Wiadomość została wysłana.
Serwis tvp.info dotarł do szczegółów akcji, którą policjanci z Trójmiasta ochrzcili „Brown sugar” (od amerykańskiej nazwy heroiny). Takiej operacji przeciwko przemytnikom narkotyków jeszcze w Polsce nie było. Śledczy ryzykowali utratę ponad 74 kilogramów heroiny, aby jednocześnie rozbić całą siatkę przemytników.
– Nie mieliśmy możliwości zamiany narkotyku na neutralną substancję, a grupa była na tyle ostrożna, że musieliśmy podjąć pewne ryzyko. Najmniejszy błąd mógłby nie tylko spłoszyć gangsterów, ale doprowadzić do zniknięcia narkotyków wartych, co najmniej kilkanaście milionów złotych. Założyliśmy wiec całej grupie podsłuchy i czekaliśmy na dużą dostawę – opowiada jeden ze śledczych biorący udział w tajnej operacji.
Gang zorganizowali wspólnie gangsterzy z Trójmiasta i Warszawy. Czołowe role odgrywali Mirosław A. ps. Tajson (pomorski watażka, który zaopatrywał lokalny półświatek w narkotyki), Andrzej B. (nadzorca narkotykowego szlaku) oraz biznesmen z okolic Warszawy – Dariusz N. Ten ostatni był najprawdopodobniej mózgiem całej operacji. Na co dzień zajmował się biznesem i dział w dwóch założonych przez siebie fundacjach. W rzeczywistości był jedną z ważniejszych postaci na rynku narkotykowym w centralnej Polsce.
Z informacji śledczych wynika, że N. miał doskonałe kontakty z bałkańskimi grupami przestępczymi. W 2006 r. Dariusz N. pojechał do Rumunii, gdzie porozumiał się w sprawie dostawy 130 kilogramów tureckiej heroiny via Polska do Wielkiej Brytanii. W naszym kraju taki transport narkotyku wart byłby nawet do 30 mln zł. Tymczasem na Wyspach jego cena mogła wzrosnąć nawet o połowę. Dostawcą narkotyku byli handlarze z bułgarskiej mafii, gwarantujący bezpieczny tranzyt. – Bułgarzy od lat współpracują z polskimi gangami. Od połowy lat 90. dostarczali heroinę grupie „Żaby”. Potem dużą część handlu przejęli rezydenci tureckiej mafii tacy jak Fesih S. ps. Kurd, jeden z bossów tzw. gangu „Szkatuły – wyjaśnia oficer CBŚ.
Heroina trafiała do Wielkiej Brytanii ukryta w specjalnych schowkach tirów. Wiadomo, że pierwszy transport przyniósł gangsterom także duży zysk, że zdecydowali się na uruchomienie stałego szlaku.
– Przemytnicy bali się jednak, że w razie wpadki stracą znaczne sumy, jakie zainwestowali w narkotyki. Dlatego zdecydowali się zmienić metody przerzutu heroiny do Polski. Kupili dwa samochody osobowe, które z racji budowy miały naturalne skrytki i tak przygotowali się do przemycenia kolejnej partii narkotyków – opowiada prok. Dariusz Makowski, z gdańskiej prokuratury apelacyjnej, który razem z policją rozpracowywał gang.
W specjalnych skrytkach renault laguna, używanych do przemytu mieściło się do 40 półkilogramowych paczek heroiny. Tym razem gang zdecydował się przerzucić heroinę do Polski z Ukrainy, gdzie narkotyki dostarczyli im bałkańscy mafiosi. Prawdopodobnie miał to być nowy szlak, którym planowano wysłać do Wielkiej Brytanii setki kilogramów narkotyków.
Gangsterzy nie wiedzieli, że od kilku tygodni ich telefony są na podsłuchach. Nie pomogło nawet zastosowanie specjalnego szyfru. Kiedy śledczy zdali sobie sprawę, że w lutym 2008 r. szykowany jest duży transport, podzielony dla bezpieczeństwa na kilka kursów, zdecydowali się podjąć bardzo ryzykowaną grę.
– Chcieliśmy dopaść jednocześnie, na gorącym uczynku wszystkie ogniwa: kurierów i organizatorów. Aby tak się stało musieliśmy poczekać aż część towaru trafi do magazynu, a reszta zostanie przez nas zabrana podczas przekazywania odbiorcom. Ryzykowaliśmy zniknięcie narkotyków wartych ponad 12 mln zł – opowiada jeden ze śledczych.
Policjanci w absolutnej tajemnicy przygotowali zasadzkę. Wystarczyłby najdrobniejszy przeciek i cała operacja „brown sugar” skończyłaby się ogromna kompromitacją. Dlatego wszyscy gangsterzy byli pod stałą, dyskretną obserwacją. Z podsłuchów telefonów przemytników wynikało, że gangsterzy w rozmowach między sobą stosowali specjalny, choć mało błyskotliwy szyfr. I tak kurier dzwoniący do odbiorcy ogłosił, że „ciotka jedzie już do wujka”. Dodał jeszcze, że owa „ciocia” nosi „38 rozmiar buta”. To zdanie miało wskazywać, ze przemytnik ma przy sobie 38 paczek z heroiną.
Kiedy pierwszy kurier dojechał do Trójmiasta, spotkał się z odbiorcą – Andrzejem B. na jednej ze stacji benzynowych. B. dał znać drugiemu kurierowi, że wszystko jest w porządku i może wyruszać z Ukrainy.
Jednak B. miał przeczucie, że coś jest nie w porządku. Obserwujący go policjanci nagrali jak Andrzej B. mówi do kuriera „musimy zmienić miejsce spotkań, bo tu jest jakoś przypałowo”. Miało to znaczyć, że miejsce nie jest bezpieczne. Ledwie wypowiedział te słowa, gdy on i jego kompan zostali otoczeni przez policjantów. W tym czasie kilkudziesięciu funkcjonariuszy w Gdańsku, Warszawie i okolicach stolicy wkroczyło do mieszkań gangsterów. Ostatnia z grup uderzeniowych zatrzymała drugiego kuriera, który nieświadom zagrożenia czekał na wjazd do Polski na pasie granicznym w Medyce. W skrytce przewiózł 19 kilogramów heroiny. Był już przekonany, że przemyt się udał.
– W sumie policja przechwyciła podczas akcji 74 kilogramy heroiny oraz dwa kilogramy kokainy. Udało się zatrzymać najważniejsze osoby zamieszane w przemyt – dodaje prok. Makowski.
Podczas śledztwa wszyscy gangsterzy przyznali się do zarzucanych im przestępstw. Prokuratorzy sprawdzili fundacje Dariusza N., ale okazało się, że nie wykorzystywał ich do nielegalnej działalności. Miały być przykrywką, że jest uczciwym biznesmenem. Okazało się, że jeden z członków gangu raz w tygodniu pracował jako wolontariusz w… hospicjum. – Od poniedziałku do czwartku jestem przestępcą, w piątek pomagam chorym, a w weekend zajmuje się rodziną – tłumaczył przestępca śledczym.
W czasie śledczym wyszło tez na jaw, że narkoprzemytnicy, choć świetnie zorganizowani, czasem zachowywali się jak amatorzy. I tak heroinę trzymali w wannie jednego z domków na terenie ogródków działkowych lub luzem w warsztacie. Jeden z kurierów zostawił także samochód wyładowany narkotykami na niestrzeżonym parkingu. Przed kilkoma dniami do sądu wpłynął akt oskarżenia w tej sprawie. Większości przestępców grożą kary do 15 lat więzienia.