Wiadomość została wysłana.
„Sanitariusz”, „Zgred”, „Sasza” czy „Gruby” – to czterej gangsterzy, których prokuratura podejrzewała o zabójstwo gen. Marka Papały. Gdyby policjanci nie ukryli na sześć lat notatki wskazującej osoby zamieszane w zamach, możliwe, że udałoby się dotrzeć do mafijnego kilera. A tak, aż trzech z podejrzewanych przestępców nie dożyło pierwszego procesu w sprawie mordu na byłym szefie policji.
Niespełna trzy tygodnie po zabójstwie gen. Marka Papały do oficera dyżurnego mokotowskiej policji zadzwonił anonimowy mężczyzna. Informator powiedział, że w zabójstwo generała Papały zamieszani są Rafał Kanigowski ps. Gruby vel Pułkownik oraz Marcin P. Policjant sporządził notatkę i przekazał do Komendy Głównej Policji.
Te niezmiernie ważne informacje jednak w tajemniczy sposób zaginęły na długie sześć lat. Dopiero w 2004 r. austriacki policjant zdziwiony zapytał prokuratorów, dlaczego nie wykorzystują wiedzy Marcina P., który był kierowcą Kanigowskiego. P. zeznawał w Wiedniu w sprawie działalności Jeremiasza Barańskiego ps. Baranina vel. Tato, wiedeńskiego bossa prowadzącego mroczne interesy w Europie i Ameryce. Kanigowski był jego warszawskim rezydentem. Prokuratorzy zaczęli szukać P. i tak natrafili na „zagubioną” notatkę.
– Gdybyśmy mieli tę wiedzę już w lipcu, poszukiwania sprawców zabójstwa generała wyglądałby zupełnie inaczej. A tak, zdążyli zginąć lub umrzeć wszyscy najważniejsi świadkowie czy podejrzani – mówił Jerzy Mierzewski w czasie trwającego od kilkunastu dni procesu w sprawie zabójstwa gen. Papały.
W pierwszym akcie oskarżenia w związku z zamordowaniem byłego szefa policji odpowiadają tylko, jak to ujęła prokuratura, „pośrednicy”: Ryszard Bogucki oraz Andrzej Z. ps. Słowik. W akcie oskarżenia nie udało się wskazać na cyngla – osobę, która bezpośrednio wykonała wyrok na Papale.
O strzelcu wiadomo tylko, że był to młody mężczyzna, ubrany w bluzę lub kurtkę, który uciekł w kierunku toru wyścigów konnych na Służewcu.
Świadkowie zbrodni podawali zbieżne rysopisy: wiek od 25 do 40 lat, (większość mówiła o ok. 30 latach), wzrost od 175 do 185 cm, włosy jasne, szczupłej budowy ciała, niebieską bluzę oraz czapkę bejsbolówkę na głowie. Uciekającego zabójcę widziała także Małgorzata Papała, żona generała. Jednak nie potrafiła podać jego dokładnego rysopisu.
Widziała za to parę: młodego mężczyznę i kobietę, których minął uciekinier. W partnerze młodej dziewczyny rozpoznała Ryszarda Boguckiego, który zdaniem prokuratury asekurował zabójcę. Do dzisiaj nie ustalono, kto towarzyszył Boguckiemu. Śledczy sprawdzali, czy nie była to Halina G. ps. Inka, dziewczyna do zadań specjalnych „Baraniny”. Kim jednak sam cyngiel?
Z zeznań (nieżyjącego już) Artura Zirajewskiego ps. Iwan wynika, że wiosną 1998 r. zlecenie na gen. Marka Papałę miał przyjąć Siergiej S. ps. Sanitariusz. Członek trójmiejskiego „klubu płatnych zabójców” miał nawet przyznać się poza protokołem do zbrodni, jednak oficjalnie odmówił potwierdzenia tych informacji.
O jego obecności na miejscu zabójstwa mówił skruszony złodziej samochodów Igor. Ł. ps. Patyk. Zeznał on, że w dniu śmierci Papały szukał na ul. Rzymowskiego (tam mieszkał generał) jakiegoś samochodu do ukradzenia. Złodziej pojawił się tam na ok. godzinę przed zamachem. Zapamiętał opla omegę, który parkował w pobliżu. Już zamierzał ukraść auto gdy zorientował się, że to samochód ludzi z „miasta”, czyli gangsterów. Obok „Patyka” przeszedł wtedy Siergiej S., którego Ł. rozpoznał później na zdjęciach. Kierowcą prawdopodobnie był zapaśnik Krzysztof W. (zginął w 1999 r. w wypadku samochodowym).
Warszawscy prokuratorzy bardzo dokładnie zbadali ten trop i choć część grupy śledczej uważa, że cynglem był „Sanitariusz”, to jednak nie znaleziono dowodów, które ostałyby się przed sądem.
Po „Sanitariuszu”, na wykonawcę mafijnego wyroku typowano Ryszarda Boguckiego i jego kompana Ryszarda Niemczyka. Jednak okazało się, ze Bogucki pierwszy na pewno nie pociągnął za spust, a drugi nie ma z tą zbrodnią nic wspólnego. Wtedy to dzięki zeznaniom Marcina P. zaczęto badać udział w spisku Rafała Kanigowskiego.
Ten bardzo „przebojowy” gangster chciał dowieść swojej przydatności dla organizacji Barańskiego. Wtedy to w podwarszawskim Międzylesiu zastrzelono Janusza K. ps. Malarz, związanego z gangiem wołomińskim. Następnego dnia zamordowany został Adam Sz., członek polskiego gangu „Baraniny”. Jego zwłoki znaleziono w polonezie zaparkowanym w lesie koło Nadarzyna. Przy ciele ofiary morderca pozostawił martwą rybę. – Za tymi dwoma zbrodniami stali Rafał Kanigowski „Gruby” i jego osobisty kiler - Kazimierz K. ps. Zgred.
Według Marcina P. zarówno „Gruby” jak i „Zgred” byliby w stanie dokonać zamachu na generała. Świadek nie wiedział jednak, czy ta dwójka rzeczywiście to zrobiła. Pewne jest, w czasie zamachu telefon Kanigowskiego był zajęty, a niedługo po zbrodni, kazał on P. wyrzucić do Wisły jakieś „rzeczy od Papały”. P. sądził, że mogły to być naboje z broni użytej do zamachu. Niestety nie dowiemy się już czy to rzeczywiście „Gruby” lub „Zgred” byli cynglami. Kanigowski pasował do rysopisu, ale już nic nie powie, bo zamordowano go kilka miesięcy po śmierci Papały. „Zgred” zaś zaginął kilkanaście miesięcy później.
Ostatnim z typowanych cyngli, był Tadeusz M. ps. Sasza- człowiek do zadań specjalnych Jeremiasza Barańskiego. To M. miał zabić w 2001 r. Jacka Dębskiego, byłego ministra sportu, który naiwnie chciał robić interesy z „Baraniną.”
Wiadomo, że 25 czerwca 1998 r. kiedy to zamordowano byłego szefa policji, ten bezwzględny gangster był w podwarszawskiej miejscowości. Czy jednak pociągał za spust? „Sasza” był bardzo dobrze zbudowany i raczej został by zapamiętany przez świadków. Jednak śledczy badający udział „Baraniny;’ w spisku brali pod uwagę i M. jako wykonawcę, bo tylko jemu Barański ufał niemal bezgranicznie.
Zresztą „Szasza” dowiódł swojej lojalności gdy w czerwcu 2002 r. po usłyszeniu zarzutów zabójstwa Dębskiego powiesił się w swojej celi. Rok później w podobnych okolicznościach, ale w Wiedniu życie odebrał sobie Barański. Tym samym ten krąg spiskowców został zamknięty.
Kilera szukają teraz łódzcy śledczy. Czy im się to uda, raczej trudno się spodziewać sukcesów, skoro wyników nie dało 12 lat śledztwa w stolicy.