Premier Donald Tusk powiedział, że on i przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso mają „podobny pogląd” co do kwalifikacji i kompetencji Janusza
Lewandowskiego jako przyszłego polskiego komisarza. Tusk spotkał się z Barroso w Brukseli.
Przedstawiciele rządu, w tym Tusk, kilkakrotnie dawali już do zrozumienia, że są zainteresowani ważną teką gospodarczą dla Lewandowskiego.
Premier po zakończeniu spotkania mówił, że wychodzi „bardzo usatysfakcjonowany”.
–
Jakie to przyniesie efekty końcowe?
Bądźmy cierpliwi. Przez wyprzedzanie faktów niczego nie uzyskamy. Cieszę się, że mam w wielu sprawach, także w tej sprawie, podobny pogląd do szefa
KE – powiedział premier.
Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych, jest eurodeputowanym Platformy Obywatelskiej; w poprzedniej kadencji Parlamentu
Europejskiego był przewodniczącym komisji ds. budżetu.
Barroso rozpoczął już nieformalne kontakty ze stolicami państw UE w sprawie
składu nowej Komisji Europejskiej. Zastrzegł jednak, że z nominacjami trzeba poczekać na „jasność prawną”, to znaczy na chwilę, kiedy będzie wiadomo, na podstawie którego
traktatu - z Nicei czy Lizbony - ma się to odbyć.
Wejście w życie Traktatu z
Lizbony wciąż blokuje czeski prezydent Vaclav Klaus, który złożenie swojego
podpisu pod aktem ratyfikacyjnym warunkuje uzyskaniem gwarancji, że unijna
Karta Praw Podstawowych nie stanie się podstawą do roszczeń majątkowych
Niemców sudeckich, którzy utracili swoje mienie w Czechosłowacji na podstawie
tzw. dekretów Benesza. KE i szwedzkie przewodnictwo liczą, że porozumienie w
tej sprawie uda się znaleźć na najbliższym szczycie UE w Brukseli 29-30
października.
Polska wizja polizbońskiej Europy
Tusk również zaprezentował Barroso dokument przedstawiający polską wizję
funkcjonowania UE pod rządami Traktatu z Lizbony, broniąc roli państw, które
będą obejmować rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej (tak jak Polska w
drugiej połowie 2011 r.). Premier podkreślił, że ustanowiony w traktacie
przewodniczący Rady Europejskiej o 2,5-letniej kadencji ma nie być
„prezydentem Europy”, tylko osobą „prowadzącą prace Rady”.
–
Przede wszystkim podkreślam znaczenie przyszłych państw sprawujących
przewodnictwo. Uważamy, że państwa (...) powinny mieć sporo do powiedzenia,
bo to zwiększa współodpowiedzialność. To nie jest optowanie za egoizmem
narodowym w UE – wręcz przeciwnie. Nasze stanowisko wynika z przeświadczenia, że im więcej mamy odpowiedzialności za całą UE, tym bardziej się faktycznie integrujemy – mówił Tusk.
Zaapelował także o to, by kwestie polityki sąsiedzkiej UE i Partnerstwa
Wschodniego w nowej KE nie znalazły się w kompetencjach wysokiego
przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej, który ma zasiąść na stanowisku
wiceprzewodniczącego KE, lecz były związane z teką ds. rozszerzenia.
–
Jestem przekonany, że dobrze byłoby, aby np. komisarz ds. rozszerzenia obejmował także swoimi kompetencjami kwestię sąsiedztwa, w tym Partnerstwa Wschodniego. Jest bardzo ważne, aby te ważne dla UE i regionu sprawy nie były gdzieś na marginesie (zainteresowań) wysokiego przedstawiciela. O tym rozmawialiśmy. Trudno powiedzieć, że to pogląd powszechny w UE, ale wydaje się, że mamy tutaj wspólną melodię z panem Barroso – podsumował premier.