Strona główna » Magazyn » Kryminalny Pasztet
Kradzieży mniej, ale złodzieje lepsi

Przeczytaj, jak kradnie się auta

Autor: Rafał Pasztelański (rafal.pasztelanski@tvp.pl)
  • A
  • A
  • A
10:20
24.07.2010
Blisko połowa samochodów kradzionych w stolicy w pierwszym półroczu to auta japońskie. Najpopularniejsze wśród złodziei były toyoty i hondy, a trzecie miejsce zajął volkswagen. Na szczęście liczba kradzieży wciąż spada, a policja chwali się największą wykrywalnością od lat.
Samochody
W tym roku po raz pierwszy od wielu lat współczynnik wykrywalności wyniósł prawie 20 proc. (fot. arch. PAP/Bartłomiej Zborowski)
W tym roku po raz pierwszy od wielu, wielu lat udało nam się osiągnąć rekordowy współczynnik wykrywalności, czyli blisko 20 proc. Tak samo ciągle spada liczba kradzionych aut i w Warszawie zaczyna być bezpieczniej niż w niektórych europejskich metropoliach – mówi Tomasz Watras, naczelnik stołecznego wydziału dw. z przestępczością samochodową.

Choć stolica nadal zajmuje niechlubne pierwsze miejsce pod względem kradzieży samochodów, to z każdym rokiem ogranicza ten rodzaj przestępczości. Tym bardziej, że w centralnej metropolii zarejestrowanych jest najwięcej samochodów, a do tego dochodzą jeszcze tysiące przyjezdnych. W pierwszym półroczu tego roku w Warszawie ukradziono 1251 samochodów, czyli o 10 proc. mniej niż w tym samym okresie roku 2009 r.

Znacznie podskoczyła także wykrywalność. Policja zbliżyła się do magicznej liczby 20 proc. Osiągając wykrywalność na poziomie 19,3 proc (przy 13,2 w zeszłym roku). – Zdajemy sobie sprawę, że gdyby każdemu zatrzymanemu złodziejowi udało się udowodnić więcej kradzieży, ta liczba byłaby kilkakrotnie większa. Tym bardziej, że wg naszych szacunków od 20 do 30 proc. kradzieży jest fikcyjnych. Bo jaki złodziej połakomiłby się na 6-letni samochód z dużym przebiegiem? – tłumaczy jeden z policjantów „samochodówki”.

Tysiąc złodziei w osiem lat

Jeszcze kilka lat temu w stolicy działało ponad 500 złodziei samochodów, a codziennie z ulic znikało kilkanaście pojazdów. Warszawa była uznawana za miasto, który najłatwiej można stracić auto. Teraz zgodnie z szacunkami wydziału do walki z przestępczością samochodową, w mieście działa zaledwie kilkudziesięciu złodziei samochodów. Niestety większość z nich to wysokiej klasy specjaliści, cieszący się renomą także w półświatku europejskim.

Wyeliminowanie najgroźniejszych złodziejskich band oraz solistów, było możliwe dzięki utworzeniu w Warszawie a potem w miastach wojewódzkich wyspecjalizowanych wydziałów zajmujących się tylko tego rodzaju przestępczością. – Od 2002 r. zatrzymaliśmy blisko 1000 osób, z czego 700 trafiło do aresztów. Oczywiście wielu złodziei i paserów było zatrzymywanych po kilka razy, ale dla nas oznaczało to eliminowanie tego zagrożenia z ulic –podkreśla nadkom. Tomasz Watras.

W całej Polsce skutecznie udało rozbić się największe auto gangi. Grupy, które liczyły kiedyś po kilkanaście osób, teraz dla bezpieczeństwa rozbiły się na mniejsze. W kraju największą renomą cieszą złodzieje z podwarszawskiego Wołomina oraz Pomorza, Dolnego Śląska i Wielkopolski. Zresztą członkowie wszystkich tych grup, coraz częściej szukają szczęścia w krajach Unii. Tam nie tylko kradną na własny rachunek, ale i najmują się do pomocy lokalnym grupom przestępczym.
Giełda
Przestępcy odwiedzają targi samochodowe czy salony, aby poznać zabezpieczenia aut (fot. arch. PAP/Andrzej Zbraniecki)
Szkolenia, targi i podręczniki

Statystyczny polski złodziej samochodów ma od ok. 30 lat. Najczęściej nie ma wyższego wykształcenia, ale za to ukończył technikum lub szkołę zawodową najczęściej o profilu mechanika. Polski złodziej samochodów nie stroni jednak od nauki. Z informacji operacyjnych policji wynika, że przestępcy ci są na bieżąco na temat wszelkich nowinek motoryzacyjnych. Odwiedzają targi samochodowe czy salony, aby poznać zabezpieczenia aut. Niektórzy kupują informacje o zabezpieczeniach od pracowników koncernów samochodowych. –Ich mottem jest nakraść jak najwięcej zanim wpadną czy się zestarzeją – opowiada „samochodziarz” z Białegostoku.

Co ciekawe, elita złodziejskiej grupy, czyli producenci specjalnych komputerów do kradzieży czy supernowoczesnych narzędzi (jak np. łamaki) zazwyczaj nie zajmują się kradzieżami samochodów. Potrafią jednak kupić lub wyleasingować wchodzący na rynek model popularnego auta, aby w zaciszu garażu dostosować do niego specjalistyczny sprzęt. Za swoje wyroby biorą nawet. kilkadziesiąt tysięcy zł.

Jakby tego było mało, policjanci z Warszawy odkryli ostatnio, że jedna z grup przestępczych za 40 tys. zł pożyczyła drugiej na kilka miesięcy specjalny pakiet do kradzieży aut. W jego skład wchodziły: łamaki, zagłuszarka GPS, skaner do podsłuchiwania policji, komputer oraz instrukcja z dokładnym opisem, jak uruchamiać kradziony samochód i do jakich aut pasują narzędzia. Instrukcja została napisana w taki sposób, aby nawet zupełny laik mógł ukraść samochód. Na szczęście leasingobiorcy pakietu wpadli podczas swojej pierwszej roboty.

Klasyka wciąż w modzie

Młody, ubrany na sportowo, ale elegancko mężczyzna podchodzi do toyoty avensis. Spokojnie rozgląda się i otwiera drzwi. Za chwilę otwiera maskę i grzebie w silniku. Po chwili odjeżdża. To zapis z monitoringu sprzed jednego z hipermarketów. W ciągu kilkudziesięciu sekund złodziej, nie niepokojony przez nikogo, ukradł samochód wart kilkadziesiąt tysięcy zł. Właśnie parkingi przed dużymi centrami handlowymi oraz ulice to miejsce, skąd najczęściej są kradzione samochody.

Zresztą w centrach handlowych działają też złodzieje, którzy korzystają z pomocy kieszonkowców. Jeszcze przed kilku laty „doliniarze” byli wynajmowani przez autogangi na konkretne roboty. Duży zysk – co najmniej kilka tysięcy zł – za jedną robotę, doprowadził do sytuacji, w której kieszonkowcy wchodzą w skład grup złodziei samochodów. Po prostu obserwują przed parkingami kierowców, wyjmują im kluczyki, które przekazują kompanom. Zanim ofiara się zorientuje auto jest już daleko. Najczęściej w złodziejskiej dziupli.

Najmniej liczną, ale bardzo niebezpieczną grupą są przestępcy działający metodą na tzw. śpiocha. To kilkuosobowe, bardzo hermetyczne grupy złodziei, kradnących najdroższe i najlepiej zabezpieczone auta. – Takich samochodów nie da się ukraść z ulicy. Dlatego „śpiochy” obserwują dom kierowcy i atakują w nocy, gdy mieszkańcy śpią. Zabierają kluczyki i dokumenty, po czym odjeżdżają, najczęściej w kierunku Litwy, skąd samochód trafia dalej na Wschód. Złodzieje wiedzą, że mają kilka godzin na bezpieczne przerzucenie samochodu poza granice kraju. Zdarza się, że dla pewności przestępcy aplikują domownikom gaz usypiający – mówi jeden z „samochodziarzy”.
Salon
Nie ma wątpliwości, że policji udało się znacznie zwalczyć plagę kradzieży w Polsce (fot. arch. PAP/EPA/ALI HAIDER)
Autogangi w defensywie

Po dzikich latach 90, kiedy to gangi kradły na potęgę, nie ma wątpliwości, że policji udało się znacznie zwalczyć tę plagę. Niemal całkowicie udało się zlikwidować problem tzw. wykupek, czyli haraczu za odzyskanie skradzionego pojazdu. Do lamusa odchodzą takie przestępcze patenty jak „kamyk” czy „kółko”, czyli podstępne zmuszenie kierowcy jadącego w trasie do zatrzymania samochodu, po czym następował brutalny atak na właściciela. – Na przestrzeni ostatnich 10 lat nastąpił bardzo wysoki spadek, bo aż o 76 proc., liczby przestępstw związanych z kradzieżami samochodów. W 2000 roku w całym kraju ukradziono ponad 70 tysięcy aut. W pierwszej połowie tego roku „tylko” - 7 729. A wykrywalność w kraju sięga aż 30 proc. To dobry prognostyk – mówi podinsp. Grażyna Puchalska, z biura prasowego Komendy Głównej Policji.
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: