Ponad dwa dni po śnieżycy stulecia w Katalonii, 50 tysięcy rodzin nadal nie ma prądu, a kolejki samochodów na granicy z Francją przekraczają 10 kilometrów długości. Opozycja żąda dymisji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w prowincji, ale lokalny rząd argumentuje, że winę ponosi nie on, tylko... nieprecyzyjna prognoza pogody.
Premier katalońskiego rządu José Montilla
mówi, że wiadomości telewizyjne ostrzegły
wprawdzie o zbliżających się opadach śniegu, ale nie sprecyzowały rozmiarów śnieżycy.
Poza tym, zgodnie z doniesieniami synoptyków, miało zacząć padać wieczorem, a nie w południe. Dlatego – tłumaczył Montilla – kataloński rząd zareagował z kilkugodzinnym opóźnieniem.
Do wielu miejsc Katalonii pomoc wciąż nie dotarła. Nieprzjezdnych jest 40 dróg, zamknięte szkoły i tysiące rodzin bez prądu. Podczas śnieżycy runęło 30 słupów
wysokiego napięcia. Jak się okazało, zostały wadliwie skonstruowane.
Synoptycy ostrzegają, że zbliża się kolejny zimny front. Tym razem jednak śnieg ma padać tylko wysoko w
górach.