Strona główna » Magazyn » Kryminalny Pasztet
Łowią dziewczyny w sieci

Seksbiznes nowej generacji

Autor: Jerzy Jachowicz
  • A
  • A
  • A
09:07
07.07.2010
Prostytucja zaraz po narkotykach i handlu bronią jest trzecią najbardziej dochodową branżą w interesach gangsterów. Nowością w tej branży jest wykorzystywanie internetu.
Zamiast pracować jako barmanka lub kelnerka często dziewczyna musi tańczyć na rurze i się rozbierać
Zamiast pracować jako barmanka lub kelnerka często dziewczyna musi tańczyć na rurze i się rozbierać (fot. flickr.com/RodrigoDellaFavera)
Dosłownie kilka dni temu polska policja wspólnie z włoską zlikwidowała kolejny gang sutenerów, sprzedających polskie młode dziewczyny do domów publicznych we Włoszech. Omamione złotymi obietnicami przez polskich gangsterów, wyjeżdżały z kraju w przekonaniu, że zagranicą czeka na nich atrakcyjna praca, a wraz z nią realna szansa zdobycia materialnej niezależności. Zamiast spodziewanych rarytasów, wpadały w łapy włoskich sutenerów. Ci z kolei znęcali się nad nowo przybyłymi, poniżali je, gwałcili, aby w końcu zmusić do uprawiania nierządu. Gang działał kilka lat, mając na sumieniu dramatyczny los kilkudziesięciu Polek. W gangu wiodącą rolę na równi z mężczyznami pełniły dwie kobiety z Polski związane z włoskimi mafiosami.

Barmanki, kelnerki, tancerki

Młode kobiety i dziewczyny ze Śląska i Pomorza poszukujące pracy zaglądały do Internetu, mając nadzieję, że znajdą tam ciekawe oferty. Ogłoszenia, które tam znajdowały były niezwykle zachęcające, bo obiecywały ciekawą i perspektywiczną pracę, wysokie zarobki i dobre warunki, m.in. zakwaterowanie w wygodnych osobnych pokojach, z łazienkami, kuchnią. Wszystkie te rzeczy miała gwarantować wstępna umowa. Określała ona ściśle zakres pracy, jaki miały wykonywać. Zwykle był to zawód barmanki bądź kelnerki. Dziewczęta zapewniano też, że przyuczeniem do tego zawodu zajmą się specjaliści na miejscu, w restauracjach, w których zostaną zatrudnione. Jedynym warunkiem wyjazdu było samodzielne pokrycie kosztów wyjazdu za granicę. Oszołomione niezwykłymi możliwościami kobiety, nie podejrzewając niczego, kupowały bilety i wyjeżdżały do miejsc spodziewanego szczęścia. Głównym terenem działania gangu polsko-włoskiego były Włochy. Dla zmylenia, przestępcy podawali też informacje o pracy w Japonii i Grecji.

Zwykle po dotarciu pod wskazane na rzekomej umowie adresy, młode Polski przeżywały szok. Na pniu proponowano im dobrze płatne zajęcia w domu publicznym. Wcześniej, kiedy jeszcze były przeświadczone, że przyjechały do przysłowiowego raju, nowi pracodawcy pod pretekstem ochrony przed ewentualną kradzieżą – zabierali im paszporty, pieniądze i bilety powrotne. Tak ogołocone dziewczęta, nie znające w dodatku języka innego niż polski, w ciągu kilku minut stawały się niewolnicami właścicieli burdeli. Mieszkały po kilka w jednym pokoiku, w domach przypominających slumsy. Wieczorami właściciele wywozili je do nocnych klubów, gdzie musiały zaspokajać najbardziej wyuzdane potrzeby seksualne klientów. Całe pieniądze, jakie płacili klienci, szły do kieszeni sutenerów.

Ponad rok temu dwie zdesperowane dziewczęta ze Śląska, znające nieźle angielski, uciekły w nocy z jednej restauracji. Z południa Włoch do Rzymu dotarły autostopem, a następnie wróciły do Polski. W kraju zgłosiły się na policję, gdzie opowiedziały swoją historię. Podane przez nie fakty stały się punktem wyjścia do śledztwa, zakończonego aresztowaniem trójki organizatorów „biura pośrednictwa pracy” w Polsce i dwóch kobiet we Włoszech, „opiekunek”, przyjmujących nowoprzybyłe pod swoje skrzydła.
Wykorzystanie internetu znacznie przyspiesza rekrutację kandydatek
Niemal identyczny przypadek miał miejsce kilka lat temu. Gang lubelski rekrutował młode dziewczęta do rewiowych zespołów tanecznych, występujących w ekskluzywnych lokalach w Rzymie. Co ciekawe, również i tamte kobiety z własnej kieszeni płaciły za wyjazd, ale podróżowały do Włoch kilkuosobowymi mikrobusami. No, i rzecz ważna, ogłoszenia o atrakcyjnej pracy za granicą ukazywały się wyłącznie w gazetach. W ostatnich dwóch latach nowym magnesem przyciągającym naiwnych niezwykłymi ofertami – zawsze ciekawej i dobrze płatnej pracy - stał się internet.

Naganiacze z Internetu

Pomysł wykorzystania internetu do zwabienia potencjalnych ofiar wielokrotnie zwiększa zakres działania przestępców i przyspiesza rekrutację kandydatek – mówi oficer komendy głównej policji, zajmujący się od lat zwalczaniem prostytucji. – Jeszcze do niedawna „naganiacze” musieli dokonywać werbunku osobiście. Organizować spotkania, tak aby pozastawiać po sobie jak najmniej śladów. Teraz, korzystając z internetu, niezwykle łatwo gangsterzy mogą dowiedzieć się wszystkiego o kandydatkach „do pracy”, które e-mailami przekazują o sobie żądane informacje (oczywiście włącznie ze swoimi zdjęciami). Później wystarczy już jedno tylko spotkanie, by zdecydować, które dziewczęta spełniają wymagane warunki i dograć sprawy wyjazdu – wyjaśnia funkcjonariusz i przytacza historię dwóch Polaków, ledwie 24-latków, którzy rok temu w Anglii, w miejscowości Plymouth założyli nielegalny dom publiczny. Mieścił się on w luksusowym parterowym domku w centrum miasta. Obydwaj jak klasyczni stręczyciele zatrudniali u siebie młode Polski, które traciły z różnych powodów pracę w angielskich firmach bądź domach. Angażowali je jako hostessy, oferując mieszkanie na miejscu. Miały wieczorami roznosić drinki dla panów grających w karty. Szybko jednak okazywało się, że ich nowe miejsce to dom schadzek, a pracodawcy widzą je w innej roli. Jeśli robiły wstręty, biciem i szantażem zmuszali je w końcu do prostytucji.
Młode dziewczyny trafiają do domów publicznych myśląc, że znajdą lepszą pracę (fot. flickr.com/andrea.rose)
Młode dziewczyny trafiają do domów publicznych myśląc, że znajdą lepszą pracę (fot. flickr.com/andrea.rose)
Zanim Polacy otworzyli swój interes, musieli uzyskać zgodę miejscowych bossów świata przestępczego i ze swoich zysków płacić im określoną stawkę. Trzeba bowiem wiedzieć, że handel żywym towarem staje się dziś przemysłem międzynarodowym ze wszystkimi typowymi cechami dla przestępczości zorganizowanej, wśród których przemoc i bezwzględność wobec ofiar zajmuje miejsce naczelne. Od czasu naszego wejścia do Unii Europejskiej również Polska stała się atrakcyjnym krajem dla handlarzy żywym towarem. Według szacunków Interpolu, od kilku lat, każdego roku do Polski trafia ok. 15 tys. osób. Coraz częściej i w większym każdego roku wymiarze, obok kobiet z byłych republik radzieckich i byłych demoludów, wśród których dominują Ukrainki, a sporo jest także dziewcząt z Bułgarii, Rumunii, Mołdawii i Białorusi, pojawiają się Afrykanki. Sprowadzane są do nas pod pretekstem dobrze płatnej pracy, a trafiają do domów publicznych w krajach zachodniej Europy. Ale też Polska staje się coraz bardziej chłonnym rynkiem. Handel ludźmi jest równie dochodowym interesem jak narkobiznes czy handel bronią, ale ryzyko jest wielokrotnie niższe. M.in. dlatego, że zwerbowane kobiety nie mają pojęcia, że ich przyszłością są agencje towarzyskie, więc przekraczając granicę, nie tylko nie szukają pomocy, ale nawet nie sygnalizują zagrożenia. Kiedy już dojdzie do wykrycia przestępczego procederu, często ofiary wycofuję się ze swoich zeznań. Zdają sobie bowiem sprawę, że gangsterzy wiedzą o nich i ich najbliższych wszystko, że są świetnie zorganizowani, zwykle uzbrojeni, gotowi nie cofnąć się przed zbrodnią. A w dodatku za bandytami stoją ogromne pieniądze. Dzięki nim mogą wynająć najlepszych prawników. Sytuacja ofiar podczas zeznań jest nie do pozazdroszczenia. Bywają one często zastraszane, nie mają znikąd pomocy, nie mówiąc o ochronie przed brutalnością i ewentualną zemstą gangsterów.

Afrykańskie „złote żyły”

Do niedawna sprowadzanie kobiet z Afryki czy Azji był procederem popularnym na południu Europy – we Włoszech, Hiszpanii, Grecji. Dziś te egzotyczne dla Europejczyków kobiety przerzucane są ze swoich krajów do Niemiec, Skandynawii. Na atrakcyjnych kobietach z Afryki i Azji przestępcy zarabiają o wiele więcej niż na Europejkach. Gangi przerzucające kobiety z Afryki do Europy posługują się często wyrafinowanymi, ale też brutalnymi sposobami. Często gwałcą je, robiąc jednocześnie zdjęcia, które wykorzystują później do stosowania szantażu. Gangsterzy grożą, że zrobią krzywdę najbliższym ofiar.

Regułą jednak jest, że wykorzystują naiwność młodych kobiet. Niekiedy, na takim procederze próbują też zbić majątek szemrani biznesmeni, w tym także Polacy. Mirosław i Ewa Ł. W nadmorskiej Ustce prowadzili agencję towarzyską „Havana”. Pod pretekstem pracy w barze ściągnęli z Kenii 27-letnią dziewczynę. Po pokazaniu Kenijce jej pokoju, powiedzieli, czym naprawdę ma tu zajmować. Wobec jej odmowy, siłą zmusili ją do seksu. Wkrótce Kenijska piękność stała się najbardziej pożądaną dziewczyną w okolicy. Kolejka do niej była tak wydłużona, że chętni do skorzystania z jej „usługi” byli zapisywani w specjalnym terminarzu. Polscy właściciele wpadli, kiedy jeden z klientów zdecydował się donieść na policję o sytuacji młodej Kenijki.
„Goryl” na usługach burdel-mamy

Upalny lipiec 2010 roku. Centrum Warszawy. Młody chłopak z Ukrainy, nie znający języka polskiego, przemyka między samochodami na małym, parkingu w pobliżu Domu Towarowego „Smyk” i wkłada za wycieraczki małe kolorowe prospekty reklamujące dwa pobliskie burdele, pod przykrywką „Agencji towarzyskich”. Jeden w Alejach Jerozolimskich, drugi na Kruczej. To pierwsze kroki chłopaka w gangu żyjącym z prostytucji. Na razie robi to za wikt i rozkładane na noc w wąskim przedpokoju legowisko - metalowe łóżko, odizolowane od oczu klientów stojącą garderobianą przesłoną. Żyje na Kruczej, w agencji uruchomionej na krótko przed jego przyjazdem do Polski.

Za każdego nowego klienta w jednej dwóch agencji, które „reklamuje”, chłopak dostaje premię uznaniową od szefa - od 20 do 50 zł., w zależności od tego, ile gotówki zostawił w agencji klient. Niezależnie od zysków jakie zgarnia szef, a kieruje on na co dzień obydwoma agencjami, chłopak raz na tydzień może pójść, do jednej z czterech dziewcząt, pracujących w Alejach, a więc tam, gdzie nie jest domownikiem. Jednak nie dłużej niż na godzinę.

Prawdziwych właścicieli, którzy wyłożyli pieniądze na wynajem lokali, i którym niejednokrotnie podlega sieć agencji rozrzuconych w różnych punktach miasta znają tylko szefowie poszczególnych punktów. W każdy punkcie klientów zwykle obsługują – przy małym stoliku w przedpokoju przy wejściu do mieszkania – kobiety. One pokazują fotografie dziewcząt w „pełnej krasie”, one inkasują taryfę przed wejściem do alkowy z wybranką. Najczęściej są to kobiety panie zarabiające kiedyś w okolicach Hotelu Polonia lub innych znanych miejscach w stolicy, teraz już na emeryturze. Pod blatem stolików mają zamontowany przycisk. Po jego naciśnięciu natychmiast wyłania się gangster, pełniący obowiązki „goryla”. Najczęściej wygląda tak, że sam jego widok paraliżuje klienta, który nieopatrznie zgłaszałby jakieś pretensje do jakości usług i gotów byłby się o to awanturować, bądź próbował przedłużyć swój pobyt, nie mając wystarczającej gotówki. Po roku praktyki, chłopak wtykający reklamy burdeli za szyby samochodów, może wraz z doświadczonymi kurierami z Ukrainy wrócić do swego kraju, a tam pomagać im znaleźć nowe dziewczęta gotowe pracować w Polsce jako tancerki w luksusowych restauracjach, barmanki bądź kelnerki. Jak w każdym tego typu przypadkach, dopiero po zamieszkaniu w agencji ich życie zamienia się w koszmar.
Pokoje, w których przyjmują kobiety klientów, są podsłuchiwane i monitorowane
Sadyzm, zezwierzęcenie...

Niezależnie od tego, że kobiety sprowadzone podstępnie stają się niewolnikami gangsterów, to narażone są inne dojmujące cierpienia. Stają się ofiarami zbiorowych gwałtów, popełnianych przez kompanów szefa agencji. Ale też część klientów wyładowuje na dziewczynach sadystyczne skłonności. Dla niej to żadna kompensata, że właściciel ściągnie karną stawkę za przykre dla dziewczyny ekscesy, jakich dopuścił się klient. Ból fizyczny i negatywne przeżycia psychiczne odciskają na jej osobowości trwałe ślady.

Dopóki dziewczęta znoszą właścicielom „złote jajka”, nie mają szans ucieczki. Pokoje, w których przyjmują kobiety klientów, a także ich pomieszczenia w których mieszkają są podsłuchiwane i monitorowane przez kamery telewizyjne. Dziewczęta, które wychodzą do miasta, na zakupy czy na spacer, robią to tylko w towarzystwie ochroniarzy, którzy je pilnują.

Nieco lepsza jest sytuacja kobiet, które świadomie wedle własnej woli decydują się pracować w agencjach towarzyskich, prowadzonych przez ludzi biznesu, nie powiązanych z gangsterami. Również te agencje wcześniej czy później zostaną podporządkowane organizacjom gangsterskim. Przestępcy na początek wymuszają od właściciela comiesięczny haracz. Zapewniają też swoim ludziom bezpłatny abonament na usługi seksualne w uzgodnionym cyklu. Próby wyrwania się z objęć mafii skazane są na niepowodzenie i nierzadko powodują większe straty. Nieposłusznych właścicieli gangsterzy gotowi są ukarać podpaleniem części agencji, demolką jakiegoś pomieszczenia, a jeśli i to nie odnosi pożądanego skutku, mogą dotkliwie pobić dziewczyny tam zatrudnione lub straszyć okaleczeniem.
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: