Wiadomość została wysłana.
W PRL brakowało wszystkiego, a więc wyposażenia ucznia w niezbędne rzeczy było trudną sprawą. Już samo kupowanie zeszytów wymagało czasu i rozeznania, w którym sklepie, którego dnia rzucą zeszyty w linię a gdzie w kratkę.
Problem był też z podręcznikami. Talony na nowe ksiażki dostawali tylko prymusi, a reszta musiała sobie jakoś załatwić komplet. Odkupowano od kolegów z wyższych klas. Najczęściej były to zniszczone, przez wielu używane książki.
Do szkoły chodziło się tylko w fartuszku. Z resztą jednakowy strój obowiązywał także podczas zajęć gimnastycznych. Wyróżnić można było się jedynie przyborami szkolnymi. Szczęściarzem był ten kto miał rodzinę lub znajomych za granicą i mógł liczyć na paczki z kolorowymi piórnikami i gumkami.
W PRL obowiązkowo uczono języka rosyjskiego. Na rocznice Rewolucji Październikowej organizowano uroczyste apele. 1 maja obowiązkowo trzeba było pójść w pochodzie pierwszomajowym.
Nad kondycją uczniów czuwała pani higienistka. Zęby wyrywała szkolna dentystka. Nie było szansy na zwolnienie z fluoryzacji.
Pieniądze można było oszczędzać w SKO - Szkolnej Kasie Oszczędności, a dodatkowe punkty zdobyć porządkując podwórko szkolne w czynie społecznym. Wszyscy uczniowie musieli nosić tarcze z nazwą szkoły. TYlko nieliczni zdobywali plakietki wzorowego ucznia, dzięki którym swoje wzorowe wyniki w nauce mogli prezentować na piersi.