Strona główna » Magazyn » Kartka z kalendarza
Zima 1984 roku

Bary mleczne w rozkwicie

Autor: Anita Blinkiewicz
  • A
  • A
  • A
11:54
11.03.2010
Leniwe, jajecznica, naleśniki i kisiel, płatne przy kasie, a potrawy wydawane w okienku przez panią w fartuchu i czepku na głowie, na ścianach hasła „kultura obowiązuje także przy jedzeniu” –PRL był okresem rozkwitu „białej gastronomii”.

Leniwe, jajecznica, naleśniki i kisiel, płatne przy kasie, a potrawy wydawane w okienku przez panią w fartuchu i czepku na głowie, na ścianach hasła „kultura obowiązuje także przy jedzeniu” – PRL był okresem rozkwitu „białej gastronomii”.

Jaki jest największy bar mleczny w Warszawie? - KC - same ruskie, śląskie i leniwe! – żartowano w PRL. Bary mleczne zapisały się w kulturze masowej tamtych czasów. Były motywem filmów, jak np. „Miś” Stanisława Barei.

Siermiężny wystrój lokali, obszczerbione nierzadko naczynia, aluminiowe sztućce, ceraty na stołach, firanki w kratkę i samoobsługa przyczyniły się do kiepskiej reputacji barów mlecznych. Dotacje państwa utrzymywały niskie ceny w lokalach białej gastronomii. W powojennej Polsce, gdy mięso było towarem deficytowym bary mleczne z jarskim menu cieszyły się dużą popularnością. W PRL – u funkcjonowało prawie 40 tysięcy takich barów.

Pierwszy bar mleczny, jadłodajnię serwującą dania z mleka, jajek i mąki, otworzył w Warszawie w roku 1896 Stanisław Dłużewski – hodowca krów. "Mleczarnia Nadświdrzańska" znajdowała się przy ulicy Nowy Świat. Interes się kręcił i wkrótce inni przedsiębiorcy zaczęli otwierać podobne jadłodajnie. W latach kryzysu popularność barów mlecznych wzrosła jeszcze bardziej. Rozporządzenia ministerialne regulowały wielkość, skład i ceny potraw, tak by były one dostępne także dla uboższych ludzi.

W PRL bary mleczne, jak wszystko szybko podporządkowano ideologii. W mieszkaniach budowanych za czasów Gomułki kuchnie zredukowano do niewielkich wnęk bez okien. I sekretarz zachęcał do stołowania się w barach mlecznych co miało być ważnym elementem życia człowieka socjalizmu i pozwalało zintegrować się różnym grupom społecznym, bo w barach można było spotkać artystów, studentów, robotników i urzędników. Bary mleczne przyciągały także znane postacie życia publicznego. Podobno gośćmi warszawskiego baru „Pod Barbakanem” bywał kiedyś Tadeusz Łomnicki i Maja Komorowska, a podczas niedawnej wizyty także Dalajlama. W „Karaluchu” na Krakowskim Przedmieściu można było spotkać Jacka Kuronia oraz Irenę Kwiatkowską, a także Tomasz Nałęcz.

W Polsce ocalała niewiele ponad 100 barów mlecznych. Potrafiły znaleźć sobie miejsce w nowej rzeczywistości, a powoli wręcz staja się miejscami kultowymi, gdzie młodzi ludzie szukają atmosfery dawnych czasów. Bo gdzie, jak nie tutaj można na chwilę przenieść się niedaleką przeszłość.

 
 
 
...
 
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: