Wiadomość została wysłana.
Jednak pod koniec lat 80. liczba szaletów miejskich zaczęła systematycznie spadać. Niewykorzystane pomieszczenia i niszczejące obiekty zaczęto przystosowywać do zgoła innych celów, niż zaplanowali ich budowniczowie.
Do dzisiaj w wielu podziemnych toaletach są knajpy, gdzie podaje się dania kuchni egzotycznej lub piwo, jak w warszawskim Blues Barze przy Placu Na Rozdrożu. W Poznaniu aby zachować unikalne wolnostojące małe budynki sprzed II wojny światowej wpisano je do rejestru zabytków.
„Sławojki” czyli przedwojenne sanitariaty
Wielką rolę w historii polskich szaletów odegrał generał Felicjan Sławoj–Składkowski, najdłużej urzędujący premier II RP, który olbrzymią wagę przykładała do dbałości o higienę. Nakazał budowę i utrzymywanie w czystości tzw. „sławojek”. W lutym 1927 r. generał napisał do wojewodów: „ubikacje powinny drogą częstego szorowania sedesów i podłóg, wentylowania i odkażania być stale utrzymywane w stanie używalności i nie zatruwać powietrza naokoło”. Wydał w tym zakresie wiele rozporządzeń. W PRL-u jednak nie przykładano tak wielkiej wagi do zaleceń Sławoja.
W latach 80. Marek Kotański był inicjatorem akcji uwrażliwiającej na czystość środowiska „kupą mości panowie”. Na niewiele się to zdało, a w ówczesnych przewodnikach turystycznych pojawiały się informacje, że w Polsce „ogólnie toalety publiczne są w większości przypadków płatne i znajdują się w złym stanie”. Niektórzy więc próbowali oddać szalety w prywatne ręce. Kierownik Domu Turysty PTTK dał do „Życia Warszawy” ogłoszenie, że wydzierżawi szalet. Propozycje trzeba było składać w zalakowanych kopertach. Chętnych jednak nie było.
Groźba prywatyzacji pomogła. Z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP w 2008 r. wynika, że prawi 90 proc. ogólnodostępnych w Polsce toalet jest czysta. Najgorsze warunki panują na dworcach. Na drugim biegunie znalazły się hotele i centra handlowe. W większości przebadanych toalet stwierdzono, że nie ma luksusów. Odświeżacze powietrza zainstalowano jedynie w 29 procentach, zapasowy papier toaletowy jedynie w co piątej, wieszak na ubranie znajdował się w czterech na dziesięć odwiedzonych toalet.