Daniel E. ps. Chulio oraz Marek N. ps. Marek z Marek - mafijni cyngle oraz Dariusz K. ps. Kary boss gangu modlińskiego odpowiedzą za ostrzelanie bossów z gangu nowodworskiego i podłożenie bomby rywalom. „Chulio” i „Marek z Marek” odpowiadają już przed sądem za zabójstwo sześciu innych osób.
Ciągnąca się od ponad dekady wojna o prymat w półświatku Nowego Dworu Mazowieckiego pochłonęła już kilkanaście ofiar – głownie bandytów ale także pięcioro niewinnych osób. Krwawa dintojra zaczęła się banalnie. Boss gangu z Twierdzy Modlin zapłacił bossowi z Nowego Dworu za pomoc w uwolnieniu kompana z więzienia. Nowodworski gangster wykiwał jednak kolegę po fachu i pieniądze zgarnął dla siebie. „Modliniacy” zaczęli domagać się wyrównania strat i od słowa do słowa obie grupy zapałały do siebie czystą nienawiścią.
Zaczęły wybuchać bomby ( w czerwcu 2000 r. w pubie EB w Nowym Dworze zginęły cztery przypadkowe osoby- bomba miała zabić bossów „Nowego Dworu”), zaczęły się strzelaniny i porwania. Policja szybko wsadziła za kraty wszystkich najważniejszych bandziorów z obu rywalizujących band. Przez ostatnią dekadę doszło do kilku zawieszeń broni, nowych sojuszy i kolejnych zamachów. Teraz dzięki zeznaniom skruszonych gangsterów, warszawskiej prokuraturze apelacyjnej udało się rozliczyć kolejne wątki bandycki porachunków z końca wieku.
Mafijny transfer
Daniel E. ps. Chulio oraz Marek N. ps. Marek z Marek to zdaniem policjantów dwaj bezwzględni mordercy. Obaj Po wybuchu wojny w Nowym Dworze Mazowieckim , zostali wypożyczeni do gangu z Modlina z gangu wołomińskiego. Mieli być wsparciem dla osłabionej bandy braci Grzegorza i Dariusza K. Boss gangu wołomińskiego zapewnił swoim nowym sojusznikom także broń i obiecał pomoc w razie kłopotów.
Gang nowodworski próbował wtedy ściągnąć haracz od braci K. a potem nieznani sprawcy próbowali podpalić dom i sklep Dariusza K. Na jesieni 1999 r „Modliniacy” dowiedzieli się, że konkurenci chcą ich porywać dla okupu.
Do akcji wkroczyli więc cyngle wypożyczeni z „Wołomina”. Według informacji operacyjnych szukali bossów z Nowego Dworu. Po mieście i okolicach jeździli uzbrojeni bandyci czekając tylko na okazję.
Podczas jednej z bandyckich akcji w ręce policji wpadł Andrzej R.ps. Mózg. Razem z kompanami chcieli uprowadzić modlińskiego gangstera, który jechał samochodem jednego z braci K. Kiedy „Mózg” wyszedł na wolność postanowił odzyskać wpływy w rodzimym półświatku.
„Fartowna” kamizelka
W nocy z 23 na 24 maja 2000 r. „Mózg” wracał do domu. Nagle zobaczył jak z półmroku wyłonił się Daniel E. „Chulio” bez słowa zaczął strzelać z pistoletu z tłumikiem. „Mózg” pochylił się, zasłonił głowę rękoma i zaczął uciekać. Ten manewr uratował mu życie. Trzy kule zrykoszetowały z kości i trafiły gangstera w plecy. Dwa strzały zamachowca trafiły „Mózga” w pierś . Boss miał jednak na sobie kamizelkę kuloodporną. Choć ranny zdołał zbiec śmierci spod kosy. Kamizelka kuloodporna, która okazała się tak szczęśliwa dla Andrzeja R., nie była już taka pomocna dla żołnierza bossa. W listopadzie 2000 r. w pubie Tartak, Daniel E. i Marek N. zamordowali, według prokuratury, dwóch nowodworskich gangsterów: Pawła G. ps. Głębik i Krzysztofa B. ps. Szczur. Ten ostatni nosił na sobie „fartowną” kamizelkę bossa.
Zasadzka w Twierdzy
Kilka miesięcy po tym jak „Mózg” wyszedł cało z zamachu wybrał się na przejażdżkę motorem po swoich włościach razem z drugim bossem Markiem B. W pewnym momencie gangsterzy zobaczyli zielone BMW należące do konkurentów. Ruszyli za nim w pościg. BMW wjechało na teren modlińskiej Twierdzy. Kiedy nowodworscy bandyci doganiali już swoje ofiary w tym momencie, BMW zatrzymało się a z auta wyskoczyli dwaj konkurenci. Zaczęli strzelać do przeciwników. B. dodał gazu i w tym momencie zgubił siedzącego za nim „Mózga”. Gangster nie stracił jednak zimnej krwi i zaczął strzelać do przeciwników. Po chwili wskoczył na motor i tym razem to modliniacy zaczęli uciekać. W końcowej fazie potyczki zbliżył się do nich samochód z Dariuszem K. Boss „Modlina” strzelał z okna auta do konkurentów. Udało mu się zranić „Mózga”.
To nie koniec?
Dariuszowi K. oraz Danielowi E. grozi nawet dożywotnie więzienie. Marek N. odpowiada w tej sprawie za udział w gangu oraz posiadanie bomby, użytej do wysadzenia samochodu konkurentów. Warszawscy prokuratorzy, prowadzący śledztwo w sprawie m.in. „pożyczonych” cyngli zapowiadają, że to nie koniec zarzutów pod ich adresem. Kilerom przypisuje się udział w jeszcze kilku strzelaninach. Na razie gangsterzy twierdzą, że są niewinni a cała wojna o Nowy Dwór to wymysł mediów.