszych stołach gości teraz więc m.in.: karp smażony, duszony, pieczony, karp po grecku, karp po polsku, karp po żydowsku, karp w szarym sosie, karp w sosie babuni, itd., itp.
Pokrojony już (fot. PAP/Mirosław Trembecki)
Pokrojony już(fot. PAP/Mirosław Trembecki)
Karp pożądany i ścigany

W latach 80. ubiegłego wieku karp stał się bohaterem narodowym niemalże. Zdobycie go było sprawą trudną. Sklepy świeciły pustkami, w Polakach odzywał się instynkt łowiecki. Wszystko się zdobywało, załatwiało, itp. Przed sklepami ustawiały się kolejki, porządku pilnował komitet kolejkowy. Rodacy, spragnieni karpia na szaro lub smażonego, spędzali noce przed sklepem rybnym w nadziei, że jeszcze przed Wigilią, coś do tych sklepów rzucą.

W komedii Stanisława Barei „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” toczy się taka rozmowa między sąsiadkami: „Gdzie pani dostała tego karpia, złociutka? - Nie, nie. Szwagier mi go z Gdańska przywiózł...”. Szczęściara!

Zdobyte karpie wpuszczano potem do wanny i tam oczekiwały na… kaźń. Zdarzało się, że nowy mieszkaniec łazienki tak się zaprzyjaźniał z rodziną, że zamiast niego na wigilijnym stole lądował morszczuk po grecku. A karpika wypuszczano do pobliskiej rzeki. Ale to rzadkie przypadki.
W galarecie (fot. PAP/Paweł Kula)
W galarecie (fot. PAP/Paweł Kula)
Krwawe przygotowania do Wigilii

Karp żywy w sklepie daje gwarancję, że będzie świeży. Gospodynie domowe to bardzo cenią. Zanim jednak zalejemy go galaretą lub przyrządzimy po żydowsku, trzeba rybkę… zabić.

Co roku organizacje ekologiczne apelują o humanitarne traktowanie karpi. Ba, namawiają nawet, by zrezygnować z kupowania żywej ryby, bo domowe sposoby zabijania przysparzają zwierzęciu niepotrzebnych cierpień.

W okresie przedświątecznym popularne w internecie stają się… dowcipy o pozbawianiu karpia życia. Można np. zastosować metodę psychologiczną. W tym celu należy „podejść do wanny, w której beztrosko pływa karp i znienacka pokazać mu kalendarz z zakreśloną czerwonym pisakiem datą 24 grudnia (na 99,9 proc. karp umrze na zawał). Co będzie jednak, jeśli karp okaże się twardzielem i ma zdrowe serce?”.

Można podać na Wigilię np. golonkę, jak to zrobili milicjanci w komedii „Rozmowy kontrolowane” Sylwestra Chęcińskiego.

W filmie „Ja wam pokażę” (ekranizacja powieści Katarzyny Grocholi) wigilijnego karpia zabijał… chłopczyk w wieku szkolnym, bo wszyscy dorośli stanowczo odmówili wykonania egzekucji.
Smażony (fot. PAP/Paweł Kula)
Smażony (fot. PAP/Paweł Kula)
Nieunikniona zbrodnia kuchenna

W swojej słynnej książce kucharskiej Alicja B. Toklas, która gotowała m.in. dla Ernesta Hemingwaya i Pabla Picassa, napisała: „należy pogodzić się z faktem, że zanim rozpocznie się jakakolwiek kuchenna historia, zbrodnia jest nieunikniona. Dlatego gotowanie nie jest tylko i wyłącznie przyjemnym sposobem spędzania czasu”. Potem opisuje krwawe potyczki z żywym karpiem, którego po uwieńczonej sukcesem egzekucji, podała nafaszerowanego kasztanami.

Wojciech Cejrowski na swojej stronie internetowej napisał 18 grudnia 2005 r. : „Moim zdaniem karpie karki są pod nóż – w tym celu hodujemy ryby w stawach, w tym celu dowozimy je do sklepów, w tym celu je kupujemy... Żeby zarżnąć i zjeść. Gadki o niehumanitarnym traktowaniu karpi to idiotyzm! Ryby z definicji nie mogą być traktowane humanitarnie, a więc jak ludzie, albo po ludzku, bo są rybami. Do karpia można podejść ichtiologicznie; wszelkie inne podejścia uważam za... nietrafione. Co wcale nie oznacza, że należy się nad karpiami znęcać. Łup w łeb i do galarety z nimi. PS. Osobnikom tzw. zielonym zalecam zajęcie się niehumanitarnym traktowaniem ludzi. Kiedy już wszyscy ludzie na całej ziemi będą traktowani humanitarnie, troska o karpie stanie się zajęciem bardziej sensownym. Do tego czasu jest tematem zastępczym”.

Na forum

Jaki jest sens robienia tych manifestów i strajków pod krzyżem??...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: