Wiadomość została wysłana.
Coroczne żniwa, choć były wielkim świętem PRL–u, były przede wszystkim pokazem absurdalności gospodarki centralnie sterowanej. Latem 1984 roku do sklepów z maszynami rolniczymi trafiły nowe kosiarki zaprzęgane koniem. Rolnicy nie mogli jednak ich kupić. Okazało się jednak, że w dokumentach nie zawarto ceny detalicznej towaru. Sprzedawcy w środku żniw odsyłali rolników z kwitkiem.
Po kilku dniach tłumaczenia niezadowolonym rolnikom, że sprzęt jest, ale nie można go kupić, urzędnicy wpadli na pomysł. Kupujący wpłacali kwotę, za jaką sprzedawano kosiarki z poprzedniej dostawy. Ludzie musieli podpisywać zobowiązania, że kiedy ceny w końcu zostaną ustalone dopłaconą ewentualną różnicę.
Wówczas ukuto też hasło - klęska urodzaju. To sytuacja, w której obfitość plonu prowadzi do klęski, bo brakuje maszyn do ich zbierania lub przetwarzania.