Strona główna » Magazyn » Kryminalny Pasztet
Proces z prowokacją w tle

Afera łapówkarska czy zemsta służb?

Autor: Rafał Pasztelański ( rafal.pasztelanski@tvp.pl )
  • A
  • A
  • A
15:06
15.06.2010
Niewykluczone, że afera z łapówkami za pozytywną weryfikacje oficerów WSI miała na celu skompromitowanie pracy Komisji Weryfikacyjnej oraz jej członków. Do takich wniosków można dojść analizując ustalenia śledczych. Zresztą przyznają to sami prokuratorzy, którzy rozważali taki motyw działania oskarżonych płk. Aleksandra L. oraz dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego.
1
Dziennikarz "Wprost" Wojciech Sumliński liczy, że sąd wyjaśni prowokację, której także padł ofiarą(fot. PAP/Jacek Turczyk )

Wolski sąd rejonowy, do którego trafił akt oskarżania w tej sprawie uznał, że skomplikowanie sprawy wymaga, aby sądził ją sąd okręgowy. Teraz zadecyduje o tym sad apelacyjny.

Jednak decyzja może się opóźnić, ponieważ 10 czerwca akta zostały przesłane do poznańskiej prokuratury okręgowej, która prowadzi śledztwo m.in. w sprawie podsłuchiwania rozmów Sumlińskiego z jego obrońcą mec. Romanem Giertychem. Śledczy chcą się zapoznawać z aktami, co może potrwać najmniej tydzień i nie wiadomo, kiedy będzie się nimi mógł zająć sąd apelacyjny.

Łapówki, czy atak na komisję

Analiza sprawy dowodzi, że sąd stanie przed trudnym zadaniem: ustaleniem czy sprawa była zwykłą aferą korupcyjną, czy też brudną prowokacją tajnych służb. Co ciekawe, śledczy z warszawskiej prokuratury apelacyjnej, który skierował do sądu akt oskarżenia w tej sprawie, również nie potrafił wskazać jednoznacznego motywu. Choć zdaniem prokuratury oskarżeni „kierowali się raczej chęcią zysku”, to jednak - jak napisano w akcie oskarżenia - nie jest wykluczone, że afera z łapówkami za pozytywną weryfikacje oficerów WSI „miała na celu skompromitowanie pracy Komisji Weryfikacyjnej oraz jej członków”.

-Nie mam wątpliwości, że sprawa miała doprowadzić do skompromitowania komisji weryfikacyjnej, ale to nie ja chciałem zrobić, bo zostałem wykorzystany jako narzędzie. Jako taki pocisk– mówi tvp.ifno sam Wojciech Sumliński.

Dziennikarz i płk. Aleksander L. są oskarżeni o powoływania się na wpływy w komisji weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych i podjęcie pośrednictwa w załatwieniu pozytywnej weryfikacji oficera byłych Wojskowych Służb Informacyjnych, płk. Leszka T., w zamian za 200 tys. łapówki. Sumliński odrzuca oskarżenia, twierdząc, że padł ofiarą zemsty specsłużb, za swoje materiały o nieprawidłowościach w WSI.

Spóźnione nagrania

Sprawa zaczęła się w grudniu 2006 r., kiedy to do pułkownika Lecha T. zadzwonił Aleksander L., były szef Zarządu I Szefostwa WSI i zaproponował spotkanie w jednym ze stołecznych centrów handlowych. Podczas rozmowy L. chwalił się swoimi kontaktami w Komisji Weryfikacyjnej i zaoferował T. oraz zaproponował jego synowi pomoc w załatwieniu tej weryfikacji. Miało to kosztować najpierw 100 tys., a potem 200 tys. zł. W połowie stycznia 2007 r. T. zdecydował się nagrywać spotkania z L. oraz z Wojciechem Sumlińskim.

Na taśmach zarejestrowano jednak przede wszystkim korupcyjne propozycje składane przez Aleksandra L. Nie ma na nich jednak jednoznacznych dowodów, obciążających Sumlińskiego.

Zastanawia, dlaczego tak doświadczony oficer WSI, jakim jest Lech T., nie zdecydował się na potajemne nagrania jeszcze w grudniu 2006 r, po usłyszeniu propozycji korupcyjnej. Co ciekawe, z zeznań T. wynika, że najbardziej obciążające propozycje padły albo zanim zaczął nagrywać albo kiedy akurat nie miał sprzętu. Prokuratura uważa jednak, że nagranie będą mocnym atutem przed sądem.

Cień na Komisji Weryfikacyjnej

2
Piotr Bączek z pastą i szczoteczką do zębów opuszcza prokuraturę apelacyjną po przesłuchaniu w sprawie nnieprawidłowości w działaniu Komisji Weryfikacyjnej(fot. PAP/Grzegorz Michałowski)

Drugim wątkiem sprawy L. i Sumlińskiego były działania niektórych członków Komisji Weryfikacyjnej WSI. W rozmowie z Lechem T., Aleksander L. miał twierdzić, że „osobami pomocnymi w weryfikacji są Leszek Pietrzak, Piotr Bączek, Sławomir Cenckiewicz oraz Piotr Wojciechowski” czyli członkowie Komisji. Osobom tym miał dać 50 tys. zł łapówki.

Ten fragment dał prokuraturze argument do przeszukania mieszkań Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka. Nie znaleziono żadnych obciążających ich dokumentów. Prokuratura szukała aneksu raportu o likwidacji WSI. Aleksander L. twierdził, że ma dostęp do tego dokumentu, który nadal pozostaje tajny.

Zresztą L. organizował spotkania T. z Pietrzakiem. Na taśmach Lecha T. znalazło się także kilka rozmów z członkiem komisji. Dowodem obciążającym Pietrzaka miał być zarejestrowany fragment spotkania z 25 stycznia 2007 . Pietrzak powiedział wtedy do T.: „obiecuję zrobić wszystko, żeby to jakoś załatwić. Proszę nie czuć się zobowiązany wobec mnie. Prosili mnie pańscy koledzy, postaram się pomóc”. Tyle tylko, że z tego fragmentu nie wynika, aby Pietrzak był zamieszany w korupcję. On sam twierdził, że prowadził z T. grę, ponieważ był zainteresowany jego wiedzą na temat nieprawidłowości w wojskowych tajnych służbach. Co ciekawe, w innym nagraniu pojawia się żądanie Aleksandra L. wobec T. : „Zabraniam ci dyskusji na temat finansów i czegokolwiek z Leszkiem (Pietrzakiem – przyp. red.)” Miało to wynikać ze strachu Pietrzaka przed Antonim Macierewiczem.

Pułapka na Macierewicza

W związku z Macierewiczem pojawia się w śledztwie kolejna zagadkowa kwestia. Lech T. zeznał, że zanim zaczął nagrywać oskarżonych chciał się spotkać z weryfikatorem WSI. Jednak ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego zgodził się na rozmowę, ale tylko w swoim gabinecie. T. zrezygnował, więc ze spotkania, ponieważ jak zeznał, obawiał się otoczenia Macierewicza.

Nasuwa się pytanie czy gdyby Macierewicz przystał na propozycję Lecha T. i spotkał się z nim w jakimś ustronnym miejscu, nie zostałoby to wykorzystane przez ludzi z WSI do zdyskredytowania kontrowersyjnego polityka. Nie byłoby problemu ze zrobieniem Macierewiczowi zdjęcia z T. i połączyć je później ze sprawą Aleksandra L. Polityk okazał się jednak sprytniejszy.

Sam Macierewicz zeznał, że Lech T. nie był wysłuchany przez komisję weryfikacyjna i nie było wyznaczonego składu do jego weryfikacji. Nic też nie wiedział o spotkaniach Leszka Pietrzaka z Lechem T.

Proces, o ile w końcu dojdzie do skutku zapowiada się bardzo interesująco. Już sama lista świadków budzi emocje. Prokuratura chce wezwać Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, Pawła Grasia (byłego koordynatora służb specjalnych, a obecnie rzecznika rządu), Krzysztofa Bondaryka (szefa ABW) oraz Antoniego Macierewicza. Przed sądem pojawią się też wysokiej rangą byli oficerowie WSI oraz członkowie komisji weryfikacyjnej.

Dramat dziennikarza

Wojciech Sumliński został zatrzymany 13 maja 2008 r. pod zarzutem płatnej protekcji. Początkowo sąd nie zdecydował się na areszt i uznał, że wystarczy kaucja pieniężna i zakaz opuszczania kraju. Jednak prokuratorzy odwołali się i pod koniec lipca warszawski Sąd Okręgowy zmienił decyzję, postanawiając aresztować dziennikarza. Ten próbował popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły. Wówczas areszt zamieniono mu na dozór.

Aleksander L. po blisko półrocznym śledztwie zdecydował się dobrowolnie poddać karze i zaproponował dla siebie wyrok 2 lat w zawieszeniu na 5 lat oraz ponad 54 tys. zł grzywny. Proces w tej sprawie, który jeszcze się nie zaczął, może być bardzo ciekawy. Możliwe, ze wyjaśni rolę obu oskarżonych w tej aferze, ale może też udzieli odpowiedzi na pytanie o udział w tej historii tajnych służb.

Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: